Europarlament weźmie naszą stronę

Agnieszka Jabłońska
06-10-2010, 00:00

Z Funduszu Spójności dostaliśmy 67 mld EUR. Teraz gramy, by w kolejnym rozdaniu było co najmniej tyle samo.

Z Funduszu Spójności dostaliśmy 67 mld EUR. Teraz gramy, by w kolejnym rozdaniu było co najmniej tyle samo.

Ta jesień w Brukseli będzie wyjątkowo gorąca. W ubiegłą środę, przy akompaniamencie protestujących związkowców domagających się zwiększenia wydatków, Komisja Europejska (KE) przedstawiała plan wzmocnienia dyscypliny budżetowej. Wkrótce zrobi się głośno z innego powodu — przy okazji debaty o losie budżetu unijnego na lata 2014-2020 i kształcie polityki spójności. Choć ostateczne decyzje zapadną w czerwcu 2011 r., dla negocjacji kluczowe będą najbliższe miesiące. A jest o co grać: na lata 2007-2013 dostaliśmy z Brukseli rekordowe 67 mld EUR. Jeśli liczyć budżet według tej samej metodologii, na kolejne siedem lat przypadłoby nam nawet 100 mld EUR. To nierealne, ale rząd chce, by pieniędzy nie ubyło.

Mocny sprzymierzeniec

Na razie w walce o kształt polityki spójności zyskaliśmy mocnego sojusznika — Parlament Europejski (PE). Parlamentarna Komisja Rozwoju Regionalnego przyjęła rezolucję w wersji bardzo pomyślnej dla Polski. Czytamy w niej, że m.in. "podczas zaproponowanego przeglądu budżetu UE i następnych ram finansowych należy w pełni uwzględnić wymiar regionalny", ponieważ "silna i właściwie finansowana polityka regionalna UE stanowi warunek sine qua non do osiągnięcia spójności społecznej, gospodarczej i terytorialnej".

Jeśli rezolucja zostanie przegłosowana 7 października, stanie się oficjalnym stanowiskiem izby.

— Stanowisko PE będzie miało wówczas bardzo dużą zgodność z polskim. Szanse są duże, bo w komisji pracują reprezentanci wszystkich grup politycznych. Ale debata o pieniądzach na forum unii i tak będzie nieprzyjemna i krwawa — komentuje Danuta Hübner, przewodnicząca podkomisji.

Nierówna walka

Polska będzie jeszcze musiała przekonać Komisję Europejską (przedstawi propozycje w listopadzie) i kraje Unii, którym zależy na obcięciu budżetu (m.in. Wielką Brytanię i Holandię).

— Będziemy tłumaczyli, że polityka spójności jest polityką rozwojową i najlepiej posłuży wdrażaniu strategii Europa 2020. Walczymy o to, by nie została zmarginalizowana do instrumentu wspierającego najbiedniejsze regiony. To oznaczałoby, że UE traktowałaby ją jak jałmużnę — twierdzi Jarosław Pawłowski, wiceminister rozwoju regionalnego.

Jeśli jej się nie uda, gros pieniędzy przeznaczonych dotąd na politykę spójności może popłynąć do funduszy sektorowych (np. osobno na energetykę czy transport). A to oznacza, że zdobycie dofinansowania na polskie projekty będzie o wiele trudniejsze niż do tej pory, bo rywalizacja o dotacje będzie się odbywała na szczeblu unijnym, a nie krajowym i wojewódzkim.

— W konkursach o dotacje na drogi lub innowację rywalizowalibyśmy z Niemcami, Anglią czy Francją, które obecnie zdobywają 80-90 proc. pieniędzy rozdzielanych w taki sposób — kwituje Jarosław Pawłowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Jabłońska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Europarlament weźmie naszą stronę