Dwugodzinny strajk w kopalni "Budryk"

Polska Agencja Prasowa SA
14-11-2005, 09:02

Z dwugodzinnym opóźnieniem rozpoczęła w poniedziałek pracę kopalnia "Budryk" w Ornontowicach na Śląsku. Zgodnie z zapowiedziami, związek "Sierpień 80" przeprowadził w kopalni strajk ostrzegawczy, m.in. blokując zjazd górników z porannej zmiany na dół. Zarząd uznał strajk za nielegalny i zamierza domagać się od związku pokrycia strat.

Z dwugodzinnym opóźnieniem rozpoczęła w poniedziałek pracę kopalnia "Budryk" w Ornontowicach na Śląsku. Zgodnie z zapowiedziami, związek "Sierpień 80" przeprowadził w kopalni strajk ostrzegawczy, m.in. blokując zjazd górników z porannej zmiany na dół. Zarząd uznał strajk za nielegalny i zamierza domagać się od związku pokrycia strat.

    Jak powiedział PAP rzecznik kopalni Mirosław Kwiatkowski, związkowcy z "Sierpnia 80" uniemożliwili zjazd na dół wszystkim pracownikom - w sumie dwie godziny później zjechało ok. 800 osób; niewielu pracowników zjechało innym szybem. Dyrekcja kopalni nie próbowała przerwać blokady, aby nie doszło do przepychanek.

    "Z całą pewnością będziemy dążyć do zrekompensowania poniesionych strat, tak jak czynimy to w przypadku podobnego strajku, do którego doszło w zeszłym roku (sprawa przeciwko związkom jest w sądzie - PAP). Wówczas 1,5-godzinny protest spowodował ok. 170 tys. zł strat, teraz może to być jeszcze więcej, choć trudno na razie o precyzyjne szacunki" - powiedział rzecznik.

    Szef "Sierpnia 80" w kopalni Krzysztof Łabądź, przyznał, że związkowcy zablokowali szyb, ale tłumaczył to odpowiedzialnością protestujących za zakład w trakcie strajku. Podkreślił, że strajk był wolą większości pracowników, o czym świadczy m.in. wynik niedawnego referendum.

    "Organizując strajk przejmujemy odpowiedzialność za zakład w czasie jego trwania. W takiej sytuacji nie można dopuścić, aby jakieś osoby w niekontrolowany sposób zjeżdżały na dół. Mogłoby to mieć negatywne konsekwencje dla zakładu, a odpowiedzialność spadłaby wówczas na organizatorów strajku" - tłumaczył Łabądź.

    "Sierpień 80" nie obawia się roszczeń zarządu, ponieważ uważa, że to dyrekcja kopalni łamie prawo, odmawiając podjęcia rozmów z protestującymi i nie uznając sporu zbiorowego. Związkowcy uważają więc roszczenia za bezpodstawne. Jak powiedział Łabądź, gdyby zarząd podjął wcześniej rozmowy, do protestu by nie doszło. Jeżeli nie podejmie ich teraz, związek grozi strajkiem generalnym.

    Zarząd kopalni nie podjął dotąd rozmów z protestującymi, ponieważ uważa protest za nielegalny. Według zarządu, aby spierać się o sprawy płacowe i podjąć w tej sprawie spór zbiorowy, związkowcy musieliby najpierw wypowiedzieć układ zbiorowy pracy, który reguluje te kwestie. Związki nie podzielają tego stanowiska; zarzucają pracodawcy łamanie praw pracowniczych i unikanie dialogu społecznego.

    Wcześniej, na 7 listopada strajk ostrzegawczy w "Budryku" zapowiadały związki "Solidarność" i "Kadra", do protestu jednak nie doszło. Wówczas kilku związkowców z "Sierpnia 80" rozpoczęło w kopalni głodówkę. Przerwali ją w miniony czwartek, ogłaszając jednocześnie, że postawa zarządu upoważnia związek do dwugodzinnego strajku.

    Poniedziałkowy strajk w "Budryku" odbył się mimo postanowienia katowickiego Sądu Okręgowego, który zabezpieczył cywilne powództwo zarządu kopalni dotyczące ewentualnych roszczeń, mogących powstać w wyniku strajku. Sąd zakazał związkowcom z "Kadry" i "Solidarności" (powództwo zarządu nie objęło "Sierpnia 80" - PAP)- w razie strajku - działań innych niż powstrzymanie się od pracy, np. blokowania szybów czy wysyłki węgla.

    Sąd zakazał "jakiejkolwiek interwencji mogącej skutkować wstrzymaniem w całości lub w części ruchu zakładu górniczego, zakłócania działalności produkcyjnej oraz blokowania zbytu węgla w kopalni". Gdyby do takich działań doszło, a kopalnia poniosłaby straty, mogłaby łatwiej domagać się od związków ich pokrycia. Rzecznik "Budryka" ocenił, że blokując zjazd górników do pracy "Sierpień 80" w sposób oczywisty złamał wskazania sądu.

    Jak tłumaczył wcześniej rzecznik katowickiego sądu Krzysztof Zawała, postanowienie sądu nie oznaczało zakazu strajku w formie powstrzymania się od pracy, ale nakaz zaniechania jakichkolwiek innych działań, np. utrudniania pracy innym czy blokowania urządzeń kopalni. Związkowcy złożyli zażalenie na decyzję sądu. Według prawników "S", sprawy dotyczące strajku mogą być rozpatrywane tylko na gruncie ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, a nie kodeksu cywilnego.

    Protest w "Budryku" ma podłoże płacowe. "S", "Sierpień 80" i "Kadra" domagają się m.in. podwyżek wyższych od tych, na które zgodziło się pięć innych związków działających w kopalni. Chcą podwyżki dla każdego zatrudnionego w kopalni o 2 zł za dniówkę, a także bonów wartości 3 tys. zł.

    Dyrekcja uważa te żądania za nierealne, a koszt ich spełnienia szacuje na ok. 20 mln zł rocznie. Ponad dwa tygodnie temu podpisała porozumienie z pozostałymi związkami zgadzając się na bony o wartości 700 zł i podwyżki o 3 proc. Z powodu protestów wydawanie bonów na razie wstrzymano.

    Kopalnia "Budryk" należy do najlepszych śląskich kopalń. Zatrudnia 2,4 tys. osób. Po trzech kwartałach tego roku jej zysk netto wyniósł blisko 3,7 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Dwugodzinny strajk w kopalni "Budryk"