Dyskusja o QE3 nie ma sensu, inwestorzy coraz bardziej przejmują się sytuacją w Europie

  • Marek Rogalski
10-04-2012, 11:35

Gorsze dane nt. nowych etatów poza rolnictwem, jakie napłynęły w piątek z USA, raczej nie zwiększą dyskusji nt. kolejnej rundy skupu aktywów przez FED. Coraz więcej inwestorów zaczyna rozgrywać europejską kartę – to widać po rosnących rentownościach hiszpańskich i włoskich obligacji. Reszta pozostaje w cieniu – nawet lepsze dane z Chin.

EUR/USD – Emocje rosną, ale spadków na razie nie będzie?
EUR/CHF – Cisza przed burzą?

Piątkowy odczyt Departamentu Pracy USA rozczarował – w marcu przybyło tylko 120 tys. nowych etatów poza rolnictwem (oczekiwano 200 tys., a nawet więcej biorąc pod uwagę dobre odczyty ADP i ciekawe wskazania płynące z subindeksów zatrudnienia ISM). Sytuację uratował jednak spadek stopy bezrobocia z 8,3 proc. do 8,2 proc. – niemniej dolar po tej publikacji się osłabił – jednak nie tak znacząco biorąc pod uwagę, że w Wielki Piątek płynność rynku nie była duża. Pojawiły się opinie, iż słabsze dane pozostawiły furtkę do powrotu dyskusji nt. QE3, ale na ile jest to rzeczywiście prawdopodobne? Tylko dłuższa seria słabszych danych mogłaby zmienić obecne nastawienie większości członków FOMC.

Tymczasem coraz większym problemem staje się sytuacja w Europie. Rentowności 10-letnich obligacji Hiszpanii pokonały jeszcze przed Świętami ważny opór na 5,75 proc. i celem na ten tydzień mogą okazać się kluczowe okolice 6,00 proc. W górę idą też analogiczne papiery włoskie – dzisiaj naruszyły poziom 5,50 proc. Wygląda na to, że spekulanci już zaczęli rozdawać karty licząc na spory ruch w kontekście kolejnej fali kryzysu. Bo schemat się powtarza – mimo szumnych deklaracji oficjeli strefa euro nie zdołała zbudować efektywnego finansowego „firewalla” – realna moc Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (ESM) w tym roku to 200-250 mld EUR –  o tym, że środków jest zbyt mało zwrócił dzisiaj uwagę szef Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF), który „zabłysnął w mediach” podczas długich negocjacji ws. umorzenia greckiego długu. Jednocześnie coraz więcej inwestorów zdaje sobie sprawę, że sytuacja w Hiszpanii jest „ekstremalnie trudna” – ale w przeciwieństwie do premiera Mariano Rajoya, który użył takich słów kilka dni temu – zaczynają dostrzegać drugie dno, którym może okazać się konieczność sięgnięcia po zewnętrzne finansowanie (bailout) jeszcze w tym roku. Wczoraj rząd zaprezentował pakiet dodatkowych oszczędności na 10 mld EUR – tym razem w obszarze ochrony zdrowia (przestaje być darmowa dla wszystkich) i oświaty. Jednocześnie poinformowano, iż możliwe jest podjęcie dalszych działań w kolejnych tygodniach.

Inwestorzy zdają się tego nie kupować i słusznie – w jednym z komentarzy publikowanych w ostatnich tygodniach zwróciłem uwagę, iż problemem Hiszpanii jest źle zorientowana gospodarka, problem z samorządami i rosnący bagaż złych długów hipotecznych w bankach – tutaj trzeba strukturalnych reform, a nie doraźnych cięć wydatków. Na razie względnie spokojnie wygląda sytuacja na portugalskim rynku długu, chociaż rentowności utrzymują się na wysokich poziomach, co zwiększa prawdopodobieństwo kolejnego bailoutu przed połową 2013 r. (wtedy Portugalia miała wrócić na rynek finansowy). Niemniej, jeżeli sytuacja w Hiszpanii będzie szybko ewoluować, to przeniesie się to na Portugalię. Zwłaszcza, że dodatkowo niepokój budzi sytuacja w tamtejszym sektorze bankowym – w marcu tamtejsze instytucje pożyczyły o 18 proc. więcej pieniędzy w Europejskim Banku Centralnym, niż w lutym – to już kwota 56,3 mld EUR.

Dzisiaj kalendarz danych jest pusty, ale warto na chwilę odnieść się do opublikowanych w nocy lepszych danych z Chin. Wbrew obawom w marcu odnotowano nadwyżkę w handlu w wysokości 5,347 mld USD, a eksport wzrósł o 8,9 proc. r/r. To dobre informacje, zwłaszcza w kontekście dużego deficytu w lutym (31,5 mld USD), co było wynikiem obchodów chińskiego nowego roku. Dane ruszyły rynkami, ale na krótko – inwestorzy wciąż mają w pamięci ostatnią serię słabszych danych z realnej gospodarki i rozbieżności pomiędzy odczytami PMI – rządowym, a wyliczanym niezależnie przez Markit/HSBC. Innymi słowy, dzisiejsze dane raczej nie zmienią obaw związanych z przyszłością chińskiej gospodarki.

EUR/USD – Emocje rosną, ale spadków na razie nie będzie?
Im więcej inwestorów mówi o problemach strefy euro (patrz akapity wcześniej), tym większa powinna być presja na notowania wspólnej waluty – przynajmniej teoretycznie. Układ techniczny na EUR/USD nie jest najlepszy w średnim terminie (formacja RGR ma coraz większe szanse się zrealizować), ale w krótszym ujęciu widać skuteczną (bo poziom był testowany dwukrotnie) linii szyi tej formacji w okolicach 1,3030. Nadal jako wsparcie funkcjonuje też cała strefa 1,3030-80. Mocny opór to rejon 1,3144 , który był testowany dzisiaj w godzinach nocnych. Jeżeli w najbliższych godzinach nie dojdzie do wyraźniejszego zejścia poniżej 1,3080, to możemy zobaczyć ponowny atak na 1,3145, a w perspektywie dnia-dwóch naruszenie tego poziomu. Celem dla ruchu mogłyby się stać okolice 1,3170-1,3200, a powodem – bardziej zdecydowane działania europejskich decydentów (interwencja ECB na rynku długu Hiszpanii i Włoch?). W średnim terminie (przyszły tydzień) możliwe jest złamanie bariery 1,30.

EUR/CHF – Cisza przed burzą?
W czwartek podjęta została próba złamania bariery 1,20 na EUR/CHF, którą we wrześniu ub.r. ustanowił Narodowy Bank Szwajcarii i zobowiązał się do jej obrony „wszelkimi możliwymi środkami”. Sięgnęliśmy poziomu 1,19985, po czym SNB wpierw ustami swojego rzecznika wydał komunikat w którym „przypomniał” o swojej determinacji do obrony kursu, a później pojawił się na rynku. Efektem był ruch w okolice 1,2025 – to niewiele, ale i też na rynku spekuluje się, że SNB wydał „niewiele” pieniędzy – około 1 mld EUR. Na wykresie widać, że rejon 1,2025 stał się krótkoterminowym oporem, co sugeruje, że rynek ponownie spróbuje przetestować „wytrzymałość” banku centralnego. Tym razem spekulanci mogą zaangażować większe środki, bo i jest o co grać. Nie można wykluczyć, że tak naprawdę determinacja SNB do obrony kursu maleje, zwłaszcza, że gospodarka wykazuje pomału sygnały poprawy (nawet dane o deflacji nie były takie złe), a szwajcarscy politycy mogą nieoficjalnie wywierać coraz większą presję na bank centralny, aby ograniczył interwencje (jeżeli te staną się coraz częstsze).

A jak prezentuje się sytuacja na wykresie EUR/CHF? W krótkim okresie możliwe jest złamanie okolic 1,2025 i ruch w stronę 1,2030-35, które to okolice są o wiele ważniejszym oporem. Ich nieudane złamanie może skłonić do ponownego ataku na 1,20, co może mieć miejsce w przyszłym tygodniu (wraz ze spadkiem EUR/USD poniżej 1,30). Miesięczna perspektywa to 1,18-1,19 na EUR/CHF.


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski – Główny analityk walutowy DM BOŚ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Dyskusja o QE3 nie ma sensu, inwestorzy coraz bardziej przejmują się sytuacją w Europie