Drogowcy na fali, specjaliści od mieszkań czekają na lepsze czasy

Dariusz Styczek
20-09-2010, 00:00

Na łatwe znalezienie dobrze płatnej pracy mogą liczyć drogowcy. Natomiast specjaliści od budownictwa mieszkaniowego muszą poczekać na nowe inwestycje.

Dariusz Styczek

W branży budowlanej pracuje w Polsce blisko 650 tys. osób, to 5 proc wszystkich zatrudnionych w gospodarce. Należy się jednak spodziewać, że odsetek ten będzie w najbliższym czasie wzrastał, w miarę jak w fazę realizacji wchodzić będą najpoważniejsze inwestycje infrastrukturalne współfinansowane przez Unię Europejską. Tutaj hossa może potrwać do 2015 r., do czasu wykorzystania unijnych pieniędzy.

Jednak I półrocze 2010 nie było korzystne dla sektora budowlanego. Z danych GUS wynika, że produkcja budowlan-montażowa w tym okresie w porównaniu z rokiem ubiegłym spadła o 6,1 proc. Jednak ten sezonowy spadek aktywności nie miał wpływu na wielkość zatrudnienia. I jak wynika z opublikowanego w połowie roku badania przeprowadzonego wśród właścicieli przedsiębiorstw budowlanych przez TNS OBOP i firmę Randstad, w II połowie roku firmy planują utrzymać bez zmian poziom zatrudnienia z dwóch pierwszych kwartałów.

Branżysta poszukiwany

Zdaniem Adama Zygmunta, konsultanta z firmy doradztwa personalnego Devonshire, o sytuacji na rynku pracy w budownictwie przesądzą dwa czynniki.

— Wzrośnie zapotrzebowanie na pracowników w budownictwie infrastrukturalnym, głównie drogowym. Zwiększy się też popyt na pracowników w budownictwie mieszkaniowym, ponieważ deweloperzy wznawiają inwestycje wstrzymane dwa lata temu w czasie załamania rynku — ocenia Adam Zygmunt.

Jego zdaniem już w tej chwili mamy do czynienia z przewagą popytu nad podażą, jeśli chodzi o pracowników budowlanych.

— Największy problem jest z tzw. branżystami, czyli inżynierami sanitarnymi, elektrykami oraz z kierownikami robót i budów — wylicza Adam Zygmunt.

Deficyt nadzorujących budowy jest wynikiem tego, że prawo budowlane wymaga, by te stanowiska zajmowali wyłącznie ludzie z uprawnieniami i doświadczeniem, więc przy 13 tys. obecnie realizowanych inwestycji infrastrukturalnych, nie licząc mieszkaniowych i komercyjnych, ich brak nie może dziwić.

— Realizujemy wiele dużych kontraktów infrastrukturalnych, w związku z tym szukamy kierowników robót i budów z doświadczeniem w pracy na dużych kontraktach — potwierdza Krzysztof Kozioł, rzecznik prasowy Budimeksu.

Najdroższy pracownik

Z brakiem inżynierów specjalistów i nadzorujących budowy firmy próbują sobie radzić w rozmaity sposób. Na przykład Skanska się stara ich sobie zapewnić poprzez system praktyk dla studentów wydziałów budowlanych i inżynierskich.

— Praktyka otwiera drogę do stałego zatrudnienia w firmie. Przyjmujemy bowiem tylu stażystów, ile mamy rzeczywistych wakatów. Oczywiście warunkiem zatrudnienia jest spełnienie oczekiwań firmy podczas praktyk — tłumaczy Gesing, szef komunikacji w firmie Skanska. Dodaje, że firma współpracuje również ze szkołami zawodowymi.

Firmy budowlane specjalizujące się w mieszkaniówce nie powinny mieć kłopotów ze znalezieniem pracowników na stanowiska wykonawcze, w takich specjalnościach jak tynkarz, zbrojarz, glazurnik, szklarz. Nie ma też problemu z obsadzaniem stanowisk majstrów budowlanych czy brygadzistów, ponieważ na tych pozycjach żadne obligatoryjne uprawnienia nie są potrzebne.

Gorzej, jeśli chodzi o deficyt pracowników, sytuacja wygląda w firmach specjalizujących się w robotach drogowo-mostowych W niektórych regionach mogą one mieć poważne kłopoty ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Podczas budowy autostrady przechodzącej przez tereny bez tradycji budowlanych, brak wykwalifikowanej kadry staje się problemem.

Największy deficyt drogowców jest w Podkarpackiem, gdzie powstają autostrada A4, drogi szybkiego ruchu S3 i S4 oraz kilka obwodnic.

— Tutaj firmy biją się o ludzi — twierdzi Adam Zygmunt.

Pracodawcy radzą sobie z problemem, dowożąc pracowników nawet z odległości 50-100 km oraz wypłacając im ekwiwalent za wynajem kwater.

W najlepszej sytuacji pod tym względem są firmy działające na Śląsku i w Wielkopolsce, gdzie podaż pracowników budowlanych przewyższa popyt.

Regionalna i wewnątrzbranżowa nierównowaga popytu i podaży na pracę sprawia, że wysokość wynagrodzeń i ich dynamika są w tej chwili dość zróżnicowane.

Z powodu spowolnienia w budownictwie mieszkaniowym, a także obiektów handlowych i produkcyjnych, w firmach pracujących w tym segmencie rynku w tym roku doszło do spadku płac od 20 do 30 proc. zależnie od regionu (najbardziej w Pomorskiem, Świętokrzyskiem, Warmińsko-Mazurskiem, a najmniej w Mazowieckiem i Śląskiem). Jednocześnie w firmach specjalizujących się w budownictwie drogowo-mostowym mamy do czynienia ze wzrostem płac o 10-20 proc.

Najlepiej pod względem wynagrodzeń przedstawia się sytuacja inżynierów. Według Banku Danych o Inżynierach, średnia płaca inżyniera w budownictwie w czerwcu tego roku wynosiła 6017 zł i była o 6,9 proc. wyższa niż rok temu. Tymczasem średnia płaca na stanowisku robotniczym wynosiła 2950 zł. Przy ujemnej dynamice -1,5 proc. w relacji do 2009 r. Tak dobra sytuacja płacowa inżynierów budownictwa to wynik dysproporcji w popycie i podaży. W przypadku grupy robotników wykwalifikowanych pensje w budownictwie nie przekraczają średniej krajowej. A dynamika ich wzrostu, zależnie od regionu, może być ujemna lub bliska zeru. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Styczek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Drogowcy na fali, specjaliści od mieszkań czekają na lepsze czasy