Drobne stłuczki kosztują firmy zbyt wiele

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 21-03-2011, 00:00

Wielu przedsiębiorców uważa, że koszty szkód to tylko składka ubezpieczeniowa i zapłata za naprawy samochodów nierefundowane z polisy. Ale są też straty pozafinansowe.

Przy wyborze ubezpieczyciela firmy kierują się głównie ceną polisy. Firm ubezpieczeniowych jest wiele, więc jeśli któraś zechce podnieść składkę, to można zmienić ubezpieczyciela na takiego, który ubezpieczy taniej.

— Większość przedsiębiorstw w Polsce nie widzi związku między tzw. wynikiem szkodowym a ceną ubezpieczenia. Skoro są firmy ubezpieczeniowe gotowe wziąć na siebie ryzyko floty i oferujące niską cenę, by pozyskać klientów, to przedsiębiorstwa nie widzą potrzeby wprowadzania szkoleń dla kierowców, by zmniejszyć liczbę wypadków firmowej floty. Niestety, szkodowość to nie tylko koszty napraw — ostrzega Sylwester Pawłowski, ekspert ds. bezpieczeństwa flot samochodowych ze Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Straty pozafinansowe

Koszty finansowe najłatwiej policzyć. Składają się przede wszystkim z opłat za naprawy, samochody zastępcze, polisy itp. Koszty pozafinansowe, często pomijane przez floty, to: koszty przestojów w pracy, utrata wartości auta, koszty wizerunkowe, moralne, a w przypadku śmierci pracownika demotywacja pozostałych oraz koszty ewentualnych roszczeń nieobjętych ochroną ubezpieczeniową.

— Wyobraźmy sobie sytuację: niegroźna stłuczka handlowca, której wynikiem jest wgnieciony błotnik i pęknięta przednia szyba. Koszty finansowe wynoszą 0 zł, bo wszystkie wydatki na naprawy pokrywa ubezpieczyciel. Ale co z kosztami pozafinansowymi? Telefon do kolegi z pracy, aby przyjechał na miejsce zdarzenia i podrzucił do domu lub biura. Już dwie osoby z firmy nie wykonują swoich obowiązków, co przekłada się na liczbę niesprzedanych produktów i niepozyskanych klientów, spóźnienie na spotkanie i utrata dobrej opinii u kontrahenta. Do tego dochodzą starty czasowe: godziny poświęcone na wypełnianie druków zgłoszenia szkody, oczekiwanie na rzeczoznawcę, praca administracji w firmie poświęcona na omówienie z warsztatem spraw związanych z naprawą itp. — wymienia Sylwester Pawłowski.

W efekcie koszty pozafinansowe mogą mieć wartość nawet kilku tysięcy złotych. Pracodawca powinien więc pamiętać, że zwiększanie poziomu bezpieczeństwa pracowników wykorzystujących samochody do celów biznesowych ma realne przełożenie na znaczące korzyści dla firmy: ekonomiczne, prawne i wizerunkowe.

Zwiększenie bezpieczeństwa

Tymczasem wiele firm ogranicza działania związane z BHP do minimum, np. odpowiedniego oznakowania miejsca pracy. Warto jednak zadbać o bezpieczeństwo fizyczne i psychiczne pracowników, także tych, którzy udają się w delegację. W firmie ABB 10 lat temu doszło do śmiertelnego wypadku samochodowego, w którym zginął pracownik spółki. Od tego czasu w firmie nie zdarzył się żaden wypadek, rzadkością są nawet uszkodzenia pojazdów. To zdarzenie było bodźcem, który zmotywował firmę do rozpoczęcia kampanii promującej bezpieczeństwo pracowników podróżujących samochodami. Organizowano szkolenia, prezentowano filmy ukazujące skutki brawurowej jazdy. Niektóre elementy kampanii praktykuje się do dziś.

— Co jakiś czas w naszej firmie odbywają się szkolenia policyjne, na których pracownicy uczą się m.in. udzielania pierwszej pomocy. A każdy nowy pracownik musi wziąć udział w szkoleniu e-learningowym o bezpieczeństwie na drodze — informuje Wojciech Dziwisz z ABB.

Drogi zaufania

W 2007 r. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zaczęła program "Drogi zaufania", którego ideą jest zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych na drogach. Początkowo program obejmował tylko drogę numer 8 (Kudowa-Zdrój na granicy z Czechami — Budzisko na granicy z Litwą), ale od 2008 r. odbywa się już na wszystkich trasach krajowych. Efektem jest spadek liczby ofiar śmiertelnych na tych drogach o 24 proc.

— Program składa się przede wszystkim z prac inżynieryjnych, które mają poprawić bezpieczeństwo drogowe. Na trasach objętych programem drogowcy wymieniają nawierzchnię, przebudowują skrzyżowania, budują ronda, sygnalizacje świetlne, uspokajają ruch, wytyczając wysepki i optycznie zwężając jezdnię — wylicza Artur Mrugasiewicz z GDDKiA.

W ramach "Dróg Zaufania" prowadzi się też działania edukacyjne, których celem jest zmiana niebezpiecznych postaw i zachowań w ruchu drogowym. Są to np. happeningi, podczas których na poboczu jezdni symulowane są wypadki samochodowe: są rozbite auta, statyści odgrywający role ofiar, wozy straży pożarnej, policji, pogotowia ratunkowego i służby drogowej. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ciechanowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu