Elektryczne auta mają rozpędzić gospodarkę

D.E.
opublikowano: 31-08-2016, 22:00

Rządowy plan rozwoju elektromobilności ma szanse realizacji, ale wymaga ogromnego wysiłku i dużych nakładów finansowych

W czerwcu minister energii Krzysztof Tchórzewski zadeklarował, że do 2025 r. w Polsce będzie 1 mln pojazdów elektrycznych. To część rządowego planu rozwoju elektromobilności, który jest elementem tzw. planu Morawieckiego. Jakie są szanse na realizację tego projektu, czy zaangażowane w niego branże — energetyczna, paliwowa, samochodowa — będą do niego przygotowane? Między innymi na te pytania odpowiadali uczestnicy debaty „Elektromobilność 2.0. — czy nadchodzi koniec ery tradycyjnego transportu?”, która odbyła się 26 sierpnia w redakcji „Pulsu Biznesu”. Mateusz Kędzierski, dyrektor departamentu innowacji i rozwoju technologii Ministerstwa Energii, jest przekonany, że ambitny plan uda się zrealizować, należy jednak spełnić kilka warunków.

CZAS NA KOLEJNY RUCH RZĄDU: Najważniejszą sprawą są teraz szacowane koszty programu oraz zachęty dla jego uczestników — uznali eksperci biorący udział w debacie. Rząd może przedstawić szczegóły jesienią.
Grzegorz Kawecki

— Pierwszy to rozwój infrastruktury, drugi to zachęty ze strony zarówno administracji centralnej, jak i samorządów, trzeci to rozwój branży motoryzacyjnej, który może nastąpić m.in. dzięki produkcji elektrycznych autobusów — wyliczał Mateusz Kędzierski. Jego zdaniem, 1 mln samochodów elektrycznych w 10 lat to realny cel, bo żadna rewolucyjna technologia nie rozwija się liniowo.

— Choć na razie w Polsce sprzedaje się niewiele aut elektrycznych, to zakładamy wyraźny wzrost sprzedaży za kilka lat — mówił Mateusz Kędzierski.

Perełka, czyli elektryczny autobus

Pozostałym uczestnikom dyskusji plan się podobał, ale zgodnie stwierdzili, że realizacja jego założeń, choćby nawet w części, wymaga ogromnego wysiłku.

— Bardzo ważne są finansowe i regulacyjne zachęty dla samorządów do inwestowania w inteligentny transport. Liczą się też zachęty dla Kowalskiego. Najważniejsza jest infrastruktura do ładowania samochodów. Mamy około 80 stacji ładowania, a w Niemczech czy we Francji jest ich już 4-5 tysięcy. Niemcy do 2020 r. chcą mieć milion aut elektrycznych na drogach, a rynek samochodów elektrycznych urósł tam w 2015 r. o 60 proc. i będzie rozwijał się coraz szybciej ze względu na decyzję o wsparciu elektromobilności kwotą ponad 1,2 mld EUR. Plan zaprezentowany przez rząd jest bardzo ambitny — wyliczała dr Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Analiz Energetycznych. Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energii Odnawialnej (IEO), jest jednak pesymistą ze względu na zapóźnienie Polski w stosunku do światowych liderów elektromobilności, czego raczej nie da się szybko nadrobić i wygrywać niską ceną energii do ładowania aut w tzw. dolinach zapotrzebowania. Ale dostrzegł też plusy projektu ministerstwa. — Powątpiewam, czy za 10 lat będziemy mieli miliony aut elektrycznych na drogach, jednak bardzo mi się podoba pomysł wsparcia produkcji elektrycznych autobusów. Realna jest sprzedaż około tysiąca autobusów elektrycznych rocznie na rynku krajowym, a później zbudowanie dużego potencjału eksportowego — stwierdził Grzegorz Wiśniewski. Wtórował mu Jan Biernacki, ekspert ds. energetyki w PwC.

— Autobusy elektryczne są łatwiejsze do zaadaptowania i zaakceptowania przez użytkowników — nie występuje tu tzw. range anxiety, czyli obawa przed niewystarczającym zasięgiem pojazdu dla dotarcia do celu, przynajmniej jeśli chodzi o wykorzystanie miejskie. W Warszawie już jeżdżą autobusy elektryczne — przy funkcjonowaniu stacji ładowania na obydwu pętlach kursy mogą być realizowane przez nie płynnie — opowiadał ekspert z firmy konsultingowej. Beneficjentem programu może być lider produkcji elektrycznych autobusów w Polsce i jeden z głównych graczy w Europie — Solaris, ale także inne firmy. O planach produkcji autobusu napędzanego baterią elektryczną mówi Ursus, kojarzony dotychczas głównie z ciągnikami, na ten rynek mógłby wejść także Autosan. Mateusz Kędzierski potwierdził, że na pierwszy plan rządowej koncepcji wysuwa się autobus elektryczny, a dopiero w drugiej kolejności elektryczne auta flotowe i do użytku indywidualnego.

— Wpisuje się to w nasze plany zmiany podejścia Polaków do transportu. Chcielibyśmy pójść w kierunku publicznego transportu elektrycznego i car sharingu [system wspólnego użytkowania aut w mieście — red.] przy jednoczesnym odejściu od wysokiego stopnia motoryzacji indywidualnej, która moim zdaniem jest nieuzasadniona pod względem ekonomicznym, urbanistycznym i społecznym — uważa przedstawiciel Ministerstwa Energii.

Skąd energia?

Bardzo ważnym pytaniem przy okazji planów rozwoju elektromobilności są źródła energii do napędzania nowoczesnych pojazdów.

— Nie znam kraju, który stawiałby na transport elektryczny, mając tak duży udział w bilansie energetycznym paliw stałych, czyli głównie węgla — ostrzegał Grzegorz Wiśniewski. Także prezes Forum Analiz Energetycznych pytał, skąd ma pochodzić energia. Czy ma to być energetyka konwencjonalna, atomowa czy może odnawialne źródła energii?

— Musimy podjąć decyzję, którą gałąź sektora energetycznego wspierać. W większości krajów rozwój elektromobilności jest powiązany z rozwojem źródeł odnawialnych — podkreśla Joanna Maćkowiak-Pandera. Według Jana Biernackiego, rozwijanie elektromobilności może zwiększyć pobór energii w godzinach szczytu, co będzie wymagało dostosowania systemu elektroenergetycznego. — W Danii ładowanie samochodów elektrycznnych, przypada w większości na godziny szczytowe, a nie nocne. W konsekwencji energetyka konwencjonalna musi wspierać ten proces — stwierdził ekspert PwC. Zdaniem Mateusza Kędzierskiego wykorzystanie tradycyjnych źródeł energii w projekcie elektromobilności nie osłabia pozytywnego wpływu elektryfikacji transportu na stan powietrza.

— Najwięcej pojazdów elektrycznych jest w Chinach, gdzie oprócz OZE buduje się też kolejne elektrownie węglowe — przypomniał dyrektor. Ale dodał, że pomysł rządu idzie w kierunku łączenia źródeł.

— Chcemy korzystać z energetyki konwencjonalnej i rodzimych surowców, co zapewni bezpieczeństwo energetyczne, ale też z energii z innych źródeł. Sama energetyka konwencjonalna nie pozwoli zoptymalizować miksu energetycznego i kosztów tej energii dla użytkownika. Drogą do osiągnięcia tego celu jest rozwój mniejszych rozproszonych źródeł energii oraz smart gridu, czyli inteligentnych sieci energetycznych — mówił Mateusz Kędzierski.

Tylko dla dużych miast?

Piętą achillesową programu rozwoju rynku aut elektrycznych może być opłakany stan sieci energetycznych w Polsce.

— Mamy świadomość, że na dziś obsługa 1 mln samochodów elektrycznych przez nasze sieci byłaby dużym wyzwaniem. Wspólnie z Operatorami Systemów Dystrybucyjnych i Operatorem Systemu Przesyłowego (PSE) oszacujemy w przyszłym roku wpływ elektromobilności na te systemy. Modernizacja wymaga inwestycji o wartości miliardów złotych, ale jest konieczna niezależnie od programu rozwoju elektromobilności — stwierdził Mateusz Kędzierski. Grzegorz Wiśniewski dodał, że Polska ma fatalne wskaźniki jakości sieci, m.in. przerwy w dostawach, poziomy napięć na końcówkach sieci.

— To elektromobilność będzie się rozwijała, biorąc pod uwagę możliwości sieci, a nie odwrotnie. Jeśli więc jest jakaś przestrzeń do rozwoju tego projektu, to są nią centra przemysłowo-urbanistyczne z gęstą siecią, bez spadków napięć i zagrożenia wyłączeniem całych odcinków linii w przypadku nadmiernego wzrostu zapotrzebowania na energię, np. w najbardziej problematycznym dla energetyki węglowej lub atomowej szczycie letnim — mówił prezes IEO.

Wyzwanie przed stacjami paliw

Bardzo ważną rolę w budowie rynku pojazdów elektrycznych przewidziano dla właścicieli stacji paliw, którzy mogą budować na nich punkty ładowania baterii. — Ze światowych analiz wynika, że przez sześć lat rozwój samochodów elektrycznych może zredukować zapotrzebowanie na ropę o 2 mln baryłek. Machina poszła w ruch i koncerny paliwowe muszą się z tym pogodzić — stwierdziła dr Joanna Maćkowiak-Pandera. Czy polskie koncerny zyskają, czy stracą na elektromobilności, która przynajmniej teoretycznie może „zjadać” sprzedaż oleju napędowego i benzyn?

— Sojusznikiem firm paliwowych jest system podatkowy, bardzo wspierający krajowy budżet. To może rodzić za kilka lat trudną dyskusję między ministerstwami finansów, rozwoju i energii. Firmy paliwowe, unikając kosztownych inwestycji sieciowych i alternatywnej infrastruktury ładowania, będą spokojnie czekały na efekt tej rozmowy — prognozował Grzegorz Wiśniewski, dodając, że koncerny paliwowe „oparły” się już takim nowościom, jak rozwój rynku CNG i program rozwoju biopaliw, który faktycznie okazał się niewypałem kosztującym podatnika ponad 4 mld zł. — Stacje benzynowe zarabiają nie tylko na sprzedaży paliw, ale też innych produktów. Ładowanie auta elektrycznego trwa dłużej niż zwykłe tankowanie. Ten czas, który klient spędzi na stacji, ich właściciele mogą wykorzystać — przypominiał Jan Biernacki. Mateusz Kędzierski podkreślił, że stacje ładowania przy ciągach transportowych i tak muszą powstać, bo do tego zmuszają nas wytyczne UE. — Według nas będzie lepiej, jeśli w tym procesie udział wezmą jako pierwsze spółki skarbu państwa, czyli np. Orlen lub Lotos, bo to one będą kreowały rynek — przekonywał dyrektor.

Ile to będzie kosztowało

Pomysł na to, skąd wziąć pieniądze na realizację planu rozwoju elektromobilności, podsunął prezes Forum Analiz Energetycznych. — Z naszych analiz wynika, że w latach 2020-30 z handlu prawami do emisji CO 2

do polskiego budżetu może wpłynąć nawet 100 mld zł. Do tego pojawią się pieniądze z funduszu modernizacyjnego, który jest też częścią handlu emisjami. Na razie rozpływają się one w budżecie. Warto je przeznaczyć na wsparcie elektromobilności. Można też stworzyć specjalny fundusz dla tego projektu — podpowiadała dr Joanna Maćkowiak-Pandera. Więcej szczegółów powinniśmy poznać jesienią. — Przygotowaliśmy już plan rozwoju elektromobilności, który wkrótce zostanie przedstawiony do konsultacji międzyresortowych. Będą w nim zawarte konkretne zachęty i oszacowane koszty — zapowiadał Mateusz Kędzierski.

 

KOMENTARZ
Elektromobilność odpowiedzią na wyzwania sektora energii

DR MICHAŁ KURTYKA, podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii, przewodniczący Komitetu Sterującego Zespołu ds. Rozwoju Elektromobilności w Ministerstwie Energii

Sektor energii potrzebuje rozwiązań, które poprawią jego konkurencyjność i pozwolą czerpać korzyści z rozwoju nowych segmentów rynku. Nie wystarczy antycypować trendy zachodzące w innych sektorach — trzeba je wyprzedzać. Przemysł elektromobilności bardzo intensywnie się rozwija. Spośród dziesięciu najbardziej innowacyjnych firm świata trzy to tradycyjne przedsiębiorstwa samochodowe (BMW, Toyota, Mercedes-Benz), ale aż trzy to stosunkowo nowi gracze, którzy zdecydowali się zaangażować w rozwój samochodów elektrycznych. Wizja firmy Tesla uwiarygodniła przełom elektromobilny, Google zaangażował się w rozwój samochodu autonomicznego, natomiast Apple — jak oceniają analitycy — przez ostatnie trzy lata wydał na badania nad autonomicznym i elektrycznym samochodem przyszłości więcej niż nad swoimi flagowymi produktami. Rysuje się naturalna synergia pomiędzy sektorami energii, motoryzacyjnym i ICT. Elektromobilność daje szanse na poprawę jakości powietrza w Polsce. W centrach dużych miast nawet 60 proc. zanieczyszczeń powietrza pochodzi z transportu — według szacunków w Warszawie nawet 63 proc. — a sześć polskich miast jest w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie. Samochody elektryczne i infrastruktura służąca do ich ładowania dają możliwość magazynowania energii — dzięki temu będą stanowić element bilansowania sieci elektroenergetycznej. Rozpowszechnienie samochodów elektrycznych przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego i poprawy bilansu handlowego, przenosząc zapotrzebowanie z importowanej ropy na krajową energię elektryczną. Podstawowym wyzwaniem dla rozwoju elektromobilności w Polsce jest integracja wysiłku wielu uczestników i stworzenie ekosystemu. Kluczowe kroki tego procesu zostaną przedstawione jeszcze tej jesieni w Planie Rozwoju Elektromobilności Ministerstwa Energii. Mamy nadzieję, że dokument zachęci do dyskusji — nie tylko po stronie administracji, ale także w sektorze prywatnym i wśród obywateli, którzy są docelowymi odbiorcami wszystkich projektów publicznych. Uważamy, że szeroka dyskusja jest konieczna dla pokazania Polakom korzyści płynących z projektu rozwoju elektromobilności w naszym kraju, a następnie wprowadzenia go w życie.

KOMENTARZ
Szansa, a nie zagrożenie dla branży

ANDRZEJ KOZŁOWSKI, dyrektor wykonawczy ds. strategii i zarządzania projektami PKN Orlen

Na świecie obserwujemy postępujący proces metropolizacji. Jeszcze w 1925 r. jedynie 25 proc. światowej populacji rezydowało w miastach. Obecnie obszar miast zajmuje zaledwie 2 proc. powierzchni Ziemi, a zamieszkuje go aż 50 proc. światowej populacji, który jednocześnie odpowiada za 75 proc. całkowitego zużycia energii. W najbliższych dekadach rozwój światowej gospodarki będzie napędzany przez duże aglomeracje, co stanowi olbrzymie wyzwanie dla włodarzy miast i rządów. Oznacza to bowiem gigantyczne nakłady inwestycyjne, m.in. na rozwój infrastruktury komunikacyjnej, oraz konieczność podjęcia działań dotyczących ograniczenia emisji spalin. I tu otwiera się pole dla elektromobilności. Poza inteligentnymi systemami monitoringu ruchu, transportem publicznym czy zakazem wjazdu do ścisłego centrum miast (rozwiązanie funkcjonuje np. w Londynie) w celu poprawy komunikacji potrzebny jest technologiczny przełom. Takim „game changerem” mogą być właśnie samochody elektryczne (w przyszłości również autonomiczne), które zrewolucjonizują koncepcję poruszania się samochodem w aglomeracjach miejskich. Międzynarodowa Agencja Energii uznała za swój cel zwiększenie liczby sprzedanych samochodów hybrydowych i elektrycznych do 1 mld przed rokiem 2050. Taki rozwój zapewniłby redukcję emisji CO2 na świecie o 10 gigaton i wprowadziłby większe zróżnicowanie na rynku pojazdów, a co za tym idzie, powstałyby tysiące nowych miejsc pracy. Wbrew pozorom, rozwój elektromobilności stwarza więc więcej szans niż zagrożeń dla tradycyjnych branż – w tym np. sektora petrochemicznego, w którym funkcjonuje PKN Orlen. W tym kontekście Plan Elektromobilności i cele stawiane przez Ministerstwo Rozwoju, choć bardzo ambitne, są krokiem w dobrym kierunku. „Rewolucji elektromobilności” nie da się zatrzymać, trzeba do niej dołączyć.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: D.E.

Polecane