Europejska wiosna niezadowolenia

STEEN JAKOBSEN Saxo Bank
opublikowano: 10-05-2012, 00:00

OPINIE

Zanim zabierzemy się za jakiekolwiek prognozy na najbliższe kilka miesięcy, musimy zrozumieć, na którym z trzech etapów kryzysu politycznego tak naprawdę się znajdujemy. „To nie nasz problem”, „To sprawa Grecji” itd.

Kto pamięta komentarze, że strefy euro nie opuści nawet Grecja? Na tym etapie nie ma chętnych ani na przyznanie, że rosnący kryzys w ogóle istnieje, ani na wzięcie za niego odpowiedzialności. W tym momencie to problem sąsiada. Jeżeli chodzi o kryzys w Eurolandzie, ten etap mamy już dawno za sobą.

Kryzys coraz trudniej jest ignorować. Zaczyna się powszechne szukanie kozła ofiarnego.

Najłatwiejszym — i najwłaściwszym — celem ataków są politycy. To w końcu oni są decydentami. Rozpoczynają się „protesty przez urnę”, w których zniecierpliwieni wyborcy pozbywają się rządów biernie przyglądających się kryzysowi. To nic, że nowi rządzący nie proponują żadnych konkretów, tylko puste obietnice.

Kilka dni temu, zarówno na szczeblu krajowym w Grecji i we Francji, jak i lokalnym — w Niemczech i we Włoszech, mieliśmy tego pokaz. Wyborcy głosowali przeciwko cięciom, przeciwko Merkel i przeciwko Unii Europejskiej. Jest to kontynuacja trendu zaobserwowanego wcześniej w Hiszpanii, Danii, Finlandii i nawet w Wielkiej Brytanii. Najgorsze jednak nie jest to, że unijni wyborcy są niezadowoleni, ale raczej fakt, że nowi decydenci nie mają zamiaru zajmować się programami restrukturyzacyjnymi i reformami. Oczywiście, żeby nowych wyborców nie odwrócić od siebie. Tak właśnie wygląda dzisiejsza Europa: wszystkim jest źle, ale nikt nie chce mówić o prawdziwych zmianach czy reformach, koniecznych do wyprowadzenia europejskiej gospodarki na prostą. Innymi słowy, jacy wyborcy, taka polityka.

Etapu udzielenia mandatu do zmian jeszcze nie osiągnęliśmy. Kiedy okaże się, że wybraliśmy samych oportunistów, zamiast wytrawnych przywódców, głosowanie za pożegnaniem ze starym porządkiem i nowym rozdaniem kart stanie się w Europe modne. Taki mandat do przeprowadzania zmian ostatni raz wyborcy brytyjscy udzielili jakieś 30 lat temu Margaret Thatcher. Była premier doszła do władzy dopiero po tym, jak praktycznie abdykował jej poprzednik. Rozpoczęła wtedy szeroki program prywatyzacji i prorynkowych reform.

Najbliższe sześć do dwunastu miesięcy będzie okresem, w którym uświadomimy sobie, że tak naprawdę od początku kryzysu w 2008 r. nic wielkiego się nie zmieniło. A tylko bolesne zmiany stanowią prawdziwe rozwiązanie i dają nadzieję na nadejście nowego, pozytywnego cyklu gospodarczego.

W tej chwili sytuacja ekonomiczna w Europie wygląda raczej beznadziejnie, choć w dłuższej perspektywie pozostaję optymistą. Prędzej czy później reformy zostaną jednak przeprowadzone. Na razie to mikroekonomia jest w dobrej kondycji i to przedsiębiorcy przejmą stery gospodarki, jak tylko uznamy i pogodzimy się z błędami makroekonomicznymi. To nie pierwszy w historii i, pomimo rosnącej popularności dirigisme (kierowniczej roli państwa) i keynesizmu, nie ostatni taki proces wychodzenia z kryzysu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: STEEN JAKOBSEN Saxo Bank

Polecane