Eksporterzy powinni być w lepszej sytuacji

Marek Rogalski
opublikowano: 16-08-2006, 00:00

Poniedziałkowa sesja na krajowym rynku finansowym upłynęła w dosyć spokojnej atmosferze, chociaż dobre nastroje panowały tylko na warszawskiej giełdzie. WIG20 zdołał nieznaczne odreagować piątkową przecenę, kończąc notowania na poziomie 0,67 proc. wyższym. Wagę tego ruchu zmniejszyły jednak niskie obroty, a także to, co działo się na rynku walutowym i długu. Złoty traci na wartości już od minionego czwartku, kiedy agencje opublikowały informacje o udaremnionym ataku terrorystycznym z Londynu. Wraz z nim słabsze są pozostałe waluty naszego regionu, co w zasadzie nie powinno dziwić. Globalna awersja do ryzyka ponownie wzrosła, a to zawsze oznaczało przecenę walut z rynków wschodzących.

Inwestorzy przypomnieli sobie o zagrożeniu terrorystycznym w chwili, gdy kończą się czasy prosperity światowej gospodarki, a w skrajnym przypadku nie można wykluczyć pojawienia się jej poważniejszego załamania. Kluczem będzie oczywiście stan amerykańskiej gospodarki, która nadal balansuje pomiędzy utrzymującą się wysoką inflacją a spadającym tempem wzrostu. Jeżeli założenia amerykańskiego banku centralnego co do stabilizacji cen w najbliższych miesiącach okażą się błędne, to skala możliwej przeceny rynków wschodzących będzie jeszcze większa. W takiej sytuacji amerykański bank centralny będzie zmuszony do powrotu do podwyżek stóp procentowych, co przeciągnie kapitał w kierunku dolara. Dlatego też środowa publikacja danych o inflacji w USA będzie tak ważna dla inwestorów. Warto przypomnieć, że rynek prognozował wartość inflacji bazowej w ujęciu rocznym nawet na 2,8 proc. r/r (najwyżej od listopada 2001 r.).

Oczekiwanie na dane z USA szczególnie widoczne było właśnie na rynkach wschodzących, które w ostatnich tygodniach dały sporo zarobić po wcześniejszej majowo-czerwcowej przecenie. Chęć do realizacji zysków jest coraz większa. Widać to także po zachowaniu rynku długu. Rentowność benchmarkowych, 5-letnich obligacji wzrosła w poniedziałek do 5,420 proc. Z kolei złoty osłabił się do 3,88 zł za euro i 3,04 zł za dolara. Większa przecena dotknęła węgierskiego forinta. Za euro płacono już 273,60 HUF. Wiele wskazuje na to, że minihossa złotego dobiega końca. Z czasem inwestorzy znów przypomną sobie, że sytuacja polityczno-fiskalna w naszym regionie w zasadzie niewiele się poprawiła. Okolice 3,03 zł za dolara i 3,87 zł za euro warto wykorzystywać do zabezpieczenia importu, gdyż najbliższe tygodnie powinny raczej cieszyć tylko eksporterów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu