Empik da poczytać na iPadzie

Karol Jedliński
opublikowano: 07-04-2010, 00:00

Kolejny duży gracz zakłada przyczółek w segmencie e-booków. Chce się załapać na

Kolejny duży gracz zakłada przyczółek w segmencie e-booków. Chce się załapać na

rychły boom na tym rynku.

Empik kupił 51 proc. udziałów w Virtualo, dystrybutorze książek w formie cyfrowej. Nie będzie jednak do końca szedł w ślady Kolportera i ograniczał sprzedaży do jednego czytnika. Stawia na model otwarty. W wakacje włączy ofertę Virtualo do asortymentu na stronie empik.com.

— Mamy nadzieję, że nasi rodzimi wydawcy dostrzegą ogromne możliwości drzemiące w segmencie e-booków i rozpoczną zakrojone na szeroką skalę prace nad pozyskaniem praw do sprzedaży swoich publikacji na nośnikach cyfrowych. I to nie tylko nowości. My gwarantujemy im masową dystrybucję — zaznacza Eyal Lahav, prezes Empiku.

E-podchody

Informacja o przejęciu nieprzypadkowo zbiegła się z debiutem apple’owskiego iPada w USA. E-książki z Empiku będzie można czytać na większości urządzeń przenośnych tego typu.

— Mamy nowego rywala. Jego plany zweryfikuje rynek — kwituje Marcin Topolski z Kolportera.

Na eClicto, platformie Kolportera, do wyboru jest blisko tysiąc tytułów. W katalogu Virtualo jest ich niemal 1,3 tysiąca, ale Empik zapowiada, że to dopiero początek. Bo i rodzimy rynek e-booków jest wciąż w fazie organizacji. Według różnych szacunków jego wartość w zeszłym roku oscylowała wokół 7-13 mln zł. Wkrótce debiut w tym segmencie planuje giełdowy Ruch, którego platforma iRuch, oparta głównie o e-prasę, jest już w fazie testów. Nie tak dawno fundusz MCI zainwestował kilkaset tysięcy złotych w podobną platformę — Nexto.pl.

Masa krytyczna

Przychody Virtualo w 2009 r. sięgnęły kilkuset tysięcy złotych. Platforma działa od połowy 2008 r.

— Co miesiąc notujemy dwucyfrowy wzrost obrotów — podkreśla Robert Rybski, współzałożyciel i prezes Virtualo, który wcześniej przez kilkanaście lat pracował w wydawnictwach.

Wkrótce oferta Virtualo zwiększy się o cały pakiet anglo- i niemieckojęzycznych tytułów zakupionych od dystrybutora z Niemiec. A polscy wydawcy? Ociągają się z handlem e-książkami, choć przypada na nich około 50 proc. przychodów ze sprzedaży.

— Mały wolumen, nie opłaca się inwestować — tłumaczą.

— Mało tytułów, mało klientów. Nie ma masy krytycznej — kontrargumentują właściciele sklepów z e-bookami.

Optymiści twierdzą, że już za dwa lata polski internet, także dzięki Empikowi, zaroi się od cyfrowych bestsellerów. Wtedy prognozy o przychodach rynku e-booków nawet 150 mln zł w 2015 r. będą realne.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy