Dr Daśko: trzeba coś zrobić ze streamerami popełniającymi przestępstwa

PAP
opublikowano: 22-09-2018, 10:39

Zdaniem prawniczki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu dr Natalii Daśko trzeba z większą uwagą przyjrzeć się coraz popularniejszemu w sieci zjawisku "streamingu". "Podczas tych relacji popełnianych jest wiele przestępstw i wykroczeń. Trzeba coś z tym zrobić" - powiedziała PAP.

Streaming polega na przekazywaniu treści "na żywo" przez internetowe portale. Streamerów podglądają użytkownicy sieci. Ci podczas relacji robią przeróżne rzeczy - od grania w gry, picia wódki czy przygotowywania obiadów po czyny, które budzą wśród wielu zgorszenie, a jak przekonuje Daśko - także powinny znacznie bardziej zainteresować organy ścigania.

"Te zachowania są uregulowane prawnie dokładnie tak samo, jakby miały miejsce w świecie rzeczywistym. Nie ma różnicy między tym, że dzieje się to na zasadzie streamingu niż gdyby ci ludzie spotykali się przed blokiem czy na Starówce i tak zachowywali. Różnica w podejściu - bardzo zauważalna - organów ścigania jest dla mnie niezrozumiała. Fakt, że rzecz się dzieje za pomocą internetu nie powoduje, że działania tych ludzi nie wypełniają znamion różnego rodzaju przestępstw" - wskazała dr Daśko.

Dodała, że większość z tych przestępstw ścigana jest z oskarżenia publicznego, czyli w sytuacji, gdy organy ścigania mają takie informacje - powinny działać.

"Utrwalenie tego w internecie jest dowodem na to, że taka rzecz miała miejsce. Z rzeczy, które najbardziej +uderzają+ należy wymienić nawoływanie i pochwalanie przestępstw. Bardzo często podczas streamingu pochwalane są różnego rodzaju przestępstwa - zgwałcenia, bójki, pobicia, a nawet streamerzy podżegają do ich popełnienia. Wytworzyła się cała społeczność takich ludzi, bo przecież nie jest istotny tylko sam nadawca, ale także jego widzowie. Oni bardzo często pełnią w tym procederze aktywną rolę, stawiając sobie różnego rodzaju wyzwania - nawet za nie płacąc. Dla przykładu są to np. gratyfikacje w wysokości 15 zł za uderzenie matki czy 20 zł za nasikanie na mur" - wyjaśnia dr Daśko.

W jej ocenie społeczność ta jest przynajmniej "dysfunkcyjna". Prawnik dodała, że jak na razie do opinii publicznej trafiła tylko informacja o zatrzymaniu i postawieniu zarzutów youtuberowi Grzegorzowi G. ps. "Gural" z Poznania.

"Nim organy ścigania zainteresowały się, dlatego że zaczął zahaczać o przestępstwa związane ze sferą seksualności. M.in. namawiał dziewczynki do rozbierania się, a wszystko było nagrywane +na żywo+. To przelało czarę goryczy, bo podejście do przestępstw seksualnych jest rzeczywiście restrykcyjne. On otrzymał jako środek zapobiegawczy zakaz wystąpień publicznych w internecie. Jednak tacy +nadawcy+ jak znany już w Polsce streamer z Torunia działają cały czas nadal bez żadnych problemów" - wskazała Daśko.

W jej ocenie większa kontrola nad przekazywanymi treściami powinna istnieć też ze strony administratora portalu, na którym pojawiają się takie relacje - w tym przypadku najczęściej YouTube.

"Użytkownicy powinni się trzymać regulaminu takich portali. Pytanie dotyczy tego, czy YouTube to przeoczył czy też te zachowania mieszczą się w regulaminie. Skala tego zjawiska jest tak duża, że podejrzewam raczej przeoczenia" - wskazała prawniczka z UMK.

W jej ocenie źródłem tego zjawiska może być chęć "podglądactwa", która w ludziach zawsze była, o czym świadczyć może jej zdaniem m.in. sukces takich programów jak Big Brother.

"Do niedawna lubiliśmy jednak oglądać ludzi sławnych, celebrytów. Teraz chodzi o zwykłych Kowalskich. Widziałam wypowiedź mamy jednego z takich streamerów, w której ona wskazuje, że oni przecież niczym się nie różnią od rodziny Kardashianów, bo przecież prowadzą takie samo reality show. Różnica dotyczy jednak przekazywanych treści. Tutaj nie ma cenzury, a to, co robią, wypełnia znamiona przestępstw. Jedną sprawą jest to, co dzieje się u nich w domu podczas transmisji, np. znieważanie, wzajemne bicie. To jest kwestia między nimi, że nie chcą tego zgłaszać i ścigać. Z drugiej strony samo pochwalanie przestępstw jest zagrożone karą do roku pozbawienia wolności. Mamy tutaj do czynienia z przestępstwami i wykroczeniami, np. nieobyczajnymi wybrykami" - wskazała Daśko.

Dr Daśko stoi na stanowisku, że internet jest miejscem publicznym. W tej sprawie prawnicy się jednak różnią.

"Niektórzy twierdzą, że nie jest on miejscem, bo nie istnieje ono fizycznie. Stanowisko Sądu Najwyższego i drugiej grupy prawników, w tym też moje, jest takie, że skoro każdy ma do tego dostęp, to jak najbardziej powinien być on uważany za miejsce publiczne. Kodeks wykroczeń pochodzi z lat 70. i trochę się perspektywa zmieniła od tamtego czasu. Można znaleźć szereg zarzutów, które można by postawić takim streamerom - od nieobyczajnych wybryków po przeklinanie w miejscu publicznym, a także wywoływanie zgorszenia, pochwalanie przestępstw czy groźby karalne. Oni bardzo często grożą różnymi rzeczami" - wyjaśniła.

W ocenie Daśko bardzo istotne jest również to, że odbiorcami tego rodzaju relacji są najczęściej bardzo młodzi ludzie, a nawet dzieci.

"Trzeba coś z tym zrobić, zanim nie wywoła to tragicznych skutków w postaci popełniania w trakcie takich relacji poważnych przestępstw" - zakończyła.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Dr Daśko: trzeba coś zrobić ze streamerami popełniającymi przestępstwa