Dream team doskonały

  • Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 27-03-2014, 00:00

Rozmowa z Conradem Wallenrodhe

ROZMOWA Z CONRADEM WALLENRODHE, SZWEDZKIM ADWOKATEM, KTÓRY OD 17 LAT MIESZKA W POLSCE I PRACUJE W WARSZAWSKIM BIURZE KANCELARII LINKLATERS

„Puls Biznesu”: Różnice między Polakami i Skandynawami są wyraźne: inny styl i standard życia, kuchnia, zwyczaje. A jak to jest z mieszkańcami państw skandynawskich? Czy Szwed różni się od Norwega?

Conrad Wallenrodhe: Szwedzi, Norwegowie, Finowie i Duńczycy mają swoje wyjątkowe cechy, które są wdzięcznym tematem do budowania stereotypów, jak i nierzadko przedmiotem wzajemnych żartów. Różnice te widać zwłaszcza w podejściu do biznesu. Szwed jest mistrzem planowania i organizowania spotkań, które są rozpisane w agendzie co do sekundy. Norwegowie żartują ze Szwedów, że ci spotykają się, nawet po to, aby naradzić się, kiedy ma odbyć się kolejne spotkanie. Ale gdy Szwed już podejmie najważniejsze decyzje, rozpoczyna szybkie działanie. W rezultacie po miesiącach spotykania się, w jeden dzień potrafi wprowadzić decyzje w życie. Norweg natomiast nie uważa, że spotkanie biznesowe jest po to, by rozmawiać o biznesie, ale by się poznać, zaprzyjaźnić. Dla Szweda przysłowiowe rozmowy o pogodzie są stratą czasu. Oba narody różnią się także w kwestii podejmowania ryzyka. Norweg jest bardziej skłonny do ryzykowania, Szwed natomiast szuka bezpieczeństwa. Stąd tak dużo spotkań u Szwedów — trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw inwestycji, ale dzięki temu współpraca ze Szwedem jest długofalowa. Ten naród nie stawia na krótkie zyski. Ponadto Szwedzi unikają tworzenia hierarchii. Każdy pracownik może wyrazić swoją opinię, a prezes bierze ją pod uwagę. Nie ma tytułomanii, ludzie zwracają się do siebie po imieniu. Pamiętam, że gdy raz zakładaliśmy spółkę w Polsce i do Warszawy przybył szwedzki inwestor, Polacy byli skonsternowani, że ktoś pyta ich o zdanie, a nie mówi wprost, co mają robić. W Norwegii natomiast decyzje z reguły podejmuje naczelny zarządzający, od niego wszystko zależy. Dlatego jeśli w spotkaniu biznesowym nie uczestniczy prezes, często decyzja nie zapada, bo nie ma jej kto podjąć. W Szwecji natomiast pracownicy uczestniczący w spotkaniu mają wszystkie pełnomocnictwa i mogą działać. Na półwyspie funkcjonuje pojęcie skandynawskiego dream teamu, w którym każdy naród ma swoje zadanie. Fin oczywiście byłby dyrektorem technicznym, zakładając, że byłoby to przedsiębiorstwo produkcyjne, gdyż naród ten jest uznawany za kreatywny i innowacyjny. Duńczyk byłby dyrektorem marketingu i sprzedaży, bo to doskonali handlowcy, wszystko potrafią sprzedać. Norweg natomiast pełniłby funkcję dyrektora ekonomicznego, bo potrafi najlepiej rachować i trzymać w ryzach koszty. Szwed z kolei byłby dyrektorem administracyjnym, bo to mistrz planowania i prac zespołowych. Proszę zauważyć, że nie ma dyrektora zarządzającego, w tym modelu jest komitet zarządzający złożony ze wszystkich czterech dyrektorów.

Gdy dojdzie do spotkania Szweda i Norwega, znajdą kompromis?

Tak. Wymiana handlowa między Szwecją i Norwegią jest intensywna. Animozje sprowadzają się raczej do strefy żartobliwej, bo w rzeczywistości oba narody bardzo się lubią.

Jak państwa skandynawskie podchodzą do współpracy z Polską?

W Polsce jest najwięcej firm szwedzkich, co zapewne wynika z wielkości Szwecji i jej potencjału ludzkiego w porównaniu do innych krajów skandynawskich.Ponadto Polacy zawsze stanowili w Szwecji dużą mniejszość narodową i Szwedzi zdołali ich poznać jako wykształconych i zaradnych, a przede wszystkim lojalnych pracowników. Finowie pojawiają się bardziej w technicznym wymiarze. Duńczycy również są coraz bardziej aktywni na polskim rynku. Polska wypromowała się jako miejsce dobre do biznesu BPO, czego dowodzi to, że wiele firm przenosi tu swoje działy księgowości, IT itd.

Co Skandynawom podoba się w Polakach, a czego w naszym zachowaniu nie mogą znieść lub zrozumieć?

Skandynawowie doceniają Polaków za lojalność, pracowitość oraz spryt w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Polak zawsze znajdzie rozwiązanie, wykombinuje je, jest kreatywny. Ponadto Polacy słynną ze zdolności informatycznych. Co więcej, okazuje się, że Polacy nie odbiegają wykształceniem i znajomością języków od Skandynawów, a nierzadko nawet ich przewyższają,co nieraz wzbudza zdziwienie, ale i szacunek. Co do rzeczy denerwujących, wiem, że wielu Skandynawów przebywających w Polsce nie może się nadziwić, że Polacy wysyłają większość listów jako polecone z potwierdzeniem odbioru. Przykładem może być zawiadomienie ze wspólnoty mieszkaniowej o spotkaniu. Gdy list przychodzi do domu w godzinach pracy, trzeba się udać na pocztę i odstać swoje. Nie wiem za bardzo z czego to wynika, czy nadawca nie wierzy, że list dojdzie? Drugą irytującą rzeczą jest konieczność przedstawiania zaświadczeń, np. o niekaralności. W Skandynawii wszystko odbywa się na podstawie oświadczeń. Podpisując takie oświadczenie, bierze się za to odpowiedzialność. Na szczęście widać już w tej kwestii zmianę. Myślę, że gdyby dało się wziąć wiązankę cech polskich i skandynawskich, powstałby z tego doskonały dream team.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ciechanowska

Polecane