Czytasz dzięki

Eksperci: nie będzie pozytywnego zaskoczenia przy odczycie PKB za drugi kwartał

  • PAP
opublikowano: 14-08-2020, 06:33

Ekonomiści, z którymi rozmawiała PAP nie przejawiają optymizmu przed piątkowym szacunkiem PKB, prognozując głębszą recesję. Jako przyczynę wskazują m.in. przesuwanie przychodów przez firmy z kwietnia na marzec, aby osiągnąć lepszą pozycję podczas aplikowania do programów pomocowych.

W piątek GUS opublikuje szybki szacunek PKB za drugi kwartał 2020 r.

"Liczę, że w danych za drugi kwartał odnotujemy spadek między 5 a 10 proc., w okolicach 6-7 proc., a jeśli będziemy konsekwentnie rośli przez kolejne kwartały, to na koniec 2021 r. wyjdziemy nie tylko na zero, ale i z plusem" - powiedział prof. Jacek Tomkiewicz, z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego.

"Nasze dotychczasowe szacunki PKB za drugi kwartał br. wynosiły około minus 9 proc. rok do roku, na tym poziomie jest też konsensus prognoz. Ale widzimy ryzyko odczytu istotnie poniżej tego poziomu, spadek PKB mógł wynieść nawet 10-11 proc. rdr." - ocenili ekonomiści banku ING.

"Po pierwsze, NBP opublikował prognozy PKB, według których polska gospodarka ma się skurczyć o 10,6 proc., wyraźnie poniżej konsensusu rynkowego (-8,8 proc.). A bank centralny ma dostęp do szerszych danych, niż większość analityków" - powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING.

"Po drugie, wiele firm aplikowało do programów pomocowych i miało pokusę pogarszania swojej sytuacji w kwietniu, np. poprzez księgowanie przychodów w marcu. Podbijałoby to sztucznie wzrost w pierwszym kwartale, kosztem wzrostu w drugim" - dodał.

Wedle Pogorzelskiego nadwyżka w polskim bilansie płatniczym była już widoczna przed pandemią, a po wybuchu pandemii import spadał szybciej, niż eksport, co oznacza, że wkład eksportu do wzrostu PKB może okazać się lekko dodatni.

W ocenie Tomkiewicza wsparcie płynnościowe w ramach tarczy spełniło swoje zadanie. "Moim zdaniem można już wyhamować z tego typu działaniami" - powiedział.

"W tarczy nie chodziło o utrzymywanie przez dłuższy czas biznesów, które sobie nie radzą, tylko o zapewnienie płynności w najtrudniejszych momentach" - dodał. "Jednak mamy recesję, która polega na tym, że spada produkcja i nie wszyscy przeżyją. Trudno oczekiwać, abyśmy strukturalnie utrzymywali biznesy, które są nierentowne" - dodał.

Zdaniem profesora cały czas nie wiemy, jak będzie wyglądał rozwój pandemii. "Jak na razie radzimy sobie całkiem nieźle, nawet w pierwszym kwartale nasze PKB jeszcze rosło, w przeciwieństwie do innych gospodarek unijnych" - ocenił.

"Jeśli porównamy kwoty, które uruchomione zostały w ramach tarcz, to mniej więcej równa się ona spadkowi polskiego PKB, jaki odnotowujemy, można powiedzieć, że tarczami zasypaliśmy dziurę, która powstała przez recesję, wywołaną pandemią" - dodał.

"Widzimy ryzyko, że sytuacja w przyszłości się pogorszy, jeśli minie okres karencji wynikający z programów pomocowych, a popyt się nie odbuduje" - stwierdził Pogorzelski.

"Więc spodziewamy się, że na przełomie roku wzrost bezrobocia będzie większy (przekroczy 7 proc.) niż wynikałoby to z czynników sezonowych" - dodał.

W jego ocenie sytuacja nie jest tak napięta, jak np. w USA, gdzie ponad 30 mln osób otrzymuje wsparcie antykryzysowe, które niedawno zostało obniżone, co miało bezpośredni wpływ na sytuację gospodarstw domowych.

"W Polsce pomoc trafiła do firm na utrzymanie zatrudnienia, co okazało się lepszym niż rozwiązaniem w USA" - powiedział.

Według Tomkiewicza zrobiliśmy bardzo dużo, jeśli chodzi o wsparcie dla biznesu, w porównaniu z samorządami, czy bezrobotnymi. "Nie oczekiwałbym kolejnych działań pomocowych ze strony rządu dla przedsiębiorstw, ponieważ nie jest problemem finansowanie, które dziś na rynku w Polsce jest bardzo tanie, tylko to, czy firmy znajdą chętnych na swoje produkty" - dodał.

Jego zdaniem trudno jest wyodrębnić efekt kryzysu, najłatwiej byłoby wskazać biznesy online, które powstały w odpowiedzi na potrzeby gwałtownej cyfryzacji, związanej z pandemią.

"Zmieniły się modele biznesowe, firmy wstrzymują się od inwestycji, ponieważ niepewność co do przyszłości odnosi się również do potrzeb inwestycyjnych - firmy nie są pewne, czy potrzebują np. nowych samochodów, czy przestrzeni biurowych, czy magazynowych" - dodał.

W ocenie Pogorzelskiego jest kilka branż, których przyszłość jest pod dużym znakiem zapytania, jak lotnictwo, turystyka zagraniczna, czy najem krótkoterminowy. "Inne mają przed sobą lepsze perspektywy, np. usługi IT. Jakieś dostosowanie struktury gospodarki do rzeczywistości post-pandemicznej będzie musiało nastąpić, ale liczymy że w przyszłym roku koniunktura zacznie się odbudowywać" - stwierdził.

"W przyszłym roku można liczyć już na środki z nowej perspektywy finansowania unijnego, do części funduszy z UE będzie stworzona szybka ścieżka dostępu, więc uruchomiane będą sprawniej. To też naszym zdaniem daje powody do optymizmu" - dodał.

"Nie widzę też zagrożenia w tym, że środki unijne mogą być docelowo niższe, niż obecnie oczekujemy. Owszem, są to środki prorozwojowe, przeznaczone na inwestycje, jednak nie są to kwoty, od których zależy nasza gospodarka, a nawet jeśli suma będzie finalnie mniejsza, to i tak nieznacznie" - wskazał Tomkiewicz.

"Co do inwestycji publicznych, największy sens w kontekście wzrostu gospodarczego mają te mniejsze inwestycje, na których korzystają lokalne podmioty gospodarcze" - dodał. W jego ocenie wtedy korzyść z wydanych pieniędzy ze środków publicznych jest największa, mnożnik inwestycji na poziomie 1,6-1,7 pokazuje, że za każdą złotówkę 1,6-1,7 zł zostaje w regionie.

"Duże inwestycje, jak CPK, będą przez najbliższe dwa lata na etapie ekspertyz i konsultingu, a ich realne przełożenie na gospodarkę możemy odczuć z dwu-trzyletnim przesunięciem" - podsumował profesor.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane