Dyl: udział TFI w PPK w rękach ministra finansów

06-03-2018, 07:03

Dopiero gdy minister finansów określi kwoty kosztów, jakie będą musiały ponosić Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych w związku z udziałem w Pracowniczych Planach Kapitałowych, okaże się, czy znajdą się TFI zainteresowane tym programem - mówi w rozmowie z PAP prof. Marcin Dyl.

Zdaniem prezesa Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w Warszawie, reprezentującej Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, maksymalny poziom opłaty na rzecz TFI, określony w projekcie o PPK na 0,6 proc., jest bowiem na granicy opłacalności dla Funduszy.

Zobacz więcej

Marcin Dyl fot. ARC

Taka sama opłata ma też dotyczyć IKE i IKZE, co zdaniem prof. Dyla może spowodować faktyczną likwidację tych programów.

PAP: Czy Pracownicze Plany Kapitałowe są potrzebne?

Marcin Dyl: Tak, istnieje bowiem potrzeba uzupełnienia istniejących mechanizmów emerytalnych. Powszechne są dziś obawy, że w przyszłości emerytury będą zbyt niskie. Ten problem jest zdiagnozowany już od lat. Społeczeństwo się starzeje, a obecny system emerytalny daje nam, według różnych obliczeń, stopę zastąpienia na poziomie trzydziestu kilku procent. Jeśli zapytać przeciętnego Kowalskiego, czy będzie zadowolony z emerytury na poziomie 30 proc. wynagrodzenia, to każdy powie, że oczywiście nie. Trzeba więc w jakiś sposób ten problem rozwiązać. Istniejące dziś systemy oszczędzania, takie jak PPE, IKE czy IKZE wciąż nie są popularne. Stąd fakt, że minister finansów zaproponował rozwiązanie, które wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społecznym, trzeba ocenić pozytywnie. Moim zdaniem ogromną zaletą tego programu jest to, że ma być powszechny.

Warto podkreślić, że PPK poza ustanowieniem imperatywu oszczędzania na emeryturę u większości zatrudnionych, posiada również aspekt edukacyjny. Niemal każda rodzina zapozna się z zasadami indywidualnego gromadzenia swoich środków z myślą o przyszłości, a pracodawca będzie miał w tym swój udział, podobnie jak państwo. PPK tworzy więc mechanizm obligatoryjny. Trzeba jednak podkreślić, że są w nim możliwości wyjścia, zatem jest to program quasi-obowiązkowy. Jednym słowem każdy będzie mógł ocenić i zdecydować, czy trzydzieści procent ostatniej pensji na emeryturze mu wystarczy, czy jednak chce zwiększać swój poziom oszczędzania. Bardzo ważne jest również, że ten projekt zakłada partycypację trzech podmiotów - pracodawcy, pracownika i państwa.

Dużą zaletą PPK jest, że obejmuje wszystkich pracowników sektora finansów publicznych, którzy do tej pory byli dyskryminowani, jeśli chodzi np. o pracownicze systemy oszczędzania emerytalnego (PPE). Tymczasem ten projekt zakłada objęcie nim od 2020 roku wszystkich pracodawców.

PAP: Czy wysokość składek zapewni wystarczający kapitał, by było to zauważalne dla przyszłych emerytów?

M.D.: To jest pytanie, które pojawia się zawsze, gdy startuje nowy plan. Na wielkość zgromadzonego kapitału w przyszłości ma oczywiście wpływ wysokość odkładanych pieniędzy, czyli składka, ale kolejne czynniki to systematyczność i czas. Najważniejsze jednak w myśleniu o emeryturze jest, by zdecydować o przeznaczeniu środków do odkładania w odpowiednio młodym wieku. Nawet niewielkie kwoty inwestowane regularnie, z czasem utworzą spory majątek. Tymczasem w Polsce nie mamy niestety takiego nawyku. Zwykle zaczynamy myśleć o emeryturze mniej więcej wieku 40-45 lat, czyli o dwadzieścia lat za późno. Sonda przeprowadzona przez Izbę pokazała, że młodzi ludzie generalnie mają beztroskie podejście do emerytury, ponieważ dla nich jest to niesłychanie odległa perspektywa.

Co do pytania o wysokość składek – nie mogą one być zbyt wysokie, by nie obciążać budżetu pracodawcy podwyżką pensji i by pracownicy nie odczuli skutków przesuwania tych pieniędzy z ich bieżącego wynagrodzenia, na konto emerytalne. W propozycji PPK jest uwzględniona możliwość podniesienia składek, zarówno przez pracodawcę, jak i pracownika. To może się okazać koncepcją ciekawszą dla osób w wieku bliższym emerytury. Ale oczywiście nie ma idealnej recepty, jeżeli ktoś zaczyna oszczędzać zbyt późno, czasu nie da się nadgonić.

Myślę więc, że pod względem wysokości składek jest to dobry punkt wyjścia. Za pięć, czy dziesięć lat będzie można rzetelnie ocenić, jak ten system działa, jaki jest poziom partycypacji. I czy ludzie będą chcieli oszczędzać więcej, korzystać z dodatkowych form oszczędzania, albo wywierać presję na to, by te limity były wyższe. Najtrudniej jest zacząć oszczędzać. Rząd najprawdopodobniej starał się skalkulować wysokość składek tak, by nie były one nadmiernie obciążające dla wszystkich stron.

Nasuwa się również pytanie o poziom partycypacji. Rząd szacuje go na 75 proc. i gdyby tak rzeczywiście się stało, moglibyśmy mówić o powszechności.

PAP: Rozumiem, że według pana wybór TFI jako zarządzających tymi środkami jest trafny. Ale czy narzucone ograniczenia są uzasadnione? Np. 3-letni okres doświadczenia w zarządzaniu funduszami?

M.D.: Oczywiście, to jest doskonała decyzja. Towarzystwa funduszy inwestycyjnych, wcześniej powierniczych, są najbardziej doświadczonymi instytucjami zarządzającymi aktywami. Działają w naszym kraju praktycznie od początku przeobrażenia gospodarki w wolnorynkową. Wykształciły całą rzeszę kadr, które zdobywały szlify na rynkach polskim, europejskim i światowym, we wszystkich klasach aktywów. Wielu zarządzających ma najwyższe certyfikaty i kwalifikacje nie tylko w zakresie lokowania środków, ale w zarządzaniu ryzykiem, co jest kluczowe w inwestowaniu cudzych pieniędzy. Wielu specjalistów z czasem założyło własne TFI, które z powodzeniem oferują całą gamę produktów. Duża konkurencyjność funduszy działających w Polsce, a jest ich ponad tysiąc dwieście, powoduje, że dokładają wszelkich starań, by w ramach dozwolonych limitów osiągnąć jak najlepszy wynik na rzecz swoich klientów. Dlatego też osoby indywidualne i instytucje powierzyły całkowicie dobrowolnie na dziś funduszom ponad 270 miliardów zł i kwota ta cały czas rośnie. Praktycznie każda grupa kapitałowa na rynku finansowym ma wśród swoich spółek TFI.

Nie mniej ważne jest to, że fundusze są podmiotami skrupulatnie nadzorowanymi przez szereg instytucji państwowych. Fundusz ma osobowość prawną, a jego majątek należy bezpośrednio do uczestników. Fundusze podlegają nie tylko polskiemu prawu, obecnie jesteśmy na etapie implementacji wielu przepisów unijnych, których jedynym celem jest bezpieczeństwo inwestorów.

Inną ważną kwestią jest ogromne doświadczenie TFI w prowadzeniu grupowych programów inwestycyjnych zarówno w formie ustawowej (Pracownicze Programy Emerytalne - PPE), jak i pozaustawowej (Pracownicze Programy Oszczędnościowe - PPO). Przez ponad 20 lat fundusze wypracowały bardzo wysoki poziom obsługi zarządczej i operacyjnej.

Podobnie jak prezes Paweł Borys z PFR oraz pani dyrektor Katarzyna Przewalska z Ministerstwa Finansów, wypowiadający się podczas niedawnej debaty, poświęconej temu projektowi, uważam, że fundusze to najbardziej kompetentne podmioty do zarządzania środkami w PPK, których wybór był po prostu naturalny.

Co do warunków postawionych funduszom, należy pamiętać o tym, że TFI podlega wielu różnego rodzaju normom makro-ostrożnościowym. Poziom kapitału, środków własnych i inne parametry są na bieżąco monitorowane przez KNF. Ponadto, jak to już podkreślano publicznie, warunki postawione w projekcie ustawy nie są ostateczne.

PAP: Czy w związku z tym, że tymi środkami będą zarządzać TFI, będą one podlegać jakiejś grze rynkowej i czy nie ma w tym jakiegoś zagrożenia?

M.D.: Fundusze podlegają ograniczeniom, wynikającym z ustawy o funduszach inwestycyjnych, która powoduje, że to jest najbardziej transparentna instytucja. Wycena aktywów w podziale na jednostkę uczestnika jest dokonywana codziennie. Każdy inwestor w każdej chwili może wiedzieć, ile wynosi jego majątek zgromadzony w funduszu. Dostęp do wyceny jest publiczny. Zasady inwestowania środków są również bardzo skrupulatnie zdefiniowane w statutach. Wiadomo w co TFI może inwestować, w jakich proporcjach, jakie są zasady dywersyfikacji. Dlatego TFI konkurują ze sobą oczywiście, jak wszystkie rynkowe instytucje: ofertą produktową, wynikami inwestycyjnymi, wysokością opłat, to normalne. Chciałbym jednak podkreślić, że mimo to w Izbie mamy praktycznie cały rynek TFI, a celem jest współpraca. Działamy w wielu zespołach tematycznych, gdzie TFI wypracowują wspólne stanowiska wobec różnorodnych wyzwań pojawiających się w branży. Spotykamy się na szkoleniach branżowych i konferencjach tematycznych. Ten rynek jest bardzo bogaty w doświadczenie i może naprawdę dużo z siebie zaoferować.

PAP: Czyli ludzie, którzy lokują swoje pieniądze, mogą czuć się bezpiecznie?

M.D.: Oczywiście, można na to patrzeć w różnych płaszczyznach. W płaszczyźnie mikro, dzień po dniu, wszystko podlega wycenie rynkowej i nawet kurs akcji Coca-Coli się waha. Ale w skali makro ryzyka praktycznie nie ma. Są zasady, które je dywersyfikują, np. są limity inwestycyjne, jeśli chodzi o bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Jest też mechanizm zmniejszania poziomu ryzyka i zmiany polityki inwestycyjnej wraz ze zbliżaniem się emerytury. Nie ma więc zagrożenia, że dwa lata przed emeryturą ktoś straci 20 proc. zgromadzonego kapitału. W młodym wieku poziom wrażliwości na fluktuacje rynkowe jest oczywiście wyższy. Ale wtedy horyzont jest 40-letni, więc jeśli po drodze trafi się np. jakiś kryzys gospodarczy, jego skutki zdążą się odwrócić. Ponadto, sposób funkcjonowania PPK jest podobny do PPE z których ci, którzy za ich pośrednictwem oszczędzają, są bardzo zadowoleni.

PAP: Czy narzucony w projekcie TFI limit opłaty - 0,6 proc. - jest właściwy?

M.D.: Założeniem tego programu jest, że ma być nisko marżowy. W przypadku programów nisko marżowych efektywność ich funkcjonowania w znacznej mierze zależy od skali. Tak więc kluczowym czynnikiem sukcesu dla TFI będzie rzeczywisty poziom partycypacji oraz rzeczywisty poziom kosztów. Projekt zakłada również inne obciążenia dla TFI, np. opłatę za wejście na portal, w maksymalnej wysokości 1 mln zł, a także opłatę za uczestnictwo w portalu, do wysokości 0,1 proc. od zgromadzonych aktywów. Jest również opłata na rzecz podmiotu, który będzie prowadził ewidencję wszystkich PPK, niezależnie od portalu, czyli tak zwany kolejny agent transferowy. Ten podmiot ma zostać wybrany przez PFR, a opłata maksymalna to 1 zł od rachunku. Opłaty zdefiniowane w projekcie ustawy są określone jako maksymalne, lecz zostaliśmy zapewnieni, że będą skutecznie obniżone przez ministra finansów, w odpowiednim rozporządzeniu. Odpowiedź na pytanie, czy poziom kosztów jest taki, by wiele TFI było chętne do wchodzenia do tego projektu będzie możliwa dopiero wtedy, gdy minister finansów określi te trzy kwoty.

PAP: Czyli cały program może się przewrócić o wysokość tej opłaty?

M.D.: Myślę, że minister finansów ma świadomość tego problemu i znajdzie odpowiednie rozwiązanie. Zależy mu na pewno na tym, by program działał. Trzeba jednak podkreślić, że margines elastyczności kosztowej jest dużo mniejszy w momencie, gdy poziom opłaty za zarządzanie jest tak niski.

PAP: Czy struktura zarządzania PPK nie jest zbyt rozbudowana? Jest PFR, który prowadzi portal, dodatkowo ma wybrać podmiot, który będzie prowadził ewidencję TFI. To wszystko będzie przecież generować dodatkowe koszty.

M.D.: Oczywiście można się zastanawiać, czy do pewnych funkcji nie mogłyby być wykorzystane istniejące struktury. Jeśli mówimy o portalu i dopuszczeniu do niego, równie dobrze mogłaby to robić KNF. Ma doświadczenie w tym zakresie i odpowiednie kompetencje. Skoro wydaje zgodę na uruchomienie PPE, prowadzi rejestr PPE oraz podmiotów prowadzących IKE, IKZE, to równie dobrze mogłaby prowadzić portal PPK.

PAP: Czy rola PFR w tym programie jest w ogóle potrzebna?

M.D.: Polski Fundusz Rozwoju pojawia się jako wentyl bezpieczeństwa, jeśli pracodawca nie dokona wyboru określonego TFI. Wówczas zarządzanie jego programem przejmuje TFI PFR. Pracodawcy są różni - są duże firmy z zespołem prawników, ale są pracodawcy, którzy mają 15 pracowników, którzy mogą nie być w stanie wybrać odpowiedniego TFI. Z tego powodu więc ustawa nie zaczyna od razu działać w stosunku do wszystkich, ale co pół roku dołączają kolejne grupy pracodawców w zależności od liczby pracowników, począwszy od tych największych, którzy mają największe możliwości.

PAP: Czy inne podmioty finansowe, poza TFI, powinny zostać dopuszczone do tego programu?

M.D.: Jak już wspomniałem TFI mają wiedzę i wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu wieloma funduszami, o różnym poziomie ryzyka. Już dziś prowadzą pracownicze programy emerytalne, choć nie nazywa się to PPK - mam na myśli PPE i PPO, ZPO (Zakładowe Programy Oszczędnościowe). Mają kompetencje i w zakresie zarządzania, i w zakresie kontaktu z klientami czy pracodawcami. Chciałbym jednak podkreślić, że fundusze mają ponad 2 miliony klientów, którzy powierzyli im swoje prywatne środki w zarządzanie całkowicie dobrowolnie, nie z przydziału, czy losowania.

PAP: Czy poza kwestią wysokości opłat środowisko TFI ma jakieś zastrzeżenia do projektu ustawy?

M.D.: Po dokładnym przeanalizowaniu projektu będziemy zgłaszali uwagi szczegółowe. Rzecz najbardziej dyskusyjna to określenie maksymalnego wynagrodzenia w przypadku produktów indywidualnych, takich jak IKE czy IKZE. Ich też ma bowiem dotyczyć limit składki 0,6 proc. Gdy mówimy o PPK, zakładamy, że jest to produkt masowy. Natomiast z punktu widzenia pozyskania klienta indywidualnego wprowadzenie maksymalnej opłaty za zarządzanie powoduje praktycznie likwidację IKE czy IKZE. Podmiotów prowadzących IKE czy IKZE jest mało właśnie dlatego, że jest duży koszt pozyskania klienta. A w przypadku limitów składek, TFI nie będą w stanie zrekompensować sobie kosztów tej obsługi.

Problemem w projekcie jest też definicja trwałego nośnika. Z obecnego brzmienia wynika, że obrót dokumentami będzie musiał się opierać w dużym stopniu na dokumentach papierowych, zamiast w całości na elektronicznych, co wiąże się z kosztami. Ustawa nie wylicza przykładów trwałego nośnika. Praktyka pokazuje, że takim nośnikiem może być płyta CD, pendrive czy dyskietka. Przesłanie informacji mailem może być uznane za trwały nośnik, jeżeli wiadomość zostanie załączona w jego treści tak, aby uczestnik mógł ją odczytać w przyszłości. To, z której formy złożenia oświadczenia woli skorzysta uczestnik, pozostaje w jego wyłącznej gestii. Także w tym przypadku umowy o zarządzanie PPK oraz o prowadzenie PPK, nie powinny ograniczać uczestnika PPK do składania oświadczeń wyłącznie w jednej formie np. na piśmie.

Prowadzący PPE zgłaszają także uwagi, że według obecnego brzmienia projektu ustawy są problemy związane ze współistnieniem dwóch grupowych form: PPE i PPK. Chodzi tu o to, by dokładnie określić, do kiedy należy utworzyć PPE, aby pracodawca był zwolniony z obowiązku oferowania pracownikom PPK.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fundusze / Dyl: udział TFI w PPK w rękach ministra finansów