Droga na skróty do solidarnego państwa

Adam Sofuł
15-12-2006, 00:00

„Solidarne państwo” to sztandarowe hasło obecnego rządu, zwłaszcza od czasu kiedy się okazało, że tanie państwo, nie jest wcale takie tanie. Taki tytuł nosi przyjęty w listopadzie ubiegłego roku program rządu (wówczas jeszcze Kazimierza Marcinkiewicza), tak nazwano program zawartej w kwietniu tego roku koalicji, wreszcie taki tytuł nosi koalicyjna deklaracja programowa z października tego roku. Jak widać pojęcie solidarnego państwa jest dosyć pojemne i to, że rząd chce je napełnić treścią (ściślej mówiąc treścią 160 ustaw) powinno być dobrą wiadomością. Zwłaszcza że nie tak dawno świętowaliśmy rok sukcesów solidarnego państwa. Wątpliwości budzi jednak proponowany tryb prac nad tym rządowym pakietem. Powołanie komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia związanych z programem ustaw nie jest wprawdzie rozwiązaniem sprzecznym z prawem, ani nawet z sejmowym obyczajem, trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że koalicja w tym przypadku idzie na skróty. I to w dwóch sprawach.

Pierwsza — to sam tryb powołania komisji. Protesty opozycji — w dużej części uzasadnione — byłyby z pewnością mniejsze, gdyby koalicja nie wierzyła tylko w sejmową arytmetykę, ale pokusiła się o przekonanie politycznych rywali do swoich pomysłów. Gdyby rząd przedstawił dokładny harmonogram przesyłania kolejnych projektów do Sejmu, z zastrzeżeniem, które z nich powinna rozpatrywać komisja nadzwyczajna, emocji byłoby mniej. A tak powstało wrażenie, że rządowi potrzebna jest jedynie maszynka do głosowania jego projektów (a w różnych komisjach różnie bywa). Tu dochodzimy do drugiego skrótu — koalicja chce szybciej uchwalać rządowe projekty i obawia się, że ich rozproszenie po wielu komisjach naruszy spójność pakietu, a także wydłuży prace nad nim. Jedna komisja daje szanse na szybsze prace, ale kosztem może być gorsza jakość stanowionego prawa — bo zasiadający w superkomisji posłowie będą musieli znać się na wszystkim. A dotychczas trudno było w Sejmie takich omnibusów wyszukać.

Propozycja powołania komisji nadzwyczajnej jest kolejnym dowodem na to, że obecny rząd wierzy w zbawczą moc rozwiązań nadzwyczajnych. Przypomnijmy, że w programie PiS była zapisana sejmowa komisja, która miała być jeszcze bardziej wszechstronna: komisja prawdy i sprawiedliwości, która miałaby się zająć wszelkimi aferami ostatnich lat. Jej nieco okrojonym wcieleniem była zbesztana przez Trybunał Konstytucyjny bankowa komisja śledcza. Także w walce z korupcją nie wystarczyły dotychczas istniejące policja, służby i prokuratury, tylko potrzebny był dodatkowy urząd — CBA. Niewykluczone, że sytuacja jest tak zabagniona, że wymaga nadzwyczajnych rozwiązań. Warto by było jednak pomyśleć o stworzeniu sprawnie funkcjonującego aparatu państwowego, który na bieżąco rozwiązywałby problemy, a nie poświęcać się tworzeniu kolejnych spec-instytucji. Bo idąc dalej tym tokiem rozumowania może się okazać, że w sejmie niepotrzebnych jest tyle komisji. Wystarczy jedna do wszystkiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Droga na skróty do solidarnego państwa