Drogi nasze drogie, autostrady najdroższe

Kazimierz Krupa
opublikowano: 12-10-2004, 00:00

Kabaret OTTO miał niegdyś, i starał się ją upowszechnić, wizję samowystarczalnego obywatela, który sam się opodatkuje, sam ukarze, nie będzie tym trudził państwa ani zajętego sobą państwowego aparatu. Już od dawna podejrzewaliśmy, że idea ta padła na wyjątkowo podatny grunt w Ministerstwie Infrastruktury, a szczególnie dobre warunki wzrostu miała wtedy, kiedy tym resortem kierował nasz ulubieniec Marek Pol z Unii Pracy. Otóż, jak powszechnie wiadomo, w Polsce sieci autostrad nie ma, co wcale nie znaczy, że nie trzeba za nie płacić. I gdyby nawet nam powiedziano, że „zrzucimy się”, wybudujemy autostrady, a później będziemy po nich jeździli, to — mimo że już parę razy „zrzucaliśmy się” na różne rzeczy i nic z tego nie wyszło — może jeszcze raz by się udało. Ale nie. Łakomy minister doszedł do wniosku, że trzeba zapłacić: winieta, opłata drogowa, dopłata paliwowa i... najlepiej wcale nie jeździć. Nie psuć dróg i tych kawałków autostrad.

W efekcie takiego myślenia kierowcy ciężarówek (dobrze, że nie udało się z winietami dla wszystkich) płacą i opłatę drogową (winieta) i myto za przejazd autostradą. Tym, że oni są z tego niespecjalnie zadowoleni, nikt by się nie przejmował, ale gdy zaczynają się niecierpliwić trzymający klucze do sejfu urzędnicy unijni? A, to już gorzej. Ale chętnych do rozwiązania tego węzła... drogowego, jakoś nie widać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Drogi nasze drogie, autostrady najdroższe