Dylematy regulatora

Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego
opublikowano: 05-05-2011, 00:00

Kiedy we wrześniu 2010 r. wypowiedziałem się na łamach "Pulsu Biznesu", że "Unia zacznie wyłamywać drzwi do polskiego sektora gazu razem z futryną" — nie przypuszczałem, że nastąpi to tak szybko. Nie dość, że w czasie ubiegłorocznych negocjacji z Gazpromem unijny komisarz ds. energii dość twardo domagał się otwarcia polskiego rynku, to w kwietniu otrzymaliśmy od niego kolejne ostrzeżenie.

Ale wiatr wieje nam w twarz i z drugiej strony. Rosnące ceny ropy powodują, że cena gazu importowanego z Rosji może skoczyć do 500 USD. To duże wyzwanie w sytuacji, gdy zbliżają się wybory i regulator znajdzie się pod naciskiem nie tylko konsumentów, ale także rządzących, którzy nie chcą denerwować elektoratu. Jednak koszt importowanego gazu wzrasta, niezależnie od kampanii wyborczej w Polsce. Jedyną nadzieją jest złoty, który nagle się umacnia, czyniąc importowany gaz trochę tańszym dla odbiorców.

Taka huśtawka cenowa jest bardzo niebezpieczna. Wydaje się, że nie powinno być aż tak trudne pogodzenie wody politycznych oczekiwań z ogniem nadchodzących podwyżek, czyli znalezienie formuły kwartalnego mnożenia ceny importowanego gazu przez kurs dolara. Najlepiej oprzeć się na danych z ostatniego okresu, gdyż są one znane i są realnym kosztem zakupu gazu w złotych. Dla spółki PGNiG zaś mechanizm kroczących cen krajowych kwartał po imporcie powinien być stabilny i przewidywalny.

Andrzej Szczęśniak

ekspert rynku paliwowego

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego

Polecane