Dyskusja "Solidarności" nad przystąpieniem do rozmów nt. umowy społecznej

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 21-03-2006, 22:05

O przystąpieniu związku do rozmów nt. zawarcia umowy społecznej dyskutowała we wtorek w Gdańsku Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność". Część związkowców uważa, że z uwagi na niestabilną sytuację polityczną "Solidarność" nie powinna angażować się w te negocjacje.

O przystąpieniu związku do rozmów nt. zawarcia umowy społecznej dyskutowała we wtorek w Gdańsku Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność". Część związkowców uważa, że z uwagi na niestabilną sytuację polityczną "Solidarność" nie powinna angażować się w te negocjacje.

    Uchwałę o ewentualnym przystąpieniu związku do umowy społecznej i zakresie spraw, które powinien objąć ten dokument, Komisja Krajowa "S" miała głosować w środę, drugim i ostatnim dniu swoich obrad.

    Ostatecznie jednak uchwałę o przystąpieniu przez "Solidarność" do rozmów z członkami Komisji Trójstronnej nad przygotowaniem projektu umowy społecznej przegłosowano jeszcze we wtorek wieczorem.

    W przyjętej uchwale związek uznał, że przedmiotem negocjacji powinny być m.in. polityka gospodarcza ze szczególnym uwzględnieniem zmniejszania bezrobocia, likwidacja barier biurokratycznych, przestrzeganie prawa pracy, polityka społeczna i wyrównywanie różnic między standardami społecznymi w Polsce a krajami zachodniej Europy.

    O potrzebie zawarcia umowy społecznej wspominał 23 grudnia ub. roku przed parlamentem podczas swojego inauguracyjnego orędzia prezydent Lech Kaczyński. Według niego, umowa społeczna ma określić na następne lata "sposób dzielenia wspólnego dorobku. Polacy muszą wiedzieć, czego mogą się spodziewać jako konsumenci,jako pracownicy, jako pracodawcy, spodziewać się od państwa" - mówił w orędziu Kaczyński.

    "Nie ma sensu przystępować do umowy społecznej. Najpierw musimy mieć pewność, że będzie ona realizowana. Tymczasem rząd przedstawia projekty ustaw jak np. o regionalizacji płacy minimalnej, kompletnie sprzeczne z naszymi oczekiwaniami. Jak możemy zawierać umowę społeczną, skoro ten rząd nie prowadzi wogóle dialogu społecznego. Od wyborów Komisja Trójstronna zebrała się tylko raz" - powiedział Henryk Nakonieczny z Regionu Śląsko-Dąbrowskiego "S".

    Przewodniczący bydgoskiej "S" Leszek Walczak zaproponował, aby KK "S" odłożyła głosowanie w sprawie uczestnictwa związku w rozmowach dotyczących umowy społecznej na inny termin. "Teraz trwają różne wojenki między partiami. Nie ma gwarancji, że ktoś wykona taką umowę. Wiarygodność rządu oraz PiS wobec +Solidarności+ jest mizerna" - argumentował.

    "Kto będzie wykonawcą takiej umowy. Większość sejmowa. Wchodzenie teraz przez związek w taką umowę to rzucanie pereł przed wieprze. Dziś sytuacja jest trochę wieprzowa: słychać tylko wzajemne bluzgi między politykami. Nie ma warunków do zawarcia takiego paktu. Nie mówmy z góry, że go nie chcemy. Odłóżmy tę umowę na później inadal nad nią debatujmy" - przekonywał b. lider "S" Marian Krzaklewski.

    Zdaniem szefa jeleniogórskiej "S" Włodzimierza Śniateckiego, "nie ma realnego i wiarygodnego partnera" do uzgodnienia treści umowy społecznej. "Nie można mieć gwarancji, że umowa będzie wykorzystana dla rozgrywek politycznych lub poprawy notowań popularności w OBOP" - wyjaśnił.   

    Według przewodniczącego "S" Janusza Śniadka, który podsumował wtorkową dyskusję, błędem ze strony związku byłaby odmowa przystąpienia do tworzenia umowy społecznej.

    "Cały czas żądamy dialogu społecznego. I jak by to wyglądało, gdybyśmy teraz nagle nie zgodzili się rozpocząć tych rozmów. Byłby to fałszywy komunikat dla społeczeństwa. Podejdźmy do tych negocjacji na zasadzie pokazania kart przez wszystkie strony. Nic nas nie zobowiązuje, że taką umowę społeczną w końcu podpiszemy" - mówił szef związku.    

    Śniadek przyznał, że obecnie dialog społeczny jest "wątły, prawie nie istnieje", a "gorzej niż źle" układają się relacje "S" z ministerstwem Skarbu Państwa.

"Ludzie, którzy po wyborach przyszli do Urzędów Wojewódzkich, nie mają zielonego pojęcia, czym jest dialog społeczny (wojewodowie przewodzą Wojewódzkim Komisjom Dialogu Społecznego - PAP). To nie jest kwestia ich złej woli. To samo dotyczy wielu urzędników w ministerstwach. Oni tego nie czują i nie rozumieją" - powiedział szef "S".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu