Eksploracja w małej ważkości

Marcin Bołtryk
28-05-2010, 00:00

Pasjonaci "podwodzia" mówią, że nurkowanie jest jak lot w kosmos. Tyle że w dół.

Ciało zanurzone w cieczy traci na wadze tyle, ile waży wyparta przez nie ciecz. Stare prawo, a wciąż daje tyle frajdy! Co, poza szybkim "zrzuceniem" paru kilogramów, jest pasjonującego w nurkowaniu? Pewnie to samo, co w zdobywaniu szczytów, penetracji jaskiń czy w wykopaliskach. Adrenalina.

Najstarszym dowodem zejścia człowieka pod wodę jest asyryjska płaskorzeźba z 885 roku p.n.e., przedstawiająca mężczyznę oddychającego za pomocą czegoś, co przypomina butlę nurkową. Rewolucją w nurkowaniu stał się jednak akwalung, czyli wodne płuca — urządzenie skonstruowane przez Jacques’a-Yves’a Cousteau i inżyniera Emila Gagnana w 1943 r. Wtedy zaczęło się szaleństwo.

Nurkowanie nad wodą

— Ten sport to najczystsza forma obcowania z przy- rodą, przeważnie dziewiczą. Oglądanie zwierząt morskich w ich naturalnym środowisku jest niesamowitym przeżyciem. Dodatkowo cisza i stan nieważkości, swobody przypominającej latanie, pozwalają płetwonurkom czuć się tak jak w przestrzeni kosmicznej — opowiada Michał Górny, przewodniczący Komisji Działalności Podwodnej ZG PTTK.

Wielbiciele raf, głębin i odmętów podkreślają, że w nurkowaniu jest jakaś magia, która sprawia, że człowiek chce iść dalej i głębiej.

— Ale najbardziej fascynuje różnorodność. Bogactwo wrażeń. Możliwość sprawdzenia się w różnych sytuacjach: od "spacerów" w płytkiej strefie litoralu, przez nurkowania podlodowe i wrakowe, po głębokie, do których trzeba wykorzystywać inne mieszaniny oddechowe niż powietrze. Pod wodą nigdy nie jest nudno. Każde zanurzenie jest nowym doświadczeniem nawet dla zaawansowanego płetwonurka. Przeważnie inne są parametry nurkowań: czas, głębokość. Inny może być też partner, akwen, plan nurkowania, przeźroczystość wody — mówi Michał Górny.

Nurkowej pasji oddaje się wielu znanych ludzi. Angielski pisarz Arthur C. Clarke ("2001: Ody- seja kosmiczna") z miłości do nurkowania, które, jak twierdził, przypominało mu stan nieważkości, przeprowadził się na Sri Lankę. Prywatne wyspy — raj dla płetwonurków — kupili sobie aktorzy Marlon Brando, Mel Gibson i Johnny Depp. Świetnymi nurkami są także Arnold Schwarzenegger, Jackie Chan, no i oczywiście Chuck Norris, który — jak łatwo się domyślić — potrafi nurkować również nad wodą.

W Polsce naukę nurkowania (tradycyjnego, podwodnego) pobierała m.in. Krystyna Janda, przygo- towując się do roli w "Tataraku" Andrzeja Wajdy. Podwodnym światem od dawna emocjonuje się Karol Strasburger. Nieźle też radzi sobie Krzysztof Ibisz — jego certyfikat pozwala mu schodzić na głębokość 40 m. Egipskie rafy koralowe często odwiedza Bożena Dykiel. Zadowala się nurkowaniem w sprzęcie podstawowym (bez aparatu tlenowego), co, jak twierdzi, daje jej wystarczająco dużo satysfakcji.

Rekord i "Saratoga"

Miłośnicy przeżyć ekstremalnych — a do takich zalicza się nurkowanie — szukają podwodnych jaskiń, biją rekordy głębokości, sprawdzają, jak długo da się przetrwać pod lodem i bez oddychania. Motywy działań tych śmiałków czy, jak kto woli, ryzykantów stają się bardziej zrozumiałe dla osób, które obejrzały film "Wielki błękit" Luca Bessona. Współautorem scenariusza był Jacques Mayol, jeden z bohaterów filmu, a prywatnie wielokrotny rekordzista świata w tzw. freedivingu, czyli nurkowaniu na wstrzymanym oddechu. Jako pierwszy przekroczył w zanurzeniu magiczną granicę 100 m. A niewiele lat wcześniej medycyna uznała, że przekroczenie 50 m będzie dla człowieka zabójcze.

Samo bicie rekordów w nurkowaniu to też rekord. Kolejne wyczyny pojawiały się tak często i dotyczyły takich dokonań, że w Księdze Rekordów Guinnessa przestano zapisywać rezultaty głębokich nurkowań, w obawie o życie nurków.

Bardzo dobrym i pochłoniętym podwodną pasją nurkiem jest biznesmen, jeden z najbogatszych Polaków — Leszek Czarnecki. Ma ponad 30-letnie doświadczenie nurkowe, szkolił się pod okiem najlepszych, m.in. Nuna Gomesa, rekordzisty świata w głębokości nurkowania (318 m).

9 października 2009 r. w jaskiniach Dos Ojos na półwyspie Jukatan Leszek Czarnecki ustanowił nowy rekord świata w długości nurkowania — ponad 17 kilometrów.

— Nurkowanie jaskiniowe można porównać do wspinaczki wysokogórskiej, gdzie logistyka i zespołowa praca mają co najmniej takie znaczenie, jak osobiste przygotowanie wspinacza. Tolerancja błędu, na jaką mogą liczyć nurkowie w jaskini, jest zerowa. Każda taka wyprawa to ogromne przedsięwzięcie logistyczne i techniczne, dlatego przygotowania do bicia rekordu trwały prawie dwa lata i objęły łącznie dziewięć dwutygodniowych wypraw — opowiada Leszek Czarnecki.

Dwa lata wcześniej… cofnął się w czasie. Tak, tak, nurkowanie to umożliwia. No bo jak inaczej nazwać wizytę na lotniskowcu USS "Saratoga", który w 1946 r. powalony siłą próbnego ataku jądrowego w atolu Bikini legł na dnie Pacyfiku?

— Wrak spoczywa na głębokości około 50 metrów. W części jest niedostępny, ale większość pokładów zachowała się w doskonałym stanie. To, co widać, robi wrażenie, głównie dlatego, że wszystko wygląda tak, jakby nikt tego okrętu nie opuszczał. Na pokładzie wciąż stoją samoloty, jakby gotowe do startu… A po nurkowaniu 40-50 minut dekompresji i czas na kontemplację niezapomnianych wrażeń z "Saratogi" — wspomina Leszek Czarnecki.

Niebezpieczeństwa? A i owszem. Choroba dekompresyjna, ataki podwodnych stworzeń czy elementy krajobrazu. Nurek nigdy nie wie, co zobaczy pod wodą. Ale schodzi coraz głębiej, gnany wspomnieniami lektur z pacholęcych lat. A ryzyko? Cóż, oprócz wspaniałych widoków to jeden z elementów, który czyni nurkowanie doznaniem tak… dogłębnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Eksploracja w małej ważkości