Duży kawał tortu

Aleksandra Więcka
07-11-2005, 00:00

„Jak tort to od Michalskich” — na to, żeby takie skojarzenie było w Krakowie oczywiste, Małgorzata Michalska pracowała 10 lat.

W okresie komunijnym schodzą lalki Barbie w biszkoptowych sukniach i święte obrazki z marcepanu. Na wieczory panieńskie dziewczyny, chichocząc, zamawiają torty w kształcie penisa, a na kawalerskie idą smakowite biusty. Dla architektów — domy, dla miłośników muzyki — gitary albo fortepian. Popularne są też samochody, rakiety tenisowe, piłki do futbolu. Hitem jest jadalne zdjęcie wkomponowane w tort.

Tort dla Małysza

— Chciałam zmienić przeświadczenie, że tort to ciasto wyłącznie urodzinowe. I udało się. Teraz klienci zamawiają nasze torty z najrozmaitszych okazji albo po prostu do kawy. Jak w USA czy Austrii — mówi Małgorzata Michalska, właścicielka sieci Cukiernie Michalscy z Krakowa.

Okazało się też, że tort nie musi być walcem polanym czekoladą.

— Oryginalne kształty wycinamy ręcznie z kwadratowej bryły, potem je dekorujemy — opowiada Michalska.

Na takie torty trzeba czekać dłużej, kosztują 30-50 proc. więcej niż standardowe, ale to one budują firmową markę i cieszą się największym powodzeniem.

— Kiedy gazeta „Tempo” chciała uczcić urodziny Adama Małysza, zadzwonił redaktor i powiedział: „Jak państwo nam tego tortu nie zrobią, to już nikt” — opowiada właścicielka.

Od becików do kremówek

— W 1995 r. handlowałam używanymi ubrankami dla maluchów. Pewnego dnia zrozumiałam, że nie mogę patrzeć na worki pełne szmat — wspomina Małgorzata Michalska.

Na placu targowym, na którym handlowała, nie można było kupić nic słodkiego. Postanowiła sprzedawać tam drożdżówki od znajomego cukiernika.

— Codziennie przejeżdżałam obok placu budowy, na którym stawiano Makro Cash and Carry. Pomyślałam, że tam też koniecznie muszę mieć swoje stoisko. Za pożyczone pieniądze wynajęłam pięć metrów kwadratowych — mówi.

Interes w obu punktach szedł tak dobrze, że Michalscy pomyśleli o własnej produkcji. Tyle że żadne z nich nie było cukiernikiem.

— Wynajęliśmy halę z maszynami i zatrudniliśmy dwóch cukierników po szkole. Kiedy spróbowałam ich pierwszej kremówki, popłakałam się. Była okropna — wspomina Małgorzata Michalska.

Przestała płakać, chwyciła podręcznik i krok po kroku, wraz z mężem, upiekli pierwsze w życiu ciasto, używając profesjonalnego sprzętu.

— Wyszło o niebo lepsze niż poprzednie, ale daleko mu było do doskonałości — śmieje się Michalska.

Przez kilka miesięcy kompletowali personel, ustalali asortyment. Na początku kilka rodzajów ciastek, drożdżówki i torty, które już wtedy były „czarnym koniem” firmy.

Sieć sklepów i kawa

Kolejnym pomysłem było postawienie na sklepy i stoiska firmowe. Początkowo były to zwyczajne cukiernie, z czasem wszędzie, gdzie pozwalały na to warunki, przekształcono je w miejsca na wzór francuskich patisserie — z kawą i kilkoma stolikami, a do oferty włączono kanapki. W tej chwili stoisk w supermarketach i sklepach jest w Krakowie dwanaście.

Ale z samych tortów cukiernia nie wyżyje. To 10 proc. produkcji, około 1,2 tony miesięcznie. Jak na polskie standardy — bardzo dużo. Największą konkurencją nie są jednak inne cukiernie, ale mrożone ciasta zachodnich gigantów, takich jak Dr Oetker.

— Nie chcę pakować w moje ciastka chemii, ale to trudny konkurent. Moje produkty muszą być produkowane na bieżąco, mrożone ciasta mogą leżeć nawet kilka miesięcy — wyjaśnia Michalska.

Kanapka dla solenizanta

Żeby sprostać konkurencji, trzy lata temu Michalscy zdecydowali się na świadczenie usług kateringowych. Początkowo był to tylko katering cukierniczy: ciastka, kawa, desery. Potem włączyli do menu kanapki.

— Zarzekałam się, że poprzestanę na zimnym bufecie, ale obecnie prowadzimy pełny katering, a nawet myślimy o własnej sali konferencyjnej albo weselnej — dodaje Michalska.

Obsługują duże imprezy dla takich klientów, jak Merck czy Uniwersytet Jagielloński, ale lubią też małe zamówienia, na przykład z okazji urodzin czy imienin. Bufet imieninowy dla 10-15 osób kosztuje około 300 zł.

— Upodabniamy się do Zachodu, a tam rodzinne imprezy coraz rzadziej uświetnia kuchnia pani domu. Ludzie spotykają się w restauracjach albo zamawiają jedzenie do domu w takich firmach jak nasza — zauważa Michalska.

Dzięki temu nawet gospodyni może się dobrze bawić, zamiast biegać między pokojem a kuchnią. Wygląda na to, że potrzeby kobiet Małgorzata Michalska rozumie całkiem nieźle — w 2004 r. uhonorowano ją statuetką Kobiety Przedsiębiorczej firmy Avon. Jej firma czwarty raz z rzędu otrzymała też tytuł Fair Play dla solidnych przedsiębiorców. Wspomaga krakowski Monar i kilka przedszkoli. Ostatnio dostała Odznakę Konsumenta przyznawaną przez Unię Konsumentów.

— Klienci głosowali na nas, są zadowoleni. A to daje największą satysfakcję — podkreśla Michalska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Więcka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Duży kawał tortu