Emisji będzie więcej, a odsetki wyższe

  • Emil Szweda
14-01-2018, 22:00

W rozpoczętym już roku wzrośnie zarówno liczba, jak i wartość publicznych emisji przeprowadzanych na podstawie prospektu.

Hitem będą jednak obligacje skarbowe. W obszarze obligacji korporacyjnych możemy mówić o ewolucyjnym wzroście. Za progiem 2018 r. ważne lub zadeklarowane programy publicznych emisji obligacji ma 15 emitentów, a ich łączna wartość to 4,9 mld zł. To co prawda znacznie więcej niż w 2017 r., gdy 11 emitentów zebrało z rynku 1,85 mld zł, ale nie wszystkie programy zostaną wykorzystane w całości. Na podstawie dotychczasowych doświadczeń związanych z postępowaniem emitentów możemy ostrożnie szacować, że wartość publicznych emisji przeprowadzanych w 2018 r. wyniesie 2,2 mld zł, a łącznie będzie ich 35-40. Ta ostatnia liczba wzrośnie istotnie, bo z 31 w 2017 r., ale w tym roku nie uwzględniamy w planach emisji Getin Noble Banku, których w ub.r. było osiem. Nawet jeśli GNB zdecyduje się na publiczne emisje, to nie będą one kierowane do drobnych inwestorów, bo jedna obligacja podporządkowana będzie miała nominał 400 tys. zł. Zagęszczenie emisji publicznych zmieni oblicze rynku. W 2018 r. przestanie to być rynek emitenta, a spółki mocniej zaczną zabiegać o względy inwestorów. Rywalizacja między Bestem, Kredyt Inkaso i GetBackiem (a być może także Krukiem) sprawi, że warunki emisji nie będą już zaostrzane, a być może zobaczymy nawet pewien wzrost oprocentowania obligacji, choć może on także przyjąć nietypową formę. Już pod koniec 2017 r. Kredyt Inkaso oferowało podwyższone oprocentowanie w pierwszym okresie odsetkowym, co z punktu widzenia emitenta nie jest istotnym kosztem w perspektywie całego okresu do wykupu, natomiast może okazać się wystarczająco atrakcyjnym dodatkiem, by przyciągnąć nabywców (emisja KI nie udała się zbyt dobrze, ale raczej z innych względów). Po wakacjach wzrost oprocentowania może mieć także bardziej „naturalne” przyczyny. Przynajmniej na kilka tygodni przed spodziewaną decyzją o podwyżce stóp procentowych zaczną rosnąć stopy WIBOR. Historycznie WIBOR wyprzedzał działania RPP i zwykle plasował się także znacząco powyżej stopy inflacji. Obecna sytuacja, w której to inflacja przekracza wysokość stóp WIBOR, była dotychczas wprawdzie cyklicznym, ale jednak krótkotrwałym zjawiskiem, dlatego możemy spodziewać się nieco szybszego wzrostu stawek WIBOR, choć to już zapewne perspektywa 2019 r. Ponieważ zdecydowana większość obligacji korporacyjnych oprocentowana jest w formule WIBOR plus stała marża, oprocentowanie obligacji wzrośnie wraz z WIBOR-em. Zanim to jednak nastąpi, wyobraźnię inwestorów rozpalać będą zupełnie inne papiery — czteroletniedetaliczne obligacje skarbowe indeksowane inflacją. Już w 2017 r. (do listopada) odpowiadały one za 36,8 proc. sprzedaży obligacji oszczędnościowych (dla porównania — 12,8 proc. w 2016 r. i 9,0 proc. w 2015 r.). Ich sprzedaż wzrosła w 2017 r. z 593 mln zł do 2,26 mld zł (bez danych z grudnia), można więc nazwać je hitem już 2017 r. W 2018 r. tendencja ta będzie kontynuowana z prostej przyczyny — obligacje kupione w 2017 r. wejdą w nowe okresy odsetkowe, w których oprocentowanie będzie już uzależnione od inflacji powiększonej o 1,25 pkt. proc. marży (w pierwszym roku jest to 2,4 proc.). Ktoś, kto kupił je w styczniu przed rokiem, w kolejnym roku zarobi 3,75 proc. (inflacja z listopada plus marża), co odpowiada dzisiejszym WIBOR plus 2 pkt. proc. Te wartości zrobią wrażenie na każdym, kto o nich usłyszy, a jest przyzwyczajony do oprocentowania na poziomie lokat bankowych.

Ze względu na rosnącą inflację i dotychczasową bierność Rady Polityki Pieniężnej (a przecież decyzje RPP oddziałują na gospodarkę w okresie kilku kwartałów) obligacje skarbowe indeksowane inflacją prezentują się jako dobra inwestycja w perspektywie trzech lat (można umorzyć je przed terminem) ze względu na kupon i poziom bezpieczeństwa. Z tym ostatnim nie powinno być źle także na Catalyst. Według naszych przewidywań w 2018 r. inwestorzy zetkną się z dwoma pewnymi defaultami (Kerdos i Eurocent), a emitenci pozostałych obligacji zapadających w 2018 r. (18,8 mld zł) nie powinni mieć problemów z refinansowaniem zobowiązań. Także ze względu na dobrą koniunkturę gospodarczą, która dodatkowo wzmacnia wypłacalność emitentów i wolę inwestorów do pożyczania im pieniędzy. Jeśli szukać ciemnych stron rynku, trzeba wybrać się na rynki globalne, gdzie zagrożeń nie brakuje. Zarówno emitenci korporacyjni, jak i skarbowi wygodnie ułożyli się na poduszkach płynnościowych troskliwie napełnianych przez banki centralne. Fed, EBC i Bank Japonii prędzej czy później muszą je jednak wyciągnąć spod głów dłużników i od delikatności, z jaką to zrobią, zależy, czy przebudzenie będzie gwałtowne, czy stopniowe. Potencjalne kłopoty na rozwiniętych rynkach obligacji dotknęłyby każdego na planecie, bez względu na to, co ma w portfelu lub czy nie ma nawet konta bankowego.

Autor jest założycielem portalu Obligacje.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EMIL SZWEDA

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emisji będzie więcej, a odsetki wyższe