Dzisiejszy wyrok nic nie wyjaśni

Marcin Goralewski
26-01-2005, 00:00

Prawnych niejasności wokół Elektrimu jest tak dużo, że trudno odpowiedzieć na pytanie, ile warte są jego akcje. I dziś się to nie zmieni.

O 13.30 warszawski sąd ma potwierdzić wyrok wiedeńskiego trybunału arbitrażowego.

— Nie pojawiły się okoliczności, które uniemożliwiałyby dzisiejsze rozpoznanie sprawy — mówi Marcin Łochowski, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Dla Elektrimu decyzja może oznaczać kolejny krok na drodze do odzyskania udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC). Dla francuskiego koncernu Vivendi — poważne kłopoty.

Prawne potyczki

Elektrim chce potwierdzenia tylko części wyroku: że zbycie udziałów w PTC było bezskuteczne, transakcja nie stanowiła istotnego naruszenia umowy wspólników PTC oraz oddalenia żądania Deutsche Telekom (DT), który twierdził przed wiedeńskim trybunałem, że kondycja finansowa warszawskiej spółki znacząco się pogorszyła.

— To precedensowa sprawa. Naszym zdaniem, Elektrim powinien wnieść o uznanie całości wyroku, a nie tylko części — mówi Robert Krawczyk z Elektrimu Telekomunikacji (ET).

— Nie ma takiej potrzeby, a sąd orzeka w granicach złożonego wniosku — odpowiada Marcin Łochowski.

Druga wątpliwość ET dotyczy spraw personalnych. Firma twierdzi, że sędzią sprawozdawcą jest Beata Ładak, a jej mąż pracował w kancelarii obsługującej dziś Elektrim. Zagrożona bezstronność? Rzecznik sądu twierdzi, że nie.

Nikt nic nie wie

Jeśli dziś zapadnie orzeczenie, to uprawomocni się po 21 dniach. Jakie będą dalsze kroki?

— Wniosek do sądu rejestrowego — tłumaczy Ewa Bojar, rzecznik Elektrimu.

Wiedeński trybunał nakazał bowiem Elektrimowi w ciągu dwóch miesięcy zmienić wpis w księdze udziałowców (bez dzisiejszego potwierdzenia wyroku nie jest to możliwe). Zamiast ET przy pozycji 48 proc. udziałów w PTC ma się pojawić właśnie Elektrim. Pytanie tylko, czy owe dwa miesiące biegną od wydania wyroku w Wiedniu, czy też od jego potwierdzenia w Warszawie? Jeśli Elektrim nie zdąży, DT będzie mógł wykupić od niego udziały w PTC. Tyle że jak nie zdąży, to tych udziałów nie będzie miał... Arbitraż? Pewnie tak. A jak się uda? Kolejny proces ze strony Vivendi, które na pewno nie odda udziałów bez walki (wycenianych obecnie na 1,5 mld EUR), tym bardziej że, jego zdaniem, wyrok trybunału nie dotyczy ET.

Elektrim ma też kłopoty z wierzycielami, którzy chcą złożyć wniosek o jego upadłość. Twierdzą, że złamał umowę spłaty wartego ponad 400 mln EUR długu.

Brak odpowiedzi

Do redakcji „PB” dzwonią drobni udziałowcy Elektrimu. Zadają jedno pytanie — jaki wpływ na cenę akcji mają obecne wydarzenia. Odpowiedzi na to pytanie nie ma, a pytań jest coraz więcej, bo po naszych informacjach o kolejnych kłopotach spółki z wierzycielami notowania gwałtownie spadły. Dziś akcje kosztują około 4,5 zł, a jeszcze dwa tygodnie temu — 6 zł. Trudno jednak znaleźć osobę, która pokusiłaby się o komentarz. Tym bardziej, że po gwałtownych spadkach wczoraj papiery zdrożały ponad 10 proc.

Nikt nie zajmuje się Elektrimem — to najczęstsza odpowiedź w działach analiz biur maklerskich.

— To nie jest spółka, w którą można racjonalnie inwestować. To raj dla prawników, a nie inwestorów — mówi Flawiusz Pawluk z CA IB.

Rozwiązaniem byłoby porozumienie między udziałowcami PTC. DT chciał przecież odkupić papiery operatora od zwaśnionego Elektrimu i Vivedni. Wówczas zainteresowanie analityków pewnie by wróciło, a inwestorzy, którzy dziś ryzykują kupując akcje, liczyliby zyski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Goralewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dzisiejszy wyrok nic nie wyjaśni