Elektrownia z Włocławka w opałach

Agnieszka Berger
opublikowano: 24-01-2005, 00:00

Jak obniżyć wartość państwowej spółki o kilkaset mln zł? To proste. Wystarczy skreślić elektrownię z Włocławka z listy wytwórców ekoenergii.

W czwartkowym trzecim czytaniu nowelizacji prawa energetycznego posłowie zdecydowali o odrzuceniu poprawki, która miała wykluczyć elektrownię wodną z Włocławka — jedyną, której moc przekracza 150 MW — z grona producentów energii odnawialnej. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że parlamentarzyści nie zrezygnowali z forsowania tego pomysłu i prawdopodobnie poprawka powróci pod głosowanie w Senacie. Energetycy są oburzeni, bo z pozoru drobna zmiana w ustawie może mieć bardzo poważne konsekwencje finansowe. Po pierwsze, radykalnie obniży wartość gdańskiego koncernu dystrybucyjnego Energa, w którym znalazła się elektrownia jako część dawnego Zakładu Energetycznego Toruń.

— To działanie na szkodę skarbu państwa. Kiedy analizowaliśmy nasz udział w prywatyzacji grupy G-8 (pod taką roboczą nazwą znana była dzisiejsza Energa przed konsolidacją — przyp. red.), wartość Włocławka, ze względu na jego przynależność do grona producentów energii odnawialnej, stanowiła mniej więcej 1/3 wyceny całej grupy — komentuje Grzegorz Górski, prezes Electrabela Polska, spółki należącej do belgijskiego koncernu energetycznego.

Oficjalnie wycena grupy nigdy nie została upubliczniona, ale można ją szacować na 3 mld zł.

Szczytny cel

Dlaczego wykreślenie elektrowni z listy producentów zielonej energii byłoby tak brzemienne w skutki finansowe? Ze względu na nierynkowy mechanizm kształtowania cen tej energii, który sprawia, że jest ona dwu, trzykrotnie droższa od prądu produkowanego w „czarnych” źródłach, który pozwala Włocławkowi osiągać bardzo wysoką marżę. Cel jego wprowadzenia jest oczywiście, jak zwykle, szczytny. Chodzi o wspieranie rozwoju ekologicznej energetyki, do którego zobowiązaliśmy się w ramach akcesji do Unii Europejskiej. W kolejnych latach wzrasta zapisane w prawie obowiązkowe minimum zielonej energii, jakie muszą kupować wszystkie firmy handlujące prądem. W tym roku energia wytworzona w źródłach odnawialnych musi stanowić 3,1 proc. całej puli trafiającej do odbiorców końcowych, czyli nieco ponad 3 TWh. Wolumen zielonego prądu systematycznie rośnie, by w 2010 r. osiągnąć 9 proc.

I tak mamy deficyt

Problem w tym, że już dziś nie dotrzymujemy harmonogramu, bo ekologicznych źródeł jest za mało, by energii starczyło dla wszystkich. Z danych ministerstwa gospodarki wynika, że w 2003 r., gdy obowiązkowe zakupy miały sięgać 2,65 proc. sprzedaży, spółki dystrybucyjne realizujące gros krajowej produkcji kupiły niespełna połowę obligatoryjnej puli (1,27 proc. sprzedaży), a pozostałe podmioty objęte obowiązkiem — 2,29 proc. Jeśli z grona ekoproducentów dodatkowo odpadłby Włocławek, który, według różnych szacunków, wytwarza od 30 do 40 proc. polskiego zielonego prądu, niedobór na rynku urósłby do niebotycznych rozmiarów.

— Wtedy wszyscy zobaczyliby, że król jest nagi. Poza Włocławkiem na rynku znalazłoby się może 0,5 proc. zielonej energii — mówi Adam Stadnik, wiceprezes Windpolu, dewelopera elektrowni wiatrowych.

Według resortu gospodarki, za nierealizowanie zobowiązań dotyczących rozwoju energetyki odnawialnej nie grożą nam na razie żadne konsekwencje ze strony Brukseli.

— Dopiero kiedy w 2006 r. UE sporządzi raport o realizacji celów związanych z rozwojem zielonej energetyki i uzna, że Polska nie realizuje ich skutecznie, może na nas nałożyć obowiązek, z którego będzie nas rozliczać — usłyszeliśmy w Departamencie Bezpieczeństwa Energetycznego resortu gospodarki.

Kara za pusty rynek

Nie przeszkodzi nam to jednak już dziś rozliczać z ekologicznch zakupów zobligowanych do nich firm. A ich niezrealizowanie oznacza kary, które w ustawie nazwano opłatą zastępczą. Opłata zasili kasę Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, a przez regulatora nie zostanie zaliczona do tzw. kosztów uzasadnionych dystrybutora energii. Przełoży się więc na jego stratę. Jeżeli Włocławek zniknie z listy zielonych producentów, kary zapłacą prawie wszyscy.

Wbrew naturalnym skojarzeniom za poselską poprawką nie stoi lobby mniejszych producentów energii odnawialnej. Wszyscy zainteresowani jako inspiratora tej zmiany w ustawie jednogłośnie wskazują Urząd Regulacji Energetyki. Niestety, nie udało się nam w piątek skontaktować z przedstawicielem URE skłonnym skomentować problem Włocławka. Jednak opinia regulatora w tej sprawie jest znana. Według urzędu, po pierwsze, duże elektrownie wodne nie są zaliczane do ekoźródeł nigdzie na świecie. Po drugie, URE nie podoba się, że włocławska elektrownia uzyskuje nadprogramowe i nieuzasadnione przychody, choć jej koszty są na tyle niskie, że mogłaby z powodzeniem sprzedawać energię na rynku bez dodatkowego wsparcia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Elektrownia z Włocławka w opałach