Europa wchodzi w stagnację

Jacek Kowalczyk
17-08-2011, 00:00

Polscy eksporterzy muszą być gotowi na ochłodzenie koniunktury. Katastrofy jednak nie będzie.

Już w II kwartale 2011 r. gospodarka strefy euro prawie stanęła w miejscu

Polscy eksporterzy muszą być gotowi na ochłodzenie koniunktury. Katastrofy jednak nie będzie.

W II kwartale 2011 r. pokryzysowe ożywienie w zachodniej Europie przeszło do historii. Jak pokazały dane Eurostatu, wzrost gospodarczy w strefie euro niemal zanikł — PKB po wyeliminowaniu różnic sezonowych urósł w stosunku do poprzedniego kwartału jedynie o 0,2 proc. To niemal stagnacja. Ostatnio gospodarka Eurolandu rosła tak wolno pod koniec 2009 r., czyli w okresie, kiedy w gospodarce nadal wyraźne były oznaki kryzysu.

Widmo recesji

— To nie jest dobry czas na tak złe wiadomości. Na rynkach finansowych sytuacja wciąż jest napięta, tymczasem okazuje się, że gospodarka europejska ma się jeszcze gorzej, niż sądzono — komentuje Astrid Schilo, ekonomista HSBC Global Research.

W II kwartale ochłodzenie koniunktury zanotowały wszystkie największe gospodarki Europy. Największy zawód sprawiły Niemcy — gospodarka uznawana za ekonomiczny motor kontynentu. PKB naszych zachodnich sąsiadów rośnie w kwartalnym tempie zaledwie 0,1 proc. Roczna dynamika spadła prawie o połowę: z 4,8 proc. do 2,6 proc.

Impet straciła też Francja. W ujęciu kwartał do kwartału jej gospodarka jest już w stagnacji (PKB nie zmienił się w stosunku do poprzedniego kwartału), a dynamika roczna spowolniła z 2,1 proc. do 1,6 proc. Podobna sytuacja jest w Wielkiej Brytanii — PKB był zaledwie o 0,2 proc. wyższy niż w poprzednim kwartale, a dynamika roczna obniżyła się z 1,6 proc. do 0,7 proc.

— W drugim półroczu gospodarka Europy może wejść w prawdziwą stagnację, a nawet rośnie ryzyko odnowienia się recesji — ostrzega Martin van Vliet, ekonomista ING Group, cytowany przez Bloomberga.

Kłopoty realnej gospodarki strefy euro to skutek kryzysu fiskalnego — rozprzestrzeniająca się po kontynencie grecka choroba sprawia, że konsumenci mniej wydają, a przedsiębiorcy wstrzymują się z inwestycjami. Żeby załagodzić sytuację na rynkach, wczoraj po raz kolejny spotkali się Angela Merkel, kanclerz Niemiec, i Nicolas Sarkozy, prezydent Francji. Pracują nad planem, który przekona inwestorów, że sytuacja wraca pod kontrolę.

— To od tej dwójki zależy przyszłość Europy. Im dłużej nie będą w stanie opanować nerwowości na rynkach finansowych, tym większe będzie ryzyko, że gospodarka wpadnie w recesję — twierdzi Martin van Vliet.

Dadzą radę

Rozczarowujące dane ze strefy euro to niepokojąca wiadomość dla polskich eksporterów. Do Eurolandu trafia połowa naszego eksportu, a to oznacza, że popyt zagraniczny na towary made in Poland może spadać. Spowolnienie gospodarcze zanotowały wszystkie kraje z listy pięciu największych partnerów handlowych Polski — Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Czechy i Włochy.

— Kłopoty odbiorców naszego eksportu będą hamować polską gospodarkę. Należy być przygotowanym na to, że w drugiej połowie roku popyt zagraniczny będzie wyraźnie słabszy niż w pierwszej — mówi Agnieszka Decewicz, ekonomistka Banku Pekao.

Prognozuje, że w drugiej połowie 2011 r. dynamika eksportu spadnie do około 3 proc. z ponad 14 proc. w II kwartale.

Część ekonomistów jest jednak znacznie bardziej optymistyczna. Wierzą, że choć spowolnienia eksportu najprawdopodobniej nie da się uniknąć, to skala tego wyhamowania będzie niewielka. Według analityków Banku BPH, w II kwartale eksport utrzyma średnie tempo wzrostu powyżej 10 proc.

— Nie sądzę, by polski eksport czekało jakieś wyraźne tąpnięcie. Spodziewam się jedynie łagodnego spowolnienia. Spadek popytu zagranicznego będzie bowiem naszym firmom rekompensowany przez słabego złotego — mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.

Polskim producentom po raz kolejny może też pomóc efekt "kryzysowych zamienników". Kiedy za granicą popyt spada, niektóre polskie produkty zyskują na atrakcyjności — nie odbiegają istotnie jakością od zachodnich, a są od nich tańsze, więc odbiorcy częściej po nie sięgają.

— To zjawisko było widać w ostatnich latach, kiedy gospodarka strefy euro wychodziła z kryzysu. Teraz być może będzie podobnie — mówi Adam Antoniak.

Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) też nie spodziewa się eksportowej katastrofy — prognozuje na II kwartał wzrost zagranicznej sprzedaży o 8 proc. rok do roku.

— Przed nami dwa dość spokojne lata w eksporcie. Fajerwerków nie będzie, ale też nie powtórzy się załamanie z 2009 r. — uspokaja Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

okiem eksperta

Może nas czekać spowolnienie

Leszek Wiwała, prezes związku pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy

Doświadczenie pokazuje, że istnieje dość silna korelacja między PKB a sprzedażą alkoholu. Kiedy gospodarka zwalnia, spadają przychody producentów marek

ze średniej półki, ponieważ konsumenci przerzucają się na tańsze produkty. Tę współzależność widać zarówno w Polsce, jak i za granicą, dlatego słabe dane o wzroście gospodarczym w strefie euro sugerują pewne osłabienie eksportu polskiego alkoholu na tamtejsze rynki w najbliższych miesiącach. Za wcześnie jest jeszcze, by przesądzać, że czeka nas jakiś poważny spadek przychodów. Część producentów sygnalizuje już jednak, że ma problem z popytem. Szansą dla polskich eksporterów mogą być rynki wschodzące, np. Azja. Tu nawet w razie pogorszenia się koniunktury globalnej zachowane zostaną wysokie zwyżki PKB, a więc także i sprzedaż polskich alkoholi z pewnością będzie szła w górę. Dla części producentów główną barierą jest jednak decyzja o wejściu na te rynki. Zobaczymy, czy będą chciały pójść za ciosem.

okiem przedsiĘbiorcy

Nie widać żadnych problemów

Piotr Karasek, prezes Hunter Wild, firmy eksportującej dziczyznę

Nie widzę oznak jakiegokolwiek ochłodzenia koniunktury w Niemczech. Popyt cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie — nie jesteśmy wręcz w stanie realizować wszystkich zamówień. Co więcej, nasza spółka w Bawarii ma niezmiennie duże problemy ze znalezieniem pracowników. Chętnych do pracy jest niewielu, a roszczenia płacowe są bardzo wysokie i rosną. To pokazuje, że sytuacja na niemieckim rynku pracy nadal jest bardzo dobra. Tamtejsza gospodarka cały czas ma silne podstawy i choć ostatnie wskaźniki makroekonomiczne i prognozy nieco się obniżyły, nic nie wskazuje na to, by czekała nas druga fala kryzysu.

Trzeba jednak zaznaczyć, że dziczyzna to produkt dość specyficzny. Kupowany jest zazwyczaj przez dość zamożnych konsumentów, a więc rynek ten jest dość odporny na zawirowania koniunktury.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Europa wchodzi w stagnację