Dubaj Niny Kowalewskiej-Motlik

WYSŁUCHAŁA DANUTA HERNIK
23-11-2017, 22:00

W czasach Harlequina była tą od romansów, teraz jest tą od zapachów. Od czterech lat jeździ do Dubaju kilka razy w roku. W Warszawie prowadzi swój pachnący biznes. Widać, że to lubi.

Dubaj pachnie. Biura, hotele, szpitale, siłownie, centra handlowe są „opachnione”. Palą się kadzidełka, stoją pojemniczki z olejkami. Kadzidła są zresztą formą rytualną, rodzajem powitania. Arabowie stworzyli perfumy po części w związku ze sposobem życia, po części z powodu religii, która nakazuje, by ciało było czyste (nakaz mycia przed modlitwą) i pachnące. Stąd też zapach arabskich mężczyzn, który jest także oznaką statusu, urodzenia, pozycji zawodowej... Arabska kobieta ma osobne olejki na różne części ciała. To cały rytuał. Zawsze była zasłonięta i jedynym wyróżnikiem był jej zapach. Kompozycja naturalnych olejków nie przytłacza, chociaż zapach jest silny. Różne wonie tworzą piękne mieszanki. A po połączeniu ze skórą kompozycję indywidualną — u każdej osoby inną.

Również arabskie ubrania perfumuje się zapachem kadzidła, odymia się je przed założeniem (łac. per fumum — przez dym). Nie ma lepszego sposobu podkreślenia swojej indywidualności niż zapach. Mówiąc o Arabach, mam na myśli tych znad Zatoki Arabskiej (nie lubią, jak się ją nazywa Perską), zamieszkujących pustynne kraje części Półwyspu Arabskiego: Arabię Saudyjską, Oman, Kuwejt, Emiraty Arabskie, Katar, Bahrain, Jemen. Mówiących po arabsku ludów północnej Afryki nie uważają za Arabów.

XXI wiek. Lot z Warszawy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) trwa niepełne sześć godzin. Pierwsze wrażenie na lotnisku w Dubaju, wizytówce miasta, to także zapowiedź dalszego ciągu. W tej aglomeracji przyszłości nie ma niczego przypadkowego. Zaplanowano wszystko, co potrzebne mieszkańcom i przyjezdnym. I chociaż śmiałe i wizjonerskie, to stworzone z wielkim szacunkiem dla urbanistyki. Przecież zaprojektowali to miasto najlepsi architekci i planiści. A zaczęli od stwierdzenia: „Szwajcaria nigdy nie miała ropy ani gazu”. Warto zajrzeć do muzeum historii Dubaju i obejrzeć dziesięciominutowy film o tym, jak powstawało dzisiejsze miasto z 1200 wieżowcami powyżej 50 pięter, by zdać sobie sprawę z szybkości zmian. Jeszcze w latach 70. był tam jeden dziesięciopiętrowy budynek, piaszczyste drogi i jedna asfaltowa.

Wielki plan. Przyciągać do Dubaju miały specjalne strefy ekonomiczne bez podatków, atrakcje dla turystów, rezydentów i mieszkańców — piękne plaże, pola golfowe i do polo, wyścigi konne i samochodowe, hotele i restauracje, kryte obiekty sportowe, a ostatnio piękny nowy budynek opery. Stworzono wspaniałą infrastrukturę drogową (autostrady osiedlowe) i mieszkaniową, wielonarodowy program szkolny (Emiraty mają tylko 400 tys. mieszkańców, reszta to przyjezdni). Powstały: miasto mediów — z mediami, agencjami reklamowymi, miasto internetu — dla firm technologicznych, wioska wiedzy — z uniwersytetami i placówkami naukowymi, miasto zdrowia — z uniwersytetem medycznym, szpitalami, przychodniami i lecznicami. Dla takiej aglomeracji potrzeba mnóstwo wody. Stacje odsalające dostarczają ją z oceanu. Bez ryzyka można pić kranówkę. Żeby wydłużyć linię brzegową i powiększyć powierzchnię nadmorską, stworzono sztuczną wyspę, tzw. palmę. Każdy jej liść otaczają plaże. Nie zgadzam się z nazywaniem Dubaju Disneylandem. Nie ma tam niczego plastikowego, niczego na niby. To nie Las Vegas z imitacjami innych miast i nocnym go-go, lecz logiczna, wizjonerska i technologiczna koncepcja. Najwyższej jakości inwestycja o gigantycznej skali.

Tajemnica róży i oudu. Europejskie perfumy komponuje się na ogół z substancji syntetycznych. Arabowie ciągle tworzą je na bazie olejków uzyskiwanych przez gotowanie w kadzi np. płatków róży czy jaśminu. Ale róża damasceńska z Bułgarii pachnie zupełnie inaczej niż róża damasceńska z Taliff, leżącego dwa tysiące metrów nad poziomem morza. Ta druga jest kwietniowa, zielona. Zbierana, kiedy dni są już gorące, a noce jeszcze zimne, przed wschodem słońca, gdy pąki są jeszcze soczyste. Pięćdziesiąt tysięcy pąków potrzeba na sto mililitrów czystego olejku różanego. Arabskie zapachy znów podbiły świat. Ich kompozycje są alchemicznie perfekcyjne. Hipnotyczne. Londyński Harrods całe szóste piętro poświęcił arabskim perfumom.

Wielcy kreatorzy perfum — Tom Ford, Armani Prive, Guerlain, Dior — wprowadzają zapachy arabskie z oudem — olejem drzewa agarowego czy arabską różą. Drzewa agarowe to tropikalne aloesowce z Południowo — Wschodniej Azji. Gdy drzewo zostanie uszkodzone, a do jego wnętrza dostaną się bakterie albo grzyby, wydziela ciemną gęstą żywicę, która opatruje ranę pnia. Broni się silnym działaniem olejków eterycznych. To agar, oud. Cud. Żywicy agarowej używano w azjatyckiej medycynie, a sproszkowany agar w kadzidłach do rytuałów i obrzędów. Połacie drzew agarowych są dziś specjalnie kaleczone, by sprowokować wydzielanie żywicy. Ale natura wymaga cierpliwości. Oud ma wartość dopiero po dziesięciu latach, a największą, kiedy ma sto lat. Żywicę agarową gotuje się w kadziach i destyluje z niej olejek. Sto mililitrów stuletniego oudu kosztuje sto tysięcy dolarów. Przy tym olejek z tej samej kadzi, ale z dołu lub z góry, może mieć różną wartość. Arabowie uważają oud za cudowny środek na wszystkie choroby i dolegliwości — migreny, padaczkę, nerwice, psychozy. Biorą kroplę na język. Niemowlętom smarują rączki, żeby lizały, bo działa antyseptycznie i uspakajająco. Ma właściwości lecznicze w postaci olejku i kadzidła.

Dla ludzi. W 2016 r. rząd ZEA powołał Ministerstwo Szczęścia, które ma dbać, by polityka zadowalała społeczeństwo (ministrem szczęścia została kobieta) i Narodową Radę Młodzieży (której też przewodniczy kobieta), Radę Naukowców (organ doradczy złożony z badaczy i nauczycieli akademickich) oraz Ministerstwo Tolerancji. To mi się podoba. Taniej i łatwiej sondować zadowolenie społeczeństwa niż je niewolić i kontrolować. Zaskoczeniem była dla mnie otwartość na inne religie. Kiedy zobaczyłam wielkość kościoła katolickiego w Dubaju i tłumy zmierzające tam w każdą niedzielę, byłam pod wrażeniem. Ulice są ruchliwe bardziej zimą, latem ludzie chętniej przebywają w klimatyzowanych wnętrzach. Jest nowy tramwaj turystyczny, którym można objechać miasto, naziemne metro, bezobsługowe, w pełni skomputeryzowane. Przystanki autobusowe też są klimatyzowane, można się na nich schronić przed pięćdziesięciostopniowym upałem.

Wielokulturowość. Ludzie są ubrani różnie, wielokulturowość i tolerancję widać na co dzień. Ale też dużo kobiet chodzi w czarnych abajach, zakładanych na europejskie ubranie, lub w dżelabach, czyli sukniach z długim rękawem, a włosy przykrywają czarnym szalem shalaya. Mężczyźni w tradycyjnych, nieskazitelnie białych bawełnianych diszdaszach (kandurach) do kostek i ghutrą przewiązaną czarnym sznurem na głowie. Kiedy jestem w Dubaju, noszę raczej długie spódnice i rękawy do łokcia albo zakładam abaję. Z szacunku do gospodarzy. Przy wejściu do Dubai Mall, gdzie codziennie przewija się sto tysięcy osób, jest tabliczka ze schematycznym rysuneczkiem ubrania — rękawka, dekoltu i długości stroju — oraz napisem: „Please be respectful” (Prosimy o uszanowanie [obyczajów]). A w środku widzi się turystki z pośladkami na wierzchu, niemalże w bikini. Nikt im nie zwraca im uwagi, ale mi się to nie podoba. I widzę, że Arabowie patrzą na to z niesmakiem — dla nich to obsceniczne.

Na ulicach panuje pełna swoboda, nie wolno jednak okazywać sobie nadmiernej czułości — namiętne pocałunki, gesty seksualne powodują interwencję policji. Można kupić wszystko do jedzenia, wieprzowina jest również dostępna w supermarketach. Alkoholu nie ma w sklepach spożywczych czy centrach handlowych, ale jest we wszystkich hotelach, barach i klubach. Poza hotelami są w Dubaju noclegi typu łóżko i śniadanie. Można też wynająć mieszkanie. Wszędzie jest czysto. Parę dni temu czytałam, że Abu Zabi jest najbezpieczniejszym miastem na świecie. Statystyki przestępczości są zerowe. W Dubaju pojawia się jakaś cyferka daleko po przecinku. System kamer miejskich ma również ochraniać zdrowie mieszkańców. Kiedy ktoś zasłabnie, natychmiast rusza w jego stronę dron, który ląduje obok i aktywizuje przechodniów do udzielenia pomocy, dając im wskazówki, jak mają postępować do przyjazdu karetki. Hi-tech w pełnym wymiarze. W Dubaju są gigantyczne korki. Siedem pasów w każdą stronę na Sheikh Zayed Road okazuje się za mało.

Wonie Arabii. „Ciągle ten zapach krwi! Wszystkie wonie Arabii nie odejmą tego zapachu z tej małej ręki”. W słowach lady Makbet tkwi paradoks stosowania perfum w wersji oryginalnej i nowożytnej. Polega na tym, że ludy koczownicze, pustynne, pozbawione wody, lepiej dbały o higienę niż Europejczycy. Europejczycy przyjęli perfumy, by maskować brzydkie zapachy. Arabowie łączyli je z obyczajami. Zabieg hammam, dostępny w luksusowych hotelach, polega na tym, że leżąca na kamiennym gorącym stole osoba jest polewana odrobiną wody, po czym ściera się jej skórę ziarnistą rękawicą imitującą pustynny piasek, a następnie namaszcza ciało olejkami. Jest to traktowane jako zabieg upiększający, ale wywodzi się ze zwyczajów pustynnych.

Trzeba zobaczyć. Zwiedzanie można zacząć od starego Dubaju (Deira) i portu z pięknymi drewnianymi łodziami dhow. Mają ładownie z przodu, a z tyłu kabinę, w której mieszka rodzina — często od urodzenia do śmierci. Właściciele wystawiają na brzeg to, co przywieźli łodzią i chcą sprzedać. Nie ma ceł, więc po prostu wystawia się towar na nabrzeże i rozpoczyna targowanie. Fantastyczne są suki, czyli bazary. Ten ze wszystkimi przyprawami świata, bajeczny! Obok ze złotem — a tam szklane witryny, bez krat, zabezpieczeń, a na wystawach brylanty, złoto... Miliony dolarów.

Potem można przejechać tramwajem wodnym do centrum lub do mariny. Polecam podróże wodą, rejsy spacerowe i turystyczne, także kilkudniowe, np. wzdłuż wybrzeża na trasie Abu Zabi — Dubaj — Oman. Zawsze chętnie odwiedzam marinę i plażę Jumeirah ze spiczastą bryłą Jumeirah Beach Hotel oraz The Walk — główną promenadę wzdłuż plaży. W centrum jest część biznesowa. To bardzo ciekawa część miasta. Np. Trade Center, gdzie codziennie odbywają się inne targi. Albo DIFC (Dubai International Financial Center), gdzie mają siedziby banki i firmy zagraniczne, ale są też fantastyczne restauracje. Lokale gastronomiczne Dubaju są firmowane nazwiskami wielkich kucharzy, są tam wszystkie kuchnie świata. W Downtown warto wjechać na ostatnie dostępne piętro Burdż Chalify (Burj Khalifa), skąd rozpościera się widok na całe miasto i obowiązkowo robi się setki zdjęć. To najwyższy budynek świata. Znajomi architekci, którzy byli tam ze mną, mówili, że rozwiązania techniczne, łączenia, spawy tego drapacza chmur są fascynujące. Uczyli się o nich, ale nigdzie wcześniej nie widzieli. Burdż Chalifa łączy się z Dubai Mall — największym centrum handlowo-rozrywkowym świata. Takie centra pełnią w ZEA inne funkcje niż w Europie. Ze względu na mało przyjazny klimat są miejscami, gdzie można spacerować. Dubai Mall to ogromna wielofunkcyjna klimatyzowana przestrzeń, w której mieszczą się kina, wielkie lodowisko, cztery trasy narciarskie, gigantyczne akwarium. Oczywiście także sklepy, kawiarnie, bary.

Jest także KidZania — centrum rozrywkowo-edukacyjne dla dzieci, gdzie mogą np. sprawdzić, jak to jest być stolarzem, kucharzem, pielęgniarką. Dubaj oferuje zresztą wiele atrakcji dla dzieci — obiektów sportowych i parków rozrywki, również wodnych. Aż do zawrotu głowy. Na zewnątrz Dubai Mall jest sztuczne jezioro i tańczące fontanny — widok spektakularny. Dalej najdroższy hotel świata Burdż al-Arab (Wieża Arabów) w kształcie żagla, która jest częścią kompleksu wypoczynkowego Jumeirah Beach Resort.

Na sztucznej wyspie stoi 60-piętrowy, przypominający żagiel, hotel, którego luksusu nie sposób opisać w kilku zdaniach. Znamy go z pocztówek, świat sekundował jego budowie w latach 1994-99. Wreszcie wspomniana palma. Przez środek „pnia” prowadzi główna ulica, wzdłuż niej są kompleksy mieszkalne, natomiast wzdłuż „liści”, tuż przy plażach, rozłożyły się rezydencje i ośrodki wypoczynkowe. Naturalnie są restauracje, obiekty sportowe, salony odnowy, przystanie — wszystko, czego potrzeba turystom. Wyspę zamyka falochron, do którego można dojechać tunelem i jeździć po nim samochodem, podziwiając panoramę. Na środku falochronu zbudowano jeden z najbardziej luksusowych hoteli na świecie — Atlantis. Coś jakby bramę do raju. &© Ⓟ

Nina Kowalewska-Motlik

W 1991 r. sprowadziła do Polski wydawnictwo Harlequin, następnie była prezesem agencji reklamowej Young&Rubicam.Od 1990 r. zajmuje się promocją Polski i prowadzi własną agencję New Communications. W 2015 r. otworzyła Sense Dubai, jedyny butik w Polsce, który sprzedaje oryginalne orientalne zapachy z Dubaju. Od roku ma własną markę perfum produkowanych w Dubaju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: WYSŁUCHAŁA DANUTA HERNIK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Dubaj Niny Kowalewskiej-Motlik