Energetyka wpływa na rozwój sieci IP

Kamil Kosiński
opublikowano: 06-10-2010, 00:00

Kiedyś liczyła się tylko wydajność. Obecnie ważne są też koszty eksploatacji, w tym zużycie energii.

Przełom w podejściu sieciowych operatorów do zużycia prądu nastąpił 2-3 lata temu

Kiedyś liczyła się tylko wydajność. Obecnie ważne są też koszty eksploatacji, w tym zużycie energii.

— Wyobraźmy sobie typową polską łazienkę. Zwykle ma nie więcej niż 10 mkw. Zmieszczą się w niej cztery szafy rackowe. Do każdej można włożyć trzy routery obsługujące po 256 tys. łącz internetowych. Czyli pomieści sprzęt, który obsłuży ponad 3 mln użytkowników, a zatem… cały polski szerokopasmowy internet w ramach dostępu stacjonarnego — mówi Andrzej Kuna, starszy konsultant ds. sieci transmisji danych w polskim Ericssonie, produkującym sprzęt dla operatorów telekomunikacyjnych.

Mniej znaczy więcej

Problemem nie jest więc wielkość pomieszczenia na urządzenia — nawet biorąc pod uwagę, że same routery to jeszcze nie wszystko, by zapewnić dostęp do internetu — lecz obciążenie sieci elektroenergetycznej, jakie powodują. Sprawa ta stała się szczególnie ważna po liberalizacji rynku telekomunikacyjnego. W ramach uwolnienia pętli abonenckiej (tzw. LLU) operatorzy alternatywni coraz częściej instalują swoje urządzenia w obiektach Telekomunikacji Polskiej (TP). A ta musi doprowadzić do nich zasilanie.

— Punkty koncentracji zakończeń sieciowych w dużych miastach przeżywają oblężenie. Coraz częściej zdarza się reglamentacja energii elektrycznej na szafę. Jeśli urządzenie pobiera więcej, niż założono, to operator alternatywny musi wynająć od operatora dominującego kolejną szafę, nawet jeśli w praktyce jego sprzęt mieści się w mniejszej liczbie szaf — opowiada Andrzej Kuna.

Nieco inaczej widzi to Karol Wieczorek z Netii.

— Jeśli w centrali nie ma zapasu mocy i chłodzenia, to musimy dołożyć się do rozbudowy tych parametrów. Bo TP jest zobowiązana do zapewnienia nam kolokacji, ale nie za darmo — zaznacza Karol Wieczorek z Netii.

"Reglamentacja" energii nie jest przejawem jakiejś szczególnej złośliwości TP wobec konkurentów. Wynika ze stanu sieci energetycznej i z tego, że zapotrzebowanie na energię w sieciach IP rośnie wraz ze wzrostem oferowanych przepustowości.

— Zapotrzebowanie na energię potrzebną operatorom do dostarczenia użytkownikom końcowym jednego megabajta tzw. przepływności spada. W porównaniu do początku lat 90 XX wieku potrzeba pięć razy mniej prądu, by dostarczyć dziesięć razy szybsze łącze — precyzuje Piotr Golubski, inżynier do spraw sieci transportowych i dostępu szerokopasmo-wego w polskim Ericssonie.

W praktyce wyglądało to tak, że gdy dostęp do internetu bazował na modemach pracujących z prędkością do 56 kb/s, operator potrzebował na jednego klienta około 20 W mocy. W jednej szafie miał zaś urządzenia odpowiadające za obsługę 20-30 klientów. Przy obecnych prędkościach i powszechności internetu nawet gdyby znalazł chętnych na płacenie proporcjonalnie tak samo wysokich rachunków za prąd, nie mógłby zapewnić im internetu, bo sieć elektroenergetyczna nie wytrzymałaby obciążenia.

— Żaden operator nie zmawia już urządzeń dostępowych dla 30 użytkowników. Kupuje się sprzęt dla 30 tys. użytkowników lub więcej — podkreśla Andrzej Kuna.

Nie tylko telekomy

Popularność internetu wraz ze wzrostem przepływności doprowadziła do tego, że mniej więcej trzy lata temu w specyfikacjach przetargów znaczenia nabrała energochłonność kupowanego sprzętu.

— Roczne zużycie energii to 7-8 proc. ceny samego urządzenia. Do tego ceny prądu ciągle rosną — zaznacza Andrzej Kuna.

Tak samo jak operatorzy telekomunikacyjni zachowują się firmy budujące sieci IP na własne potrzeby, np. w związku z chęcią uruchomienia telefonii IP.

— Jeszcze dwa lata temu zamawiający mówili, że mają taki i taki budżet na inwestycje i muszą się w nim zmieścić. Koszty eksploatacji nie budziły zainteresowania. Od półtora roku w przetargach pojawiają się zapisy określające, w jakim limicie zużycia prądu musi się mieścić sprzęt sieciowy — informuje Roman Sadowski menedżer odpowiedzialny za marketing rozwiązań dla przedsiębiorstw w polskim oddziale firmy Alcatel-Lucent, produkującej urządzenia sieciowe.

Wybierając przełączniki z funkcją Power over Ethernet firma może zasilać urządzenia peryferyjne o mniejszej mocy.

— Takie urządzenia są droższe, ale różnica ceny szybko się zwraca — zapewnia Roman Sadowski.

To możliwe, bo korzystając z takich przełączników eliminuje się zasilacze drobniejszych urządzeń, np. telefonów IP. Sam przełącznik musi mieć, co prawda, moduł pozwalający na zasilanie innych urządzeń, ale jest z reguły sprawniejszy niż małe zasilacze, które zastępuje. Do tego dochodzą korzyści nieenergetyczne.

— Przy zastosowaniu takich przełączników nie każde urządzenie wymaga podłączenia do gniazdka elektrycznego. Ułatwia to projektowanie i budowę instalacji elektrycznej w budynkach. Choć oczywiście komputerów i innych urządzeń o dużym poborze energii kablem ethernetowym się nie zasili — wskazuje Roman Sadowski.

Sytuacja się jednak zmienia. Coraz więcej urządzeń jest energoszczędnych, a nowy standard Power over Ethernet umożliwia zasilanie większą mocą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu