Dyrektywa usługowa UE: polscy europosłowie przed dylematem

Polska Agencja Prasowa SA
15-02-2006, 17:57

Polscy eurodeputowani stanęli przed dylematem: poprzeć w czwartek zawarty za ich plecami kompromis chadeków i socjalistów w sprawie dyrektywy usługowej, czy zamanifestować sprzeciw i odrzucić projekt w jednym obozie z zaciekłymi przeciwnikami "polskiego hydraulika" - komunistami i skrajną lewicą.

Polscy eurodeputowani stanęli przed dylematem: poprzeć w czwartek zawarty za ich plecami kompromis chadeków i socjalistów w sprawie dyrektywy usługowej, czy zamanifestować sprzeciw i odrzucić projekt w jednym obozie z zaciekłymi przeciwnikami "polskiego hydraulika" - komunistami i skrajną lewicą.

    "Kompromis w obecnej formie nie stanowi żadnej wartości dodanej poza obecny stan prawny, czyli artykuł 49. traktatu UE i orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości" - usłyszeli w środę polscy eurodeputowani od ekspert Ministra Gospodarki Joanny Pohl. Na spotkanie zaproszono także PAP.  

    Chodzi o kompromis dwóch największych frakcji w Parlamencie Europejskim: chadeków i socjalistów w sprawie kontrowersyjnej dyrektywy o liberalizacji usług w Unii Europejskiej. Wykreślili oni z tekst zasadę kraju pochodzenia, na której zależało nowym krajom członkowskim. Gwarantowała ona, że przedsiębiorcy mieliby świadczyć usługi w różnych krajach Unii według zasad kraju, z którego pochodzą.

    "To jest kompromis zawarty w 100 proc. naszym kosztem. Nie widzę żadnego polskiego interesu w tym, byśmy mieli go legitymizować, skoro i tak przejdzie" - powiedział Konrad Szymański (PiS).

    "Polacy mają służyć jako mięso armatnie do głosowania. Dyrektywa została wykastrowana z tego co było jej politycznym i gospodarczym sensem" - wtórował mu Bogdan Pęk, z grupy Niepodległość/Demokracja. Jego zdaniem dyrektywa sprowadza się do "wyrażenia zbiorowej woli politycznej najsilniejszych państw UE". "Nie ma sensu sprawiać im przyjemności", głosując za - dodał Szymański.

    "Nam się opłaca sprzeciw, ale tylko pod warunkiem, że dyrektywa nie padnie" - przestrzegał Janusz Lewandowski (PO). Odrzucenie projektu w ostatecznym głosowaniu spowodowałoby bowiem opóźnienie o co najmniej kilka lat liberalizacji rynku usług, ze szkodą dla polskich przedsiębiorców.

    Krytycznie oceniając kompromis chadeków i socjalistów niektórzy polscy europosłowie widzą w nim "wartość dodaną", odwołując się do ekspertyz prawników.

    "Ta dyrektywa mimo wszystko coś wnosi. Nawet jeśli zasada kraju pochodzenia nie jest wpisana czarno na białym, to wynika z kompromisowej wersji" - przekonywał Dariusz Rosati (SdPl). Podobnego zdania był Bronisław Geremek (PD-demokraci.pl). 

    "To kompromis berliński", bo zawarty przez niemieckich szefów frakcji, połączonych w Berlinie koalicję rządową CDU-SPD, przyznał Geremek. Odradził jednak jego pochopne odrzucenie. "Czy mamy głosować razem z komunistami i tymi, którzy straszą polskim hydraulikiem rozpasanym na całym europejskim pastwisku?" - pytał retorycznie.

    Zaapelował do polskich europosłów o zgodne głosowanie, by ewentualnie "poprawić" kompromis na korzyść polskich przedsiębiorców.

    "Co mamy robić?" - pytał reprezentantkę Ministerstwa Gospodarki poseł Pęk.

    Eksperci ministerstwa przygotują sugestie, jakie poprawki poprzeć, a jakie odrzucić - obiecała Joanna Pohl. Mają na to czas do głosowania, które odbędzie się w czwartek przed południem. Łącznie zgłoszono ponad 400 poprawek.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Dyrektywa usługowa UE: polscy europosłowie przed dylematem