Enea chce i boi się kupić PAK od Zygmunta Solorza

Agnieszka Berger
opublikowano: 28-04-2008, 00:00

Grupa zapowiada rychłą ofertę na PAK. Zapewnia, że nie zaryzykuje niepewnej transakcji. A wierzyciele Elektrimu grożą roszczeniami.

Przejęcie elektrowni od ściganego przez wierzycieli Elektrimu to ryzyko

Grupa zapowiada rychłą ofertę na PAK. Zapewnia, że nie zaryzykuje niepewnej transakcji. A wierzyciele Elektrimu grożą roszczeniami.

Strategia grupy energetycznej Enea — pierwszej przygotowywanej do debiutu na giełdzie — ma być gotowa do końca miesiąca. Do tego czasu spółka chce też zamknąć prace nad strukturą oferty.

— Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale struktura nie będzie raczej odbiegała od standardów rynkowych. Prawdopodobny jest podział akcji na transze dla inwestorów instytucjonalnych krajowych, zagranicznych i indywidualnych w proporcji 30-30-30. Przewidujemy też dyskonta — mówi Paweł Mortas, prezes Enei.

Doszlifowywanie prospektu ma potrwać do połowy maja. Potem dokument trafi do Komisji Nadzoru Finansowego. Wcześniej spółka będzie musiała uzyskać zgody akcjonariuszy.

Własne moce

— Kluczowe jest opracowanie strategii inwestycyjnej uzasadniającej podwyższenie kapitału na jakie liczymy. Emisja 25 proc. nowych akcji oznacza, w przypadku wyceny spółki na poziomie 10-11 mld zł, wpływy na poziomie 3-4 mld zł — dodaje Paweł Mortas.

Jak deklaruje prezes, dla spółki priorytetem jest zwiększenie potencjału własnych mocy wytwórczych tak, żeby wewnątrz grupy produkować tyle energii, ile kupują odbiorcy Enei. Spółka podaje, że jej udział w krajowej sprzedaży to około 14 proc., a w produkcji — 11 proc.

— Energii będzie w Polsce brakować. Dlatego w pierwszej kolejności chcemy zbilansować produkcję ze sprzedażą — wyjaśnia szef Enei.

Grupa ma w programie budowę bloku o mocy 1000 MW w Elektrowni Kozienice.

— Do końca roku chcemy rozstrzygnąć przetarg na wykonawstwo. Cykl inwestycyjny potrwa 5-7 lat — dodaje Paweł Mortas.

Przy obecnym poziomie cen inwestycja w Kozienicach będzie kosztowała Eneę około 1,5 mld EUR, czyli ponad 5 mld zł. To więcej niż grupa chce uzyskać z emisji. Zdaniem Pawła Mortasa, Enea ma jednak ogromne możliwości kredytowe.

— Przyjmując konserwatywny poziom zadłużenia aktywów rzędu 20-30 proc., możemy bez trudu pożyczyć dodatkowe 3-4 mld zł — twierdzi prezes.

Ryzykowna operacja

Na inwestycję w Kozienicach wystarczy, jednak na niej nie kończą się ambicje poznańskiej grupy. Na tapecie wciąż jest Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK), kontrolowany przez Elektrim i grupę spółek związanych z Zygmuntem Solorzem-Żakiem.

Jeszcze przed tygodniem szef Enei twierdził, że spółka wciąż nie może doczekać się podstawowych dokumentów PAK. Nawet na wydanie materiałów nieobjętych tajemnicą handlową zarząd elektrowni potrzebował zgody obu akcjonariuszy. Kilka dni później Jan Bury, wiceminister skarbu odpowiedzialny za energetykę, zapowiedział w Sejmie rychłe złożenie oferty przez Eneę.

— W ostatnim czasie dostaliśmy część dokumentów, które umożliwiły znaczny postęp prac nad przygotowaniem oferty. Jeśli otrzymamy kolejne materiały, wkrótce będziemy mogli ją złożyć — komentuje zapowiedzi ministra Paweł Mortas.

Problem w tym, że w sprawie PAK wciąż jest mnóstwo znaków zapytania. Enei trudno będzie ustalić klarowne warunki ewentualnej transakcji przed debiutem giełdowym, który może nastąpić w lipcu (choć w grę wchodzi też przesunięcie go na jesień). Spółka zapewnia, że nie zdecyduje się na zakup akcji PAK, jeśli będzie on obarczony ryzykiem związanym z roszczeniami wierzycieli Elektrimu. Tymczasem obligatariusze spółki kontrolowanej przez Zygmunta Solorza już zapowiedzieli, że — gdyby doszło do transakcji — będą mieli roszczenia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy