Ekspert: trzeba zadbać o system certyfikacji drewna importowanego

  • PAP
opublikowano: 31-07-2021, 08:23

Nowa strategia UE ws. ochrony lasów wymusza pytanie o reakcję biznesu i import drewna z krajów Trzeciego Świata. Należałoby zadbać o odpowiedni system certyfikacji drewna importowanego, by mieć pewność, że pozyskano je z miejsca, w którym las jest zarządzany zgodnie ze standardami europejskimi – twierdzi prof. Bogdan Jaroszewicz, kierownik Białowieskiej Stacji Geobotanicznej UW.

Komisja Europejska przyjęła w lipcu nową Strategię Leśną UE do 2030 roku. Jest ona częścią planów, które mają doprowadzić do redukcji emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. do 2030 roku i "neutralności klimatycznej" UE do 2050 roku. W celu zwiększenia powierzchni i jakości lasów w UE oraz wzmocnienia ich ochrony KE proponuje m.in. utrzymanie wykorzystania biomasy drzewnej w granicach zrównoważonego rozwoju i zachęca do oszczędnego wykorzystywania drewna. Strategia przewiduje również rozwój systemów płatności dla właścicieli i zarządców lasów za świadczenie alternatywnych usług ekosystemowych, np. utrzymywania części ich lasów w stanie nienaruszonym.

„Biznes europejski jakoś zareaguje na brak możliwości pozyskiwania większej ilości drewna w Europie – będzie importował drewno z krajów, gdzie przepisy nie są tak surowe. Należałoby zadbać o odpowiedni system certyfikacji drewna importowanego, by mieć pewność że zostało pozyskane z miejsca, w którym las jest zarządzany zgodnie ze standardami europejskimi" – powiedział PAP prof. Bogdan Jaroszewicz, kierownik Białowieskiej Stacji Geobotanicznej UW.

Nawiązał też do niedawno opublikowanego raportu IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) i IPBES (Międzyrządowa platforma naukowo-polityczna ds. różnorodności biologicznej i usług ekosystemowych). Do tej pory IPCC – instytucja odpowiedzialna za zbieranie danych dotyczących zmian klimatu - pracowała samodzielnie, ale okazało się że rekomendowane przez nią działania mogą mieć negatywny wpływ na różnorodność biologiczną, w dużej mierze kształtującą klimat. Dlatego poproszono o współpracę IPBES. Jej pierwszym efektem była publikacja wspólnego raportu 10 czerwca 2021. Autorzy publikacji szczegółowo omówili w nim różnice między zalesianiem terenów, na których wcześniej las nie występował, a dbaniem o odrost i ponownym zalesianiem.

„Obecne scenariusze, którymi posługuje się IPCC, nie rozróżniają zalesiania terenów wcześniej nie porośniętych drzewami - od dbania o odrost i ponownego zalesiania. To powoduje, że ocena wpływu tych działań na bioróżnorodność jest bardzo trudna i powoduje lukę w wiedzy, którą trzeba się zająć" – czytamy w raporcie.

„Mamy głośny temat, że sadzenie drzew jest dobre dla klimatu, ale jeśli posadzimy tylko jeden gatunek drzewa na setkach czy tysiącach hektarów, to takie monokultury będą półpustyniami dla bioróżnorodności" – mówi prof. Jaroszewicz.

Podaje też inne przykłady. "W Europie od dekady promuje się oxy-tree - czyli szybko przyrastające drzewo, które jest hybrydą dwóch gatunków paulowni. Ono przyrasta dziesięć razy szybciej niż przeciętne drzewo w naszym klimacie. Ale taka plantacja wyjaławia glebę, wysysa wodę z gleby i mocno ocienia glebę. Różnorodność biologiczna na takim terenie jest bardzo niska. Innym przykładem są uprawy roślin, które nie są rodzime dla danej strefy klimatycznej czy uprawy roślin energetycznych – biopaliwa, które teoretycznie służą ochronie klimatu, ale sprowadzają różnorodność biologiczną do bardzo niskiego poziomu" - wymienia.

Na pułapkę monokultur – czyli sadzenia jednego gatunku drzewa na dużym terenie - zwracają też uwagę naukowcy w raporcie IPCC i IPBES. Przypominają, że o ile specjaliści są pewni w jakim kierunku idą zmiany klimatu, o tyle dynamika tych zmian jest tak duża, że dziś ciężko przewidzieć, jaki gatunek drzewa wytworzy najlepsze cechy obronne i adaptacyjne.

„Towarzyszy nam duża niepewność co do reakcji konkretnych gatunków drzew na stres wywołany brakiem dostępu do wody. Nie potrafimy oszacować, jak będą się zmieniały opady atmosferyczne na danym obszarze, dlatego zamiast monokultur rekomendujemy inwestycje w mieszane gatunki drzew. Działania na rzecz klimatu zbyt często nie pozostawiają miejsca na elastyczne działanie na wypadek gdy modele naukowe zawiodą" – czytamy w raporcie.

Pytany o niepewność przewidywań naukowych prof. Jaroszewicz mówi: "Rzadko używamy określenia +niepewność+. Nauka jest takim typem działalności, gdzie zasadniczo żaden wynik nie może być uważany za stuprocentowo pewny. Dlatego jak publikujemy jakieś wyniki, to używamy wskaźnika istotności statystycznej. Nawet najdoskonalsze modele dotyczące zmian klimatycznych nie są w stanie uwzględnić wszystkich czynników. które na ten klimat wpływają. W międzyczasie mogą się też pojawić nowe czynniki, których nie jesteśmy w stanie współcześnie przewidzieć. Może to być występowanie huraganów i trąb powietrznych, które na danym terenie nigdy nie występowały. W publikacjach pojawia się często określenie +no analog future+ – przyszłość nie ma analogii w przeszłości".

Próbując przeciwdziałać skutkom zmian klimatycznych również biznes podjął kroki, które - niekonsultowane z ekspertami od różnorodności biologicznej - mogą mieć negatywny wpływ na ekosystem.

"Farmy wiatrowe, fotowoltaiczne - one prowadzą do degradacji lokalnej różnorodności biologicznej. Do produkcji tych urządzeń potrzebujemy metali ziem rzadkich, które są pozyskiwane w Ameryce Południowej albo Afryce, często bez zachowania jakichkolwiek standardów związanych z ochroną biosfery. Na tamtych terenach powstaje księżycowy krajobraz po to, żebyśmy my mieli urządzenia, które sprzyjają ochronie klimatu. Osobnym tematem pozostaje kwestia recyklingu tych urządzeń" – zwraca uwagę prof. Jaroszewicz.

Zależnościom, wynikającym z wpływu działania jednego sektora na drugi, eksperci z IPCC i IPBES poświęcili w raporcie z czerwca dużo miejsca. Zmiany klimatu, różnorodność biologiczną i jakość życia człowieka potraktowali jako nierozerwalną sieć powiązań. Ich zdaniem nie da się tworzyć scenariuszy przyszłości bez równoległego spojrzenia na te właśnie obszary. Autorzy raportu są też zgodni, że zabiegając o zachowanie różnorodności biologicznej przez wydzielanie kolejnych połaci lądów czy oceanów pod ochronę - nie można narażać człowieka na głód i doprowadzić do niekontrolowanych ruchów migracyjnych. Słowo „sprawiedliwość” pada w raporcie wielokrotnie i dotyczy m.in. aspektów biznesowych. Właściciele małych gospodarstw rolnych nie mogą stracić źródła swojego utrzymania i wyżywienia w wyniku działania wielkich firm, które realizują strategie pro-klimatyczne - sugerują specjaliści.

„Mamy duże nierówności w skali globalnej. Działania pro-klimatyczne mogłyby być forsowane przez bogate kraje kosztem krajów/społeczeństw ubogich. W raporcie podkreśla się, że każdy człowiek jest równy. Prawa ludzi w Amazonii są tak samo ważne, jak prawa ludzi mieszkających w Nowym Jorku" – mówi Bogdan Jaroszewicz.

Pytany, czy zaskakuje go, że dopiero teraz eksperci od klimatu połączyli działania z ekspertami od różnorodności biologicznej, odpowiada: „Naukowcy wchodzący w skład IPCC są klimatologami, fizykami atmosfery, i z pewnością od zawsze byli świadomi ogromnej roli bioróżnorodności, ale najwidoczniej do tej pory mieli to z tyłu głowy, a nie przed oczami – skupiali się tylko na swojej dziedzinie. Można było zacząć współpracę wcześniej, ale przez czysto ludzkie słabości stało się to dopiero teraz. Brak interdyscyplinarności jest naszym codziennym problemem. Nawet botanikom trudno prowadzić badania z ornitologami. Nawet na tym poziomie mamy trochę inne spojrzenie na funkcjonowanie ekosystemów, stosujemy inną terminologię i metody. Wspólna praca ciągle wymaga docierania się" – podsumowuje Jaroszewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane