Egoizm wrogiem walki z kryzysem

Jacek Zalewski
opublikowano: 28-09-2009, 00:00

Największym konkretem szczytu G20 w Pittsburghu było posłanie do lamusa grupy G8, a w zasadzie G7. Ten samozwańczy lider globalnej gospodarki, zapraszający na swe szczyty surowcową Rosję, musiał wreszcie przyjąć do wiadomości, że dzisiaj pełnoprawnymi decydentami są również miliardowe Chiny i Indie, Brazylia oraz inne rynki wschodzące. W tym kontekście powraca pytanie o miejsce Polski, sytuującej się na granicy G20. Jesteśmy reprezentowani tylko pośrednio, jako członek Unii Europejskiej. A przecież cała grupa państw unijnych uczestniczy w G20 samodzielnie.

Szczyt w Pittsburghu nie osiągnął wiążącego porozumienia w kwestii ograniczenia finansowego rozpasania bankierów. System kontrolny według wzorca UE niby był gotowy, ale trafił na kontrę amerykańską, podobnie jak kiedyś protokoł z Kioto. Wychodzi na to, że Barack Obama nie różni się od George’a W. Busha — najpierw partykularne interesy amerykańskie, a dopiero potem świat, który USA zaraziły wirusem.

Egoizm jest cechą nie tylko amerykańską, co wyszło w kontekście rajów podatkowych. Szczyt G20 uzgodnił możliwość podejmowania wobec nich od marca 2010 r. restrykcji. Łatwo było to przyjąć, jako że raje są przecież malutkimi państewkami, nieobecnymi w Pittsburghu. Z jednym wyjątkiem, który stał się symbolem hipokryzji G20. Otóż Chiny wymogły, by przyszłe sankcje nie dotknęły ich raju podatkowego — Hongkongu...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy