Emisja to koszty, jednak nie zawsze opłaca się je ciąć

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 11-06-2007, 00:00

Żeby zyskać, trzeba najpierw wydać. To stara maksyma, która obowiązuje także spółki ubiegające się o wejście na GPW.

Żeby zyskać, trzeba najpierw wydać. To stara maksyma, która obowiązuje także spółki ubiegające się o wejście na GPW.

Rzadko zdarza się, by koszty związane z przeprowadzeniem oferty publicznej nie sięgały milionów złotych. Najczęściej pochłaniają one kilka procent zdobytego kapitału — w latach 2004-05 było to średnio 5-7 proc. wartości oferty, a w ubiegłym roku 2,99 proc. (średnia ważona wielkością emisji). Także w 2006 roku potwierdziła się tendencja, że im większa oferta, tym mniejsze koszty — oczywiście w ujęciu procentowym w stosunku do wartości oferty. To oczywiście wynika z istnienia pewnych kosztów stałych, które przy dużej ofercie topnieją w ujęciu procentowym.

— Są nawet spółki, dla których koszty emisji nie przekraczają 1,5 proc. wartości oferty! Jeśli jednak przekraczają 10 proc., to można odnieść wrażenie, że ktoś nie pilnował w dostateczny sposób kosztów — uważa Robert Kwiatkowski, szef zespołu nowych rynków i emitentów GPW.

Raz mniej, raz więcej

Z „Raportu IPO 2007” przygotowanego przez IPO.PL oraz CEO wynika, że dominującą pozycję stanowią wydatki przygotowania oferty (aż 67,51 proc.). Koszty sporządzenia prospektu emisyjnego i doradztwa, koszty wynagrodzenia subemitenta, oraz koszty promocji stanowią odpowiednio 40,65 proc., 10,5 proc. i 20,02 proc. Jednak tu nie ma reguły.

Na przykład Astarta, ukraińska spółka, która na giełdzie pojawiła się w sierpniu zeszłego roku, największe koszty poniosła z tytułu przygotowania oferty (84,56 proc. całkowitych kosztów emisji). Z kolei dla Żurawi Wieżowych najbardziej kosztowne okazało się przygotowanie prospektu i doradztwo (87,05 proc. kosztów całkowitych).

Prowizja od sukcesu

Jednak brokerzy zaznaczają, że trzeba mieć zdrowe podejście do kosztów związanych z IPO. Jeśli wejście na giełdę będzie gwarancją naszego rozwoju, to warto wydać więcej.

— Na koszty, jakie ponosi spółka wchodząca na giełdę trzeba patrzeć jak na prowizję od sukcesu. Warto płacić za efektywne przeprowadzenie oferty, bo to zwraca się w przyszłości — puentuje Jacek Radziwilski, dyrektor zarządzający CDM Pekao.

Ład, czyli najważniejsze przykazanie każdej spółki

Ład korporacyjny (ang. corporate covernance) to zbiór zasad postępowania, skierowanych zarówno do organów spółek oraz członków tych organów, jak i do większościowych i mniejszościowych akcjonariuszy. Zasady ładu korporacyjnego odnoszą się do szeroko rozumianego zarządzania spółką. I choć pozbawione są mocy prawnej i obowiązują na mocy dobrowolnego poddania się poszczególnym zasadom, doświadczenia zarówno polskie, jak i zagraniczne pokazują, że nawet takie „miękkie prawo” może wnieść wiele dobrego do funkcjonowania spółek giełdowych.

Pierwsze polskie zasady ładu korporacyjnego opracowane zostały przez Komitet Dobrych Praktyk składający się z reprezentantów różnych środowisk związanych z rynkiem kapitałowym i zapisane zostały w dokumencie „Dobre praktyki w spółkach publicznych 2002”. Ich nowelizacja zapisana została w dokumencie „Dobre praktyki 2005”.

Obecnie trwa konsultacja publiczna dotycząca dokumentu „Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW”. Dokument powstał z inspiracji zarządu giełdy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu