Drobny biznes w defensywie

  • Jacek Kowalczyk
10-10-2013, 00:00

Nastroje firm: Słaba koniunktura w gospodarce podcina skrzydła polskim przedsiębiorcom. Zamiast o rozwoju myślą o uniknięciu bankructwa

O czym w pierwszej kolejności marzy polski przedsiębiorca? O powiększaniu zysków? O podbijaniu nowych rynków? Budowaniu fabryk? Wypuszczaniu na rynek innowacyjnych produktów? Tworzeniu nowych miejsc pracy? Nic z tych rzeczy.

Nadrzędnym celem przedsiębiorcy jest… przetrwanie. Słaby popyt na rynku sprawia, że firmy na półkę odkładają swoje plany rozwojowe, a za sukces uznają zachowanie płynności finansowej.

Rozwój? Nie, dziękuję

Z badania PKPP Lewiatan wynika że, aż 45 proc. szefów małych i średnich firm deklaruje, że celem strategicznym ich organizacji jest obecnie utrzymanie się na rynku. Zwiększanie sprzedaży to cel jedynie dla co piątego przedsiębiorcy (21 proc.), a zwiększanie zysku — dla jednego na dziesięciu (11 proc.).

— To zrozumiałe, że wielu przedsiębiorców w pierwszej kolejności myśli o utrzymaniu firmy na powierzchni. Nawet jeśli szef firmy szuka możliwości rozwojowych, w tyle głowy zawsze ma myśl, że najważniejsze to zachowanie ciągłości istnienia firmy — mówi Małgorzata Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Niepokojące jest jednak to, że odsetek firm, których celem strategicznym jest przetrwanie, od dwóch lat konsekwentnie rośnie.

W 2011 r. w analogicznym badaniu PKPP Lewiatan odpowiadało tak 39 proc. przedsiębiorców, a rok temu 42 proc. Odsetki firm, które za cel stawiają sobie rozwój (wzrost sprzedaży czy wzrost zysków) w tym czasie natomiast spadały. To pokazuje, że spowolnienie gospodarcze silnie dotyka małe i średnie firmy.

— W okresie dekoniunktury cel, jakim jest utrzymanie się na rynku, nabiera znaczenia. Przedsiębiorcy na ten trudny czas zawieszają swoje inne, poboczne cele i koncentrują się na utrzymaniu firmy w obecnym stanie. Do innych, bardziej ambitnych celów wrócą, kiedy sytuacja rynkowa się poprawi — mówi Małgorzata Krzysztoszek.

Przełom na horyzoncie

Defensywna postawa przedsiębiorców to jednak zły znak dla inwestycji w polskiej gospodarce, które i tak przeżywają regres — nakłady na środki trwałe w ujęciu rocznym spadają już od trzeciego kwartału 2012 r. Jeśli coraz mniej przedsiębiorców myśli o rozwoju, trudno oczekiwać, by w najbliższych miesiącach zwiększali wydatki na budowanie fabryk, kupowanie maszyn czy inne inwestycje. To ważne, bo nakłady inwestycyjne odpowiadają za jedną piątą polskiego PKB. Ekonomiści mają jednak nadzieję, że wraz z rodzącym się ożywieniem gospodarczym przedsiębiorcy będą zyskiwać wiary w siebie i stopniowo przechodzić do ofensywy.

— Ożywienie w Polsce postępuje, ale nadal jest zbyt słabe, by przedsiębiorcy rzeczywiście uwierzyli, że kłopoty w gospodarce się skończyły. Musi minąć jeszcze kilka kwartałów nasilającej się koniunktury, by firmy zaufały, że ożywienie jest trwałe, i zaczęły podnosić swoje budżety inwestycyjne. Sądzę, że taki przełom nastąpi mniej więcej w połowie przyszłego roku — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Gazele zapowiadają ożywienie

O tym, że regres w inwestycjach w polskich firmach ma szansę wkrótce się skończyć, świadczą też wyniki „Gazelowego Indeksu Tendencji”, badania „PB” wśród Gazel Biznesu. Wynika z nich, że choć szefowie firm nadal mrożą swoje wydatki na inwestycje, to w ostatnim kwartale znacząco nabrali optymizmu — coraz lepiej oceniają swoje perspektywy popytu i planują coraz mocniej zwiększać zatrudnienie. Jeśli ten optymizm okaże się uzasadniony i w najbliższych kwartałach rzeczywiście koniunktura się nasili, firmy prawdopodobnie zaczną zwiększać swoje budżety inwestycyjne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Drobny biznes w defensywie