Drugie tąpnięcie byłoby groźniejsze

Miłosz Marczuk
22-03-2010, 00:00

Kryzysy będą się zdarzały, więc Europa musi się przygotować — mówi była komisarz unijna.

Trzeba utworzyć w UE mechanizm stabilizujący finanse publiczne państw członkowskich wzywa Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji Regionalnej Parlamentu Europejskiego

Kryzysy będą się zdarzały, więc Europa musi się przygotować — mówi była komisarz unijna.

Czy Polska powinna wstępować do strefy euro, skoro przeżywa ona wstrząsy. Czy nie weszlibyśmy do strefy zwiększonego ryzyka?

Jest wręcz przeciwnie. Cały przebieg kryzysu, nawet przypadek Grecji, pokazuje, że dzięki mechanizmom dyscyplinującym w czasach dobrej koniunktury finanse państw członkowskich Europa przeszła przez kryzys niemal suchą nogą. Mogliśmy przecież mieć kryzys na skalę lat 30. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby zamiast euro istniało 16 walut i 16 narodowych banków centralnych. Każdy oczywiście dewaluowałby swój pieniądz, aby poprawić konkurencyjność. Większość oszczędności trafiałaby do Bundesbanku, bo marka byłaby prawdopodobnie walutą najsilniejszą. Kryzys pokazał, że pewne mechanizmy dyscyplinujące nie działają... W 1999 r. Europa, tworząc unię ekonomiczno-monetarną, zbudowała jedynie część monetarną. W ramach strefy euro nie mamy żadnego mechanizmu wychodzenia z kryzysu. Pakt Stabilizacji i Wzrostu jest mechanizmem zabezpieczającym przed kryzysem, ale nie lekarstwem na wychodzenie z kryzysu, którym obdarował nas świat zewnętrzny. Stąd propozycje stworzenia czegoś na kształt europejskiego funduszu monetarnego, który pozwoliłby w przyszłości stawić czoło takiemu przypadkowi jak Grecja. Musimy odrobić nową lekcję, by stworzyć mechanizmy do wykorzystania w przyszłości.

Czyli np. wzmocnić rolę Europejskiego Banku Centralnego?

Jestem zwolennikiem utworzenia mechanizmu stabilizującego finanse publiczne, z bardzo mocnym określeniem warunków korzystania z niego. Europa powinna pójść w tę stronę, bo widać wyraźnie, że świat globalny może być światem coraz bardziej niestabilnym. Kryzysy będą się zdarzały. Jesteśmy w przeddzień wejścia do strefy euro krajów o uboższych budżetach. Dlatego mechanizmy stabilizacji są potrzebne.

Czy Europa była kiedyś mocniej zadłużona niż dzisiaj?

Nie chodzi o zadłużenie, ale o zdolność jego obsługi bez negatywnego wpływu na wzrost gospodarczy i inflację. Najważniejsze jest to, że kryzys finansowy, który zmienił się w kryzys gospodarki realnej, może skończyć się głębokim kryzysem zadłużenia publicznego. Drugie tąpnięcie byłoby groźniejsze w skutkach. Dlatego desperacko potrzebujemy wzrostu, który pozwoli obsłużyć zadłużenie. Myślę, że powrót do zadłużenia sprzed kryzysu (w relacji do PKB) wymagałby 10 do 15 lat.

Obecna perspektywa finansowa, czyli tak hojny dla Polski siedmioletni budżet Unii Europejskiej, kończy się w 2013 r. Jak wyglądają rozmowy o kolejnych latach?

Kluczowym momentem dla przyszłej polityki regionalnej, a co za tym idzie i wieloletniego budżetu UE, będzie koniec tego roku. Wtedy Komisja Europejska (KE) opublikuje piąty raport spójności z konkretnymi rozwiązaniami polityki regionalnej po 2013 r. Myślę, że przyszły kształt polityki nie będzie zasadniczo odbiegał od tego, który wyłania się teraz z toczącej się od ponad dwóch lat dyskusji. Nie wiemy natomiast, do czego doprowadzi nas debata nad strategią 2020, która ma zastąpić strategię lizbońską. Ta strategia jest przygotowaniem do debaty budżetowej. Realny termin przedstawienia przez KE propozycji nowego siedmioletniego budżetu na lata 2014-20 to pierwsza polowa 2011 r. Te wszystkie procesy są ze sobą powiązane.

Czy w tych konsultacjach biorą udział polscy politycy i eksperci?

Właśnie teraz trzeba mówić, czego chcemy, by wpłynąć na finalną wersję polityki regionalnej i budżetu. Dlatego jesteśmy bardzo głośni, także w Parlamencie Europejskim (PE). Przypomnę, że po mojej szybkiej reakcji na propozycję KE w sprawie zmian zasad polityki regionalnej pod koniec ubiegłego roku José Barroso, przewodniczący komisji, wycofał kontrowersyjne rozwiązania. Reagujemy na wszystkie dokumenty. Mam grupę nieformalną, która działa w Komisji Rozwoju Regionalnego PE. Są w niej przedstawiciele wszystkich partii politycznych. Co trzy tygodnie spotykamy się z przedstawicielami KE, z kolegami z dyrekcji generalnej ds. polityki regionalnej, która przygotowuje przyszłą politykę regionalną.

Czy stanowiska PE i Komisji zbliżają się?

Zwracaliśmy na to baczną uwagę przy przesłuchaniach nowego komisarza ds. polityki regionalnej Johannesa Hahna. Uzyskaliśmy od niego zapewnienie co do fundamentów przyszłej polityki regionalnej. Dominuje pogląd, że polityka regionalna powinna obejmować wszystkie regiony i państwa. To bardzo ważne dla Polski, bo oznacza, że będzie miała godne miejsce w budżecie. Nie można zakładać, że jeśli polityka regionalna obejmowałaby tylko biedniejsze regiony, to dostałyby one więcej pieniędzy. Wręcz przeciwnie, po ostatnich poprawkach strategii 2020 widać, że rośnie poparcie dla silnej obecności polityki regionalnej w przyszłej strategii rozwoju.

Ale strategia 2020 stawia na programy bardzo innowacyjne. Czy pasuje do etapu rozwoju, na którym jest Polska? Czy nie jest skrojona pod bogate, zaawansowane państwa, jak Holandia czy kraje skandynawskie?

Strategia jest potrzebna, bo wyznacza cel dla obecnej Europy. Europa potrzebuje wzrostu. Poszukujemy jego źródeł. Bez wzrostu nie uda się pospłacać długów publicznych, które w związku z kryzysem narosły w ostatnim czasie. Patrząc na to z szerszej, globalnej perspektywy, nie ma lepszego sposobu na wzrost gospodarczy, jak innowacyjność, jak gospodarka oparta na wiedzy. Gdyby Polska ustawiła się bokiem do takiej strategii, czego na szczęście nie robimy, skazalibyśmy się na straconą dekadę. Bo świat pędzi do przodu. Nawet we wschodzących gospodarkach, takich jak Chiny czy Indie, wzrost opiera się już nie tylko na taniej sile roboczej, ale i na nowoczesnej technologii. A my musimy zrobić więcej niż "starzy" członkowie Unii...

Polska potrzebuje też "prostych" pieniędzy: na drogi, rolnictwo itp.

Dlatego wyzwaniem dla nas jest także infrastruktura, sieci teleinformatyczne, sieci energetyczne, ważny jest dostęp do internetu.

Co ze wspólną polityką rolną (ang. CAP)? Jest ostro krytykowana: że konserwuje status quo, nie zmienia wsi...

Nie dla wszystkich krajów wspólna polityka rolna jest ważna. Są i takie państwa członkowskie, które w strukturze zatrudnienia mają przysłowiowych trzech rolników. Dla tych krajów liczy się to, żeby żywność była tania i dobra, żeby koszty życia nie rosły. Dlatego wspólna polityka rolna jest wspólnym interesem. To prawda, że mogliśmy żyć ponad stan dzięki tanim produktom z Chin, mimo słabego wzrostu w Europie, ale to się pewnie skończy.

Mówi się o potrzebie tzw. nacjonalizacji CAP — żeby to państwa same dopłacały do produkcji żywności, a nie Bruksela.

Ci, co to proponują, chyba nie do końca wiedzą, co mówią. To oznaczałoby wzrost wydatków na rolnictwo, w szczególności w bogatszych krajach, i wprowadzenie ostrej konkurencji w subsydiach. Wyszlibyśmy na tym wszyscy jak Zabłocki na mydle.

Bardzo reklamowany jest tzw. II filar CAP, czyli wspieranie obszarów wiejskich poprzez inwestycje w infrastrukturę i modernizację, a nie poprzez proste dopłaty obszarowe. Polsce to słabo idzie. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wydała do tej pory 17 proc. dostępnych pieniędzy…

Unia popełniła błąd, kiedy nas jeszcze w niej nie było. Polegał on na oderwaniu funduszu rozwoju obszarów wiejskich od pozostałych funduszy strukturalnych. To sprawiło, że na tym samym terenie pojawiły się dwie polityki: regionalna i rozwoju obszarów wiejskich. Ale dyskusja o połączeniu ich jest bardzo trudna. Ja od lat marzę o tym, by na poziomie regionu był jeden program operacyjny z jedną władzą zarządzającą, która nadzorowałaby wszystkie fundusze. Byłyby niższe koszty, lepsza efektywność wykorzystania funduszy. Tylko to oznaczałoby, że zmniejszyłoby się imperium kilku ministrów na poziomie narodowym i kilku komisarzy w KE. Dobra koordynacja polityki wymaga bardzo bobrze działającej administracji.

Kto mógłby "spoić" te programy?

Najpierw musiałaby wyjść inicjatywa z KE, potem życzliwie musiałaby na to spojrzeć Rada Europejska. W stanowieniu nowego prawa brałby udział także Parlament Europejski.

Ale teraz mamy 2010 r. Zaraz będzie 2013. Marne są szanse na zmiany w tak krótkim czasie...

To prawda, szanse są małe. Ale trzeba o tym mówić. "Spojenie" polityki zmniejszyłoby koszty obsługi administracyjnej, zlikwidowałoby powielanie kontroli itd.

Kraje kłócą się o strategię 2020

Państwa UE ciągle nie porozumiały się w sprawie zaproponowanych przez Komisję Europejską celów tzw. strategii 2020. O głównych jej celach będą dyskutowały na najbliższym szczycie szefów rządów krajów unijnych, który zacznie się w czwartek. Ostateczne porozumienie ma być gotowe w czerwcu, w co wątpią obserwatorzy.

Komisja Europejska chce, by Unia postawiła w nowej strategii na innowacyjność i zieloną gospodarkę. Ma być też bat na opornych: zwiększy się monitoring narodowych programów reform.

Nowy plan zastąpi nieskuteczną strategię lizbońską, która została przyjęta w 2000 r.

List Hübner zmienił plany KE

Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji Rozwoju Regionalnego Parlamentu Europejskiego, na początku grudnia ujawniła, że zablokowała niekorzystne dla Polski zmiany proponowane przez Komisję Europejską. Propozycje oznaczały cięcia funduszy regionalnych. "Zmiana wyłączyłaby z polityki regionalnej aż 200 regionów UE (w sumie jest ich 271). Oznacza to praktycznie likwidację tradycyjnej polityki regionalnej obejmującej dziś całą Unię" — pisała profesor Hübner w liście do szefa KE José Manuela Barroso.

— Po mojej szybkiej reakcji, list napisałam, jak tylko z komisji wyszedł przeciek, projekt dokumentu został wycofany — mówiła wtedy "PB" Danuta Hübner.

Z lewicy prosto do chadecji

W czerwcu 2009 r. Danuta Hübner zszokowała swoich dotychczasowych kolegów z europejskiej grupy socjalistów. Zapowiedziała, że przestanie być unijnym komisarzem ds. polityki regionalnej, którym w 2004 r. została jako przedstawicielka lewicowego rządu w Polsce. W eurowyborach została warszawską "jedynką" Platformy Obywatelskiej. Wygrała je w cuglach (głosowało na nią ponad 311 tys. osób) i znalazła się w Grupie Europejskiej Partii Ludowej, czyli u chrześcijańskich demokratów. Właśnie z ich poparciem została szefem Komisji Rozwoju Regionalnego Parlamentu Europejskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Miłosz Marczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Drugie tąpnięcie byłoby groźniejsze