Europa budzi się z letargu

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 25-01-2010, 00:00

Zamówienia w europejskim

Na Zachodzie przestają

trzymać się za kieszeń

Zamówienia w europejskim

przemyśle

wreszcie przestają mocno spadać. Na szczęście

dla polskich firm.

Firmy przemysłowe strefy euro — główni partnerzy handlowi polskich eksporterów — zaczynają wychodzić z odrętwienia. W listopadzie 2009 r. ich nowe zamówienia były tylko o 1,5 proc. niższe niż przed rokiem — podał Eurostat. To najlepszy wynik od września 2008 r. Jeszcze w październiku nowe zamówienia spadały w tempie ponad 14 proc. rocznie.

Pcha nas świat

Poprawa wyników to częściowo efekt statystyczny. Rok temu zamówienia się załamały, dlatego porównujemy się z niską bazą. Ale ekonomiści przyznają, że w danych widać też sygnały świadczące o tym, że koniunktura naprawdę się poprawia. Przed publikacją danych analitycy szacowali listopadowy spadek na ponad 7 proc.

— Trudno jeszcze mówić o wyraźnym odbiciu w europejskim przemyśle, ale trzeba przyznać, że przedsiębiorcy spodziewają się stopniowej poprawy warunków prowadzenia biznesu i przestają wreszcie ograniczać zamówienia. To wpisuje się w scenariusz ożywienia w Europie — mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

W najlepszej sytuacji są polscy eksporterzy sprzedający na rynku czeskim. Tam nowe zamówienia w listopadzie były już o 7,9 proc. wyższe niż przed rokiem. Pewną poprawę powinny też czuć firmy eksportujące do Holandii, gdzie zamówienia wzrosły o 3,3 proc. W krajach, gdzie trafia najwięcej polskich produktów — Niemczech, Francji i Włoszech — wzrostu zamówień jeszcze się nie doczekaliśmy, ale przynajmniej zakończył się czas głębokich spadków. W Niemczech zamówienia obniżyły się o 1,5 proc., we Francji o 2,8 proc., a we Włoszech są na poziomie sprzed roku.

— W najbliższych miesiącach u głównych partnerów handlowych Polski zamówienia w ujęciu rocznym będą już rosły. Te stosunkowo dobre wyniki kraje zachodnie zawdzięczają głównie ożywieniu globalnemu. Struktura zamówień pokazuje, że rosną przede wszystkim zamówienia w międzynarodowych koncernach. Popyt inwestycyjny w Eurolandzie nadal jest słaby — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Nadal w poważnym kryzysie znajduje się natomiast przemysł w Irlandii, gdzie nowe zamówienia w listopadzie kurczyły się w tempie 26,5 proc., w dodatku spadki się pogłębiają. Niewiele lepiej jest w krajach bałtyckich. Na Litwie spadek wyniósł 24,8 proc., na Łotwie — 12,9 proc., a w Estonii — 16,3 proc.

Nad Wisłą cisza

Poprawa koniunktury nie przekłada się jednak na optymizm polskich firm. Wskaźnik koniunktury w przetwórstwie przemysłowym, oparty na badaniach ankietowych Głównego Urzędu Statystycznego, od kilku miesięcy utrzymuje się na stabilnym poziomie. W styczniu wzrósł co prawda o 2 pkt, ale od sierpnia 2009 r. podniósł się zaledwie o 0,5 pkt. W budownictwie i handlu styczniowy wzrost również jest nieznaczny — odpowiednio o 0,5 i 1,3 pkt.

— W budownictwie i handlu odczyty są dodatkowo wyraźnie ujemne, co sugeruje, że koniunktura w najbliższych miesiącach — głównie z powodu czynników sezonowych i wyjątkowo silnych mrozów — będzie dalej słabła — mówi Grzegorz Maliszewski.

Analitycy są jednak zgodni, że gospodarka w 2010 r. będzie przyspieszać. W 2009 r. rosła w tempie około 1,5 proc. W bieżącym roku wzrost gospodarczy może być nawet dwukrotnie wyższy.

— Spodziewam się wzrostu na poziomie 3 proc., a jest szansa, że będzie nawet więcej. Pojawiają się pewne przesłanki, że odwilż na rynku pracy może nastąpić szybciej, niż zakładam. Gdyby tak rzeczywiście się stało, wsparłoby to konsumpcję i cały wzrost gospodarczy — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu