Dwóch się bije, a Białoruś korzysta

GRZEGORZ SZENEJKO, ekspert ds. wymiany handlowej z krajami WNP, właściciel firmy spedycyjnej STH Cargo, red. Marcin Bołtryk
30-11-2016, 22:00

Polska i Rosja ustaliły niedawno nowe kwoty zezwoleń na przewozy dwustronne i tranzytowe. Czy rozwiąże to spór i załatwi problemy polskich przewoźników? Od wprowadzenia embarga w sierpniu 2014 r. do końca 2015 r. ruch ciężarówek na wschodniej granicy spadł o 20 proc. Dużym ciosem był też spór o zezwolenia na wjazd do Rosji, a szczególnie sposób ich wykorzystania. Polacy działają na podstawie dwóch rodzajów zezwoleń. Pierwsze uprawniają do przewozu towarów z Polski do Rosji i tych wystarcza. Drugie dotyczą transportu z „krajów trzecich” i jest ich stanowczo za mało. Z racji położenia geograficznego w Polsce rozwija się rynek magazynowy i zwozi się tu towary z całej Europy. Dla części to tylko przystanek w drodze do Rosji. Mniej więcej rok temu Rosja uznała, że towary wyprodukowane lub magazynowane przez międzynarodowe firmy w Polsce nie są polskie, więc przewożące je polskie firmy transportowe muszą korzystać z drugiego typu zezwoleń. Polska argumentuje, że ważne jest miejsce załadunku towaru, a nie pochodzenie producenta. Sytuacja nie wygląda ciekawie.

Jeśli liczba przewozów spadła o 25 proc., a ładunków jest znacznie więcej, to ktoś na tym skorzystał. Tracimy klientów na rzecz przewoźników i spedytorów litewskich, łotewskich i estońskich. Spadek liczby przewozów przełożył się też na spadek cen. Ucierpieli głównie polscy przewoźnicy specjalizujący się w przewozach na Wschód. Wiele dużych firm transportowych w ogóle wycofało się z tego rynku.

Embargo ma jeszcze drugie dno. Po zamknięciu linii kredytowych Rosji w bankach zachodnich i pęknięciu bańki cenowej na rynku ropy naftowej drastycznie spadła wartość rubla. Przypadkowym ratunkiem był dla Rosji wzrost eksportu taniego zboża i drewna do Europy. Ale i na tym polscy przewoźnicy niewiele zyskali. Moim zdaniem, największym wygranym polsko-rosyjskiego sporu jest Białoruś. Z kraju mało znaczącego w transporcie wyrosła na dużego gracza na rynku usług logistycznych, ważnego pośrednika w handlu z Rosją i alternatywnego kanału dostaw, zwłaszcza do Rosji. Powstały tam nowoczesne centra magazynowe, a wielu białoruskich przewoźników dzięki luce prawnej mogło kupić ciężarówki w Europie bez płacenia dużego cła.

Białoruś jest członkiem Unii Celnej z Rosją, więc mają otwarte granice i towar odprawiony w ich kraju zawożą prosto do Rosji. My niewiele zyskujemy, bo przewóz towarów na Białoruś ze względu na odprawy celne i procedury na granicy nie jest opłacalny.

Czy polscy przewoźnicy bezpowrotnie stracili dość dobrą pozycję na rosyjskim rynku transportowym? Nie wiem. Lukę po nas szybko wypełnili przewoźnicy z krajów bałtyckich i Białorusi. Są konkurencyjni cenowo i łatwo nie zrezygnują ze zdobytego rynku. Nowe porozumienie co do zezwoleń może być dla nas szansą, ale nie załatwi wszystkich problemów polskich przewoźników. Jedyna szansa powrotu na utracone rynki to dalsze negocjacje z Rosją przy mocnym wsparciu Unii Europejskiej. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: GRZEGORZ SZENEJKO, ekspert ds. wymiany handlowej z krajami WNP, właściciel firmy spedycyjnej STH Cargo, red. Marcin Bołtryk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Dwóch się bije, a Białoruś korzysta