Dziesięć powodów przeciwko panice

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 18-01-2008, 00:00

Polacy słono zapłacili za problemy gospodarki USA. Zbyt słono

Patrząc na zachowanie polskiej giełdy i amerykańskiej, wydaje się, że wkrótce będziemy borykać się z recesją. Tymczasem jest odwrotnie. Polska gospodarka miewa się dobrze i nic nie zapowiada końca dobrej koniunktury. W USA owszem — złe wieści uzasadniają spadki indeksów, nawet o 6 proc. w tym roku. Więc dlaczego Polacy panikują, sprowadzając WIG w tym roku aż o 16 proc. w dół?

Wieloletnia hossa wyniosła wyceny naszych spółek do poziomów, które na przełomie czerwca i lipca (ostatnie szczyty indeksów mWIG40 i sWIG80) i na jesieni (ostatni rekord WIG20) trudno było uznać za uzasadnione. Ale wtedy nikt o tym nie myślał, bo wszyscy chceli zarabiać. Chciwość zaślepiła oczy polskim inwestorom. Niczego nie nauczyła nas też letnia korekta spadkowa. Gdy w listopadzie okazało się, że nawet obniżki stóp w USA nie przedłużą hossy, polskie indeksy zaczęły jechać w dół w tempie niespotykanym od lat.

Polska giełda porusza się pod dyktando doniesień z Wall Street. Problem w tym, że reakcje naszych inwestorów są mocno przesadzone. Gdy w USA indeksy spadają po 2 proc., u nas ponad dwa razy szybciej. To skutek paniki naszych inwestorów, głównie tych mniej doświadczonych i lawinowych umorzeń jedniostek funduszy inwestycyjnych. W tym roku z GPW wyparowało 120 mld zł, a z funduszy inwestycyjnych kilka miliardów. Dopiero wczoraj widać było pierwsze sygnały opamiętania. Po sześciu dniach nieprzerwanych spadków warszawska giełda poszła w górę, choć wzrosty rodziły się w bólach. To dopiero druga, zielona sesja w tym roku na 10 spadkowych. Bilans polskich strat, na tle innych europejskich rynków, przeraża. W tym roku roku podstawowe indeksy na giełdach w Paryżu, Londynie i Frankfurcie spadły około 7-8 proc.

To prawda, że trudno porównywać naszą giełdę do rynków rozwiniętych, bo wcześniej rosła dużo szybciej. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że ponieśliśmy zasłużoną karę. Czy warto jeszcze pozbywać się akcji? Coraz więcej analityków twierdzi, że nie. Przynajmniej jeszcze nie. Razem z nimi znaleźliśmy 10 argumentów (patrz u góry).

Największa fala wyprzedaży jest za nami. Wczoraj indeksy próbowały rosnąć. Dużym wsparciem dla naszej giełdy powinny być przede wszystkim perspektywy naszej gospodarki — w 2007 r. PKB rósł powyżej 6 proc., a w tym roku powinien rosnąć powyżej 5 proc. Popyt w gospodarce napędza szybki wzrost płac, co też nie powinno być obojętne dla giełdy. W uodpornieniu na problemy amerykańskiej gospodarki mogą pomóc dobre wyniki naszych spółek w IV kwartale. Nasze banki nie mają problemów ze złymi kredytami i śmieciowymi papierami. Polską gospodarkę stabilizuje członkostwo w Unii Europejskiej i jej kapitał. O wiele bardziej jesteśmy związani z Europą niż z USA. Nie należy zapominać także o korzyściach z organizacji EURO 2012.

Coraz więcej analityków uważa, że wyceny spółek stają się atrakcyjne. Można się z tym zgadzać lub nie. Wśród specjalistów są jeszcze tacy, którzy uważają, że nasze akcje nadal są drogie. Jednak wyceny powoli stają się coraz bardziej realne. Nie warto jeszcze rzucać się na akcje, tak jak w czerwcu 2007. Ale może też nie warto już ich sprzedawać.

Maciej Zbiejcik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dziesięć powodów przeciwko panice