Ekspert NATO: Ukraina i kraje bałtyckie zagrożone rosyjskim rewizjonizmem

DI, PAP
19-04-2014, 22:01

Nie tylko Ukraina, ale i Mołdawia oraz kraje bałtyckie są realnie zagrożone rosyjskim rewizjonizmem terytorialnym, który stanowi największe wyzwanie dla świata od czasów "zimnej wojny" - mówi w wywiadzie dla PAP dyrektor PISM i jeden z ekspertów NATO Marcin Zaborowski.

Szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podkreślił, że wydarzenia na Ukrainie zdefiniują na nowo bezpieczeństwo transatlantyckie na najbliższe dekady. Jego zdaniem, plany Rosji zmierzają do rozszerzenia strefy wpływów i ekspansji terytorialnej państwa rosyjskiego.

PAP: Kryzys na Ukrainie oraz rosyjska aneksja Krymu podważyły obowiązujący ład międzynarodowy i zmusiły Zachód oraz państwa NATO do ponownego przeanalizowania polityki bezpieczeństwa. Jaki to może mieć wpływ na sytuację międzynarodową?

Marcin Zaborowski: Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z podważaniem i próbą przebudowy obecnego ładu międzynarodowego. Świadczy o tym obecna sytuacja, w której Rosja złamała niemal wszystkie obowiązujące zasady prawa międzynarodowego, będąc jednocześnie do niedawna filarem i gwarantem obecnego status quo w Europie i na świecie. Prezydent Władimir Putin dokonując aneksji Krymu złamał Kartę Narodów Zjednoczonych, dwustronne umowy z Ukrainą oraz ducha Porozumienia Budapesztańskiego z 1994 roku, w którym Rosja zobowiązała się do przestrzegania terytorium i integralności Ukrainy, za co Kijów zrezygnował z posiadania broni nuklearnej.

To, co się już wydarzyło na Ukrainie ma olbrzymie implikacje dla tego co wolno i czego nie wolno w stosunkach międzynarodowych, bowiem jeśli Rosja, która jest członkiem stałym Rady Bezpieczeństwa ONZ w jawny sposób łamie prawo międzynarodowe, daje tym samym przykład innym, że tego rodzaju działania są dozwolone. Bardzo niepokojącą sprawą jest kwestia złamania Porozumienia Budapesztańskiego, gdyż takie państwa jak Iran czy Korea Północna, które rozwijają swoje programy nuklearne w tej chwili mają powody do tego, żeby nie ufać zapewnieniom społeczności międzynarodowej, która mówi: "wasze bezpieczeństwo jest gwarantowane tylko nie rozwijajcie broni nuklearnej".

Mamy więc tutaj do czynienia z implikacjami natury globalnej, bo gdy się tworzy tak groźny precedens, inni na to patrzą i wyciągają daleko idące wnioski. Ponadto wszystko dzieje się w przestrzeni euroatlantyckiej, blisko polskich granic. Sądzę, że to największe wyzwanie od czasów zakończenia "zimnej wojny" w 1989 r. Mamy także do czynienia z klasycznym rewizjonizmem natury terytorialnej. Jest to trudny moment w stosunkach międzynarodowych i transatlantyckich, moim zdaniem, moment, który zdefiniuje na nowo bezpieczeństwo obszaru euroatlantyckiego na najbliższe dekady.

PAP: Na ile rzeczywiście groźny jest ten precedens dla Polski, Europy i świata?

M.Z.: Na prawdę wszyscy mamy teraz duży problem. Generalnie obecne działania Rosji są bardzo groźne dla całego świata, a szczególnie dla Polski i naszych sąsiadów. Dla świata jest groźny, bowiem Rosja do tej pory była jednym z filarów obecnego ładu międzynarodowego. Było to państwo, które co prawda pewnych zasad nie przestrzegało, bo nigdy nie było krajem w pełni demokratycznym, szanującym prawa człowieka, ale mogliśmy zawsze liczyć na to, że w przeszłości Rosja zawsze przestrzegała zasady integralności terytorialnej i nie ingerowania w sprawy wewnętrzne innych państw. To była taka złota zasada, której Rosja i Chiny się trzymały, co czyniło z Rosji państwo przewidywalne. Teraz ten okres się definitywnie skończył, bowiem Rosja w tej chwili łamie zasady, co do których stwierdziła, że są świętymi zasadami prawa międzynarodowego.

Dla Polski jest to problem szczególny, bowiem dzieje się to wszystko w naszym najbliższym sąsiedztwie oraz dotyczy Ukrainy, która z punktu widzenia naszych interesów strategicznych ma znaczenie fundamentalne, bowiem niepodległa i silna Ukraina to jest cel, do którego wszystkie polskie rządy dążyły po 1989 roku.

Warto pamiętać, że rząd Jana Krzysztofa-Bieleckiego był pierwszym na świecie, który uznał niepodległą Ukrainę. Działanie na szkodę niepodległej Ukrainy jest dla nas nie do zaakceptowania. Nie wiemy też, czy Rosja na Ukrainie skończy, bo Ukraina może być jednym z celów Władimira Putina, ale niekoniecznie jedynym.

PAP: Czy Mołdawia i Gruzja, które w tym roku mają podpisać umowę stowarzyszeniową z UE oraz kraje bałtyckie są Pana zdaniem kolejnym celami Władimira Putina?

M.Z.: Bez wątpienia zagrożona jest Mołdawia i Gruzja i w przypadku tych krajów pretekstu do aneksji nie brakuje. Idąc dalej możliwa jest oczywiście ekspansja rosyjska w innych byłych republikach sowieckich, o czym może świadczyć fakt, iż ambasady rosyjskie obecnie rozsyłają mapy z zaznaczonymi obszarami przebywania ludności rosyjskiej i te mapy obejmują także państwa bałtyckie.

Rzeczą bardzo nierozsądną z naszej strony byłoby, gdybyśmy taki dalszy rozwój wydarzeń wykluczyli. Powinniśmy brać pod uwagę taki scenariusz, że Putin absolutnie nie zamierza się zatrzymać na Krymie i wschodzie Ukrainy. Jeszcze miesiąc temu cały świat mówił, że zajęcie Krymu jest nie do zaakceptowania. W tej chwili mamy sytuację, w której jeśli Putin zatrzyma się na Krymie - Zachód odetchnie tak naprawdę z ulgą. To pokazuje, że jesteśmy już w innym miejscu niż miesiąc temu i powinniśmy brać pod uwagę, że na tym się nie skończy. Myślę, że południowo-wschodnia Ukraina jest bardzo zagrożona, jeśli nie przegrana, gdyż już w tej chwili widzimy powtórzenie scenariusza krymskiego. Mołdawskie Naddniestrze jest tym następnym punktem na mapie, gdzie też taka możliwość jest całkiem realna.

PAP: Ewentualna rosyjska aneksja części terytorium członka NATO i UE doprowadziłaby do znacznie poważniejszych konsekwencji, a nawet do konfliktu zbrojnego w Europie. Czy Rosja jest na to gotowa?

M.Z.: Terytorium państw bałtyckich, a więc członka NATO to jest zupełnie inna gra i Władimir Putin to doskonale rozumie. Jednak gdybym był premierem Łotwy nie byłbym do końca spokojny, że chroni mnie NATO i bycie w Unii Europejskiej. Na Łotwie niedługo odbędą się wybory, które ma duże szanse wygrać partia prorosyjska. Następnie w procesie demokratycznym nadana może zostać autonomia części rosyjskojęzycznej. Patrząc na te działania Putina widać bardzo wyraźnie, że zmierza on do poszerzenie terytorium swoich wpływów i ekspansji terytorialnej państwa rosyjskiego.

PAP: Patrząc na działania Rosji można mówić, że jest to próba odbudowy potęgi dawnego Związku Radzieckiego?

M.Z.: Trudno w tej chwili przesądzić, czy to idzie, aż tak daleko, ale na pewno w tej chwili jest to próba odbudowy większej Rosji i zjednoczenia ludności rosyjskojęzycznej.

PAP: Co społeczność narodowa, Stany Zjednoczone i Unia Europejska mogą zrobić, żeby powstrzymać Władimira Putina? Czy nałożone i zapowiadane kolejne sankcje wystarczą, czy może jest to jednak za słaby argument?

M.Z.: Sankcje mają dużo większe znaczenie, niż to się normalnie przyjmuje. Przede wszystkim nie chodzi o to, jakie nazwiska znajdują na liście osób i podmiotów objętych sankcjami, lecz o sygnał wysyłany do środowiska biznesu. Już w tej chwili widać znaczący odpływ kapitału z Rosji, a po drugie widzimy, że firmy, które chciały w Rosji zainwestować wstrzymują się ze swymi decyzjami.

Ale zgadzam się z Panem, że to są koszty, które prezydent Putin najprawdopodobniej wkalkulował i na które, jak zapewne stwierdził, Rosję w tym momencie stać. Pomimo niemałych kosztów ekonomicznych, Putin nie ponosi żadnych kosztów politycznych, a wręcz przeciwnie, jego działania w samej Rosji są przyjmowane z entuzjazmem. Mam nadzieję, że nasi zachodni partnerzy mają tego świadomość, że rozszerzenie listy osób objętymi sankcjami nie powstrzymają Putina od działań natury geopolitycznej.

PAP: Co zatem powinno się zrobić, aby pomóc Ukrainie i powstrzymać rozlanie się działań Rosji na inne kraje?

M.Z.: To co Zachód powinien i realnie może zrobić w tym momencie bez oskarżeń o prowokowanie czegokolwiek to wzmocnić wiarygodność obronną obecnych członków Sojuszu. Myślę tu o Polsce oraz innych krajach bałtycki. To jest fundamentalny obowiązek NATO i sporo w ostatnich tygodniach już w tym kierunku zrobiono. Jednak tego powinno być znaczniej więcej. Powinna w bardzo nieodległym czasie powstać w Polsce stała baza wojskowa NATO. Potrzebujemy także stałych ćwiczeń, mających o wiele większy charakter, niż to było do tej pory. Sądzę, że to się będzie działo.

PAP: Jednak same ćwiczenia i wzrost obecności NATO w Polsce oraz w krajach bałtyckich nie powstrzymają Rosji przed dalszymi działaniami na Ukrainie.

M.Z.: Ma Pan rację, ale jeżeli mówimy o Ukrainie rzeczą fundamentalną jest, żeby przede wszystkim sama Ukraina pokazała, że jest gotowa bronić swojej integralności terytorialnej. Sytuacje, w których bandy uzbrojonych ludzi zajmują budynki użyteczności publicznej, a nie spotyka się to z reakcją władz ukraińskich dowodzi dużej słabości całego państwa i nie najwyższego stopnia determinacji. Jeśli po stronie ukraińskiej nie ma determinacji to trudno oczekiwać od państw zachodnich, aby ryzykowali i inwestowali swoje siły w obronę Ukrainy.

Obecnie jesteśmy w sytuacji, która jest bardzo trudna, bowiem wiele budynków użyteczności publicznej w południowo-wschodniej Ukrainie jest zajętych przez separatystów prorosyjskich. Do takiej sytuacji w ogóle nie powinno dojść. Trudno naprawdę zrozumieć, jak po tym, co wydarzyło się na Krymie nie wzmocniono ochrony tych budynków do takiego stopnia, żeby ten scenariusz nie był możliwy.

Prawdopodobnie próba rozwiązania przez Kijów tej sytuacji stanie się pretekstem dla Rosji, żeby powiedzieć, że rodacy są bici i że strzela się do rosyjskojęzycznej jedności i że Rosja musi ją chronić przed "faszystami" z Kijowa. Tutaj faktycznie Kijów ma twardy orzech do zgryzienia, popełnił wiele błędów, a trzeba to w tej chwili tak rozwiązać, żeby w jak najmniejszym stopniu dać Rosji pretekst do wysuwania tego rodzaju oskarżeń.

PAP: Czy większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na Ukrainie mogłoby wpłynąć na szybsze zażegnanie rosyjsko-ukraińskiego konfliktu?

M.Z. Rola Stanów Zjednoczonych jest w tym konflikcie fundamentalna. Ukraina potrzebuje silnego przywództwa Waszyngtonu, które w tym momencie nie jest jeszcze jasno określone. Sytuacja, w której mamy z jednej strony zdeterminowanego Putina, a z drugiej prezydenta Obamę, który mówi, że militarnie USA nie zaangażuje się na Ukrainie, jest wysłaniem jasnego sygnału dla Moskwy, że można działać dalej.

PAP: Jaki scenariusz dalszych wydarzeń Pan przewiduje?

M.Z.: Czarny scenariusz jest taki, że Rosja będzie dalej destabilizować Ukrainę i nie odpuści, co zakończy się przejęciem jeszcze większej części terytorium Ukrainy. Pozytywny scenariusz jest taki, że silna determinacja rządu w Kijowie spowoduje, przywrócenie porządku na wschodzie kraju przy jednoczesnym wsparciu dla tych działań Zachodu. Jednak szczerze mówiąc, dziś wydaje się on mało prawdopodobny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Ekspert NATO: Ukraina i kraje bałtyckie zagrożone rosyjskim rewizjonizmem