Energetyczna bitwa na twarze

Karol Jedliński
18-10-2010, 00:00

Od dziś, przez dwa lata, Enea to Michał Żebrowski. Spółka, walcząc o miliony klientów, chce powtórzyć sukces kampanii ING.

Jak kojarzyć się z teatrem, a nie hałdą węgla

Od dziś, przez dwa lata, Enea to Michał Żebrowski. Spółka, walcząc o miliony klientów, chce powtórzyć sukces kampanii ING.

Wchodząc do sklepów brytyjskiej sieci Sainsbury’s, można załapać się nie tylko na okazyjne ceny piwa czy chleba tostowego. Promocja wkracza w nowe obszary: możesz, jednym podpisem, zmienić dostawcę prądu do domu. W Polsce taki scenariusz, prędzej czy później, też stanie się rzeczywistością. Przekonana jest o tym choćby Enea. W odpowiedzi rusza właśnie z kampanią kompleksowo zmieniającą wizerunek.

— Gdy rynek zostanie uwolniony do końca, klient będzie przebierał w ofertach — uważa Witold Ferenc, doradca zarządu Enei.

Zmurszałe struktury polskich gigantów energetycznych mają dwa lata na przestawienie się na całkowicie komercyjne tryby. W 2012 r. ceny dla klientów detalicznych mają zostać uwolnione. Mnóstwo czasu? Nic z tych rzeczy.

Wielki edukator

Enea na przeoranie wizerunku wykłada około 50 mln zł — by za 24 miesiące stanąć w szranki z rywalami rynku nie jako anonimowy dostawca energii, lecz brand, za którym stoją konkretne wartości. W tym celu sięga po celebrytów.

— Twarzą kampanii będzie Michał Żebrowski. Ale nie na zasadzie, że mignie w reklamówce, i tyle. To jest projekt na lata, w stylu współpracy Marka Konrada i ING —podkreśla Paweł Oboda, dyrektor departamentu komunikacji korporacyjnej w Enei.

Netia ma Tomasza Kota, Getin Fronczewskiego, N-Gine od roku Kubicę. Enea wykłada grube miliony, chcąc, by obie marki, aktora i firmy, wspięły się na szczyty już w najbliższych miesiącach. Z badań wyszło, że Żebrowski kojarzy się nowocześnie, ale i rodzinnie. Do tego okazało się, że Polacy są zainteresowani tematami powiązanymi z energią, ale wiedzą o niej mało, bo nie ma tu lidera opinii. Dlatego zamiast banalnych spotów w poetyce "wiatraczki, kwiatki i dzieci" na scenę wkroczy Żebrowski — wielki edukator. I rozrusza walkę o rynek energii wart kilka miliardów złotych rocznie.

Przestroga Tigera

— Wygrywają potrafiący łamać rutynę i wytyczać nowe szlaki — przekonuje Maciej Owczarek, prezes Enei, pytany o ryzyko takich marketingowych działań.

Ale niektórzy spece z branży mają jednak wątpliwości, czy to właściwa osoba na właściwym miejscu.

— Sukces Marka Kondrata polega m.in. na tym, że zrezygnował z występowania w kiepskich filmach. Widziałem Michała Żebrowskiego w "Wiedźminie" i jestem na nie — podkreśla Jakub Kamiński, prezes agencji Brain, pracującej dla ING.

Są i tacy, którzy widzą szanse na sukces.

— Taka głęboka personalizacja kampanii reklamowej to trudna sztuka i niesie ze sobą ryzyko, co pokazał przypadek Tigera Woodsa. Ale, jak udowadnia Marek Kondrat z ING, jeśli wszystko wypali, sukces marketingowy jest olbrzymi —przekonuje Marek Staniszewski, wiceprezes agencji Young Rubicam.

50

mln zł Tyle, według szacunków "PB", pochłoną wydatki marketingowe Enei w najbliższych dwóch latach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Energetyczna bitwa na twarze