DUNKIN· DONUTS TRAFI NA GIEŁDĘ

Magdalena Kozmana, Michał Kobosko
opublikowano: 15-06-1999, 00:00

DUNKINŐ DONUTS TRAFI NA GIEŁDĘ

W Europie Centralnej powstanie 400 kawiarenek DD, z czego 280 w Polsce

LUKRATYWNA LICENCJA: Za licencję na DunkinŐ Donuts zapłaciliśmy znacznie więcej niż 1 mln USD (4 mln zł). Nie zamierzamy przeznaczać takiej sumy na zakup innych licencji — mówi A. Hejka. fot. Borys Skrzyński

Central European Foods, firma mająca licencję na prowadzenie kawiarenek DunkinŐ Donuts w Polsce, Czechach i Słowacji, w ciągu ośmiu lat ma się powiększyć do 400 punktów sprzedaży. Anna Hejka, jedna z założycielek spółki, planuje jej upublicznienie w przyszłym lub 2001 roku.

— DunkinŐ Donuts (DD) jest po McDonaldŐs drugą co do wielkości firmą franchisingową na świecie. Jak rozwija się w Polsce?

— W ciągu trzech lat otworzyliśmy 14 kawiarni w Polsce i trzy w Czechach. Fakt, że ta liczba nie jest zbyt duża, wynika z naszej ostrożności. Bardzo dokładnie analizujemy lokalizacje naszych kawiarni. Na przykład już wiemy, że najlepiej sprawdzają się punkty ulokowane w centrum miasta i przy centrach handlowych.

— Amerykańskie donuty są trudne do zaakceptowania dla wielbicieli tradycyjnych pączków. Jak zostały u nas przyjęte?

— W naszej ocenie bardzo dobrze, choć rzeczywiście jest to dla Polaków zupełnie nowy produkt. Nasz obecny rekord sprzedaży to 1900 transakcji w ciągu jednego dnia w jednej kawiarence. Wygrywamy szeroką ofertą sprzedawanych słodyczy i ich niskimi cenami — jednymi z najniższych w światowej sieci DD. Poza tym coraz lepiej sprzedaje się nasza kawa, obecnie daje ona około 20 proc. obrotów w kawiarenkach.

— Na świecie DD sprzedaje nie tylko słodycze. Czy planowane jest poszerzenie asortymentu w Polsce?

— Stoimy przed zmianą, która powinna znacznie powiększyć grono klientów. Przygotowujemy wprowadzenie na rynek bajgli. Są to wyroby słone, będziemy je sprzedawali razem z serkami — powinna to być dobra propozycja na szybki obiad. W amerykańskiej sieci DD bajgle zapewniają około 30 proc. sprzedaży.

— Czy otwieracie także restauracje na innych rynkach?

— Mamy wyłączność także na Czechy i Słowację, ale do tego ostatniego kraju jeszcze nie weszliśmy. Musimy najpierw dobrze usadowić się tam, gdzie już jesteśmy. Nasz biznesplan zakłada, że w ciągu ośmiu lat na trzech rynkach otworzymy 400 placówek. To jest zupełnie realne, bo w tej chwili mamy jedną kawiarenkę na 1,5 mln mieszkańców, a w Stanach Zjednoczonych jedna przypada na kilkadziesiat tysięcy.

— W jaki sposób sfinansujecie te inwestycje?

— Trzeba jasno powiedzieć, że otwarcie kawiarni DD nie wymaga takich nakładów, jak np. restauracji McDonaldŐs, gdzie potrzeba około 800 tys. USD (3,2 mln zł). My działamy na innych zasadach niż ta sieć. Kawiarenki prowadzą tylko końcową obróbkę półproduktów, które są do nich przywożone z centralnych piekarni. Obecnie mamy w Polsce dwie piekarnie: pod Warszawą i między Krakowem a Katowicami. Jedna może obsłużyć do 20 punktów sprzedaży DD, a zatem jeszcze nie w pełni wykorzystujemy istniejące możliwości.

— Zatem jakie będą źródła finansowania?

— Najpierw przeprowadzimy niepubliczną emisję akcji, w wyniku której kapitał Central European Foods wzrośnie o kilka milionów dolarów. Potem chcemy wprowadzić firmę na jedną z giełd.

— Po co upubliczniać kurę znoszącą złote jaja?

— Mamy wielu inwestorów instytucjonalnych, którym giełda da możliwość łatwiejszej wyceny portfela. No i oczywiście zapewni płynność papierów.

— Gdzie będą notowane akcje Central European Foods?

— Chcielibyśmy zadebiutować na warszawskiej giełdzie, która ma dobrą opinię wśród inwestorów. Z drugiej strony, nie spełniamy wszystkich wymaganych przez nią kryteriów, nie jesteśmy bowiem firmą dojrzałą. Na razie przeznaczamy całe zyski na rozwój i dopiero po osiągnięciu pewnej skali działalności będziemy się zastanawiać, co robić z nadmiarem kapitału. Jeżeli GPW zmieni kryteria dopuszczania spółek do obrotu, a wiem, że są takie zamiary, wtedy z pewnością tutaj zadebiutujemy. W przeciwnym wypadku wybierzemy NASDAQ, EASDAQ albo — inną europejską giełdę.

— Heyka Group zajmuje się różnego rodzaju działalnością inwestycyjną i konsultingiem. Jak to się zaczęło?

— Na początku lat 90. zajmowaliśmy się sprowadzaniem do Polski kapitału zagranicznego. Wcześniej spędziłam ponad pięć lat w Hiszpanii i zauważyłam wiele podobieństw między obiema reformującymi się gospodarkami. Można było wykorzystać te doświadczenia.

— Na czym koncentrujecie się dzisiaj?

— Zebraliśmy ponad 50 mln USD (200 mln zł) dla dwóch funduszy Poland Growth Fund. Zainwestowaliśmy ponad 30 mln USD (120 mln zł) w sześć projektów inwestycyjnych. Poza Central European Foods są wśród nich także m.in. Dromex i Kredyt Bank PBI.

— Wejście do banku belgijskiego inwestora KBC oznacza, że sprzedacie mu Państwo swoje akcje?

— Nie mamy takich zamiarów, ponieważ obecna struktura akcjonariatu KB PBI nam odpowiada.

— Dromex nie był chyba dla was zbyt szczęśliwą inwestycją. Firma jest w złej sytuacji finansowej, a program budowy autostrad, który miał dać firmie zamówienia, pozostaje ciągle na papierze.

— Rzeczywiście nie wszystko potoczyło się zgodnie z naszymi planami, choć braliśmy pod uwagę możliwość opóźnienia budowy autostrad.

— W jakie nowe branże chcecie inwestować?

— Nadal interesuje nas budownictwo, bo ten sektor rośnie średnio o 20 proc. rocznie. Branża budowlana jest niezmiernie rozdrobniona, ale już zaczęła się konsolidacja, po której na rynku pozostanie kilka silnych grup. Widzę rosnące zainteresowanie ze strony zachodnich koncernów budowlanych, którym bardziej opłaca się przejąć polską firmę, niż zlecać jej podwykonawstwo czy rozwijać działalność samodzielnie.

Inne interesujące nas sektory to usługi finansowe i telekomunikacja.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Kozmana, Michał Kobosko

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / DUNKIN· DONUTS TRAFI NA GIEŁDĘ