Dylemat odkrywcy, czyli o niechcianej informacji

Conrad Wallenrodhe
25-06-2010, 00:00

Działając "w transakcyjnej dobrej wierze", prawnik ma obowiązek podać w raporcie wszystkie czynniki ryzyka, nawet te, które mogą doprowadzić do zerwania rozmów. Bo jego podstawowym obowiązkiem jest dbanie o interesy klienta, nawet jeśli musi go bronić przed nim samym.

Analiza prawna (ang. due diligence) jest, a na pewno powinna być, podstawowym i jednym z najważniejszych elementów poprzedzających tran- sakcję nabycia akcji lub udziałów w spółce. Poprawnie przeprowadzona pozwala unik-nąć zakupu "kota w worku".

O ile jednak termin "analiza prawna" pozwala polskiemu laikowi przynajmniej w przybliżeniu zrozumieć, o co chodzi, o tyle angielskie "due diligence" nie powie Anglikowi, który nie jest prawnikiem, kompletnie nic. Młody angielski prawnik, mówiąc rodzicom, że "idzie robić due diligence", może się spotkać z odpowiedzią: "bądź ostrożny, synu". Ale właśnie to ostrzeżenie, chociaż w innej intencji, mogłoby się stać najważniejszą przestrogą dla transakcyjnego prawnika.

"Due" (należyty, odpowiedni) i "diligence" (staranność, skrupulatność) mówią same za siebie. Analizy prawnej należy dokonywać z "należytą starannością", czyli dokładnie i skrupulatnie. Dzięki staranności prawnika klient otrzymuje zazwyczaj te informacje, których potrzebował, i na podstawie tej wiedzy podejmuje kolejne decyzje.

Zdarza się jednak, że skrupulatny prawnik natrafi na przysłowiowego "trupa w szafie", zwanego w pokrętnym języku prawniczym "wadą". Zasadniczo byłoby lepiej dla obu stron, gdyby nikt do tej szafy nie zaglądał, ale skoro fakty wyszły na jaw, to co dalej?

Możliwe jest kilka scenariuszy. Pierwszy, niebudzący kontrowersji — gdy wada da się naprawić lub nie wywołuje negatywnych skutków dla transakcji, zwłaszcza dla jej ważności.

Dylemat dotyczy drugiej możliwości — gdy wady nie da się naprawić lub jej naprawienie wymagałoby daleko idącej ingerencji w przeszłe zdarzenia w spółce. Po kilku latach takie "odkręcanie" wszystkiego, nawet jeśli teoretycznie wykonalne, nie jest zbyt atrakcyjne ani dla potencjalnego nabywcy, ani dla sprzedającego. To tak jakby próbować zawrócić narciarski Bieg Piastów po tym, gdy zawodnicy już dawno wystartowali.

Zakładamy, że prawnik wykrył wady nienaprawialne. Możliwe są wtedy znowu dwa scenariusze. Pierwszy, gdy klient przyjmuje do wiadomości istnienie nieodwracalnej wady i wycofuje się z transakcji. Zdarza się, że klient wyraża przy tej okazji uznanie za należytą staranność prawnika. Ale bywa też, że jest wyraźnie niezadowolony.

Drugi scenariusz jest nieco bardziej kłopotliwy. Klient nie chce przyjąć do wiadomości informacji o nienaprawialnej wadzie, gdyż spowoduje to niechybnie zaprzestanie negocjacji. I transakcja, na której mu bardzo zależało, nie dojdzie do skutku.

Klient nie ukrywa więc, że ta wiedza jest mu nie na rękę i wolałby, aby prawnik nie był aż tak należycie staranny, szczególnie na etapie sporządzania raportu z due diligence. Skoro podmiot kupowany "żył" z tą wadą wiele lat i nic się nie wydało, to po co to teraz ruszać — rozumuje klient i pyta, czy prawnik nie mógłby o wadzie zapomnieć, nie pisać o niej w raporcie, a jeśli już musi, to drobnym druczkiem lub najlepiej w osobnym memo.

Tytułowy "dylemat" to tak naprawdę prowokacja lingwistyczna, gdyż z punktu widzenia prawnika nie ma żadnego dylematu. Co prawda przeciwstawienie się woli klienta, jeśli perswazja zawiedzie, może skutkować pogorszeniem lub zerwaniem relacji, ale jedyne, co może zrobić prawnik, to grzecznie, acz stanowczo, odmówić.

Nie można ukryć w raporcie informacji poprzez zapisanie jej "drobnym druczkiem" lub w osobnym dokumencie. Raport z analizy prawnej musi odzwierciedlać sytuację i skrupulatnie wykazywać ryzyko związane z przeprowadzeniem transakcji. To główny cel tej analizy, który zawsze przyświeca prawnikowi.

Analiza prawna jest wykonywana na zlecenie i na potrzeby klienta, więc to on decyduje, czy i w jakim zakresie z niej skorzysta. Nie ma jednak żadnego wpływu na to, jaką treść prawnik tam zamieści. Może ograniczyć zakres badań lub ich szczegółowość, ale nie ma prawa wpływać na zawartość merytoryczną raportu.

Raport powinien dać klientowi pełny obraz sytuacji, w której znajduje się tzw. "target", czyli przedmiot nabycia. Działając "w transakcyjnej dobrej wierze", prawnik ma obowiązek podać w raporcie wszystkie czynniki ryzyka, nawet te, które mogą doprowadzić do zerwania rozmów. Bo jego podstawowym obowiązkiem jest dbanie o interesy klienta, nawet jeśli musi go bronić przed nim samym. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Conrad Wallenrodhe

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Dylemat odkrywcy, czyli o niechcianej informacji