Europejskie stress testy wsparły rynki

Adrian Boczkowski
opublikowano: 27-07-2010, 00:00

Rok temu stress testy w USA wzmocniły hossę. Czy teraz też tak będzie? Jest wiele podobieństw

Jeśli historia kołem się toczy, to przed nami kilka dni marazmu, a potem miesiące żwawych wzrostów. Ostatnie zachowanie inwestorów kojarzy się bowiem z sytuacją z kwietnia 2009 r. Wtedy pod wyniki stress testów amerykańskich banków inwestorzy grali na wzrosty, a po publikacji dobrych informacji dwie sesje realizowano zyski. Później jednak na rynkach zagościły wzrosty. WIG20 wzrósł w kwartał o 20 proc., a SP 500 — o 15 proc. W pół roku było to już 35 i 24 proc. W minionym tygodniu zobaczyliśmy grę pod wyniki europejskich stress testów, a wczoraj na zachodnich parkietach przez większość dnia obserwowaliśmy spadki. Czy dalszy schemat się powieli?

Poszukajmy podobieństw. 24 kwietnia 2009 r. na rynek trafiły wstępne wyniki amerykańskich stress testów. Wprawdzie 10 z 19 największych banków oblało badanie, ale ich potrzeby kapitałowe (75 mld USD) okazały wielokrotnie niższe niż oczekiwania rynkowe. W miniony piątek zobaczyliśmy podobny obrazek w Europie. Oprócz małej skali niedokapitalizowania (3,5 mld euro wobec prognoz opiewających nawet na 75-100 mld euro) badanie oblało tylko siedem z testowanych 91 europejskich instytucji. Z tego pięć to regionalne kasy z Hiszpanii (zapaść na rynku nieruchomości). Za dwa tygodnie powinniśmy znać już również wyniki dla poszczególnych spółek córek (np. Pekao, BZ WBK, Millennium czy Kredyt Bank). W przypadku stress testów w USA i Europie można mieć uzasadnione wątpliwości, czy zbadano rzeczywiste warunki skrajne, czy tylko scenariusz bazowy. Niemniej brak większych obaw o kondycję sektora finansowego stał się przed rokiem fundamentem do dalszych wzrostów. Tak może stać się również teraz, bo to przecież widmo bankowego domina potęgowało strach wśród inwestorów w maju i czerwcu. VIX, indeks strachu, analogicznie spada. Podobieństw okresu publikacji europejskich i amerykańskich stress testów jest jeszcze kilka. Choćby kontrolowane przecieki informacji o wynikach badań czy silny obóz pesymistów.

W kwietniu zeszłego roku nie brakowało analityków, którzy wieszczyli szybkie załamanie trendu wzrostowego. Wskazywali na małą wiarygodność stress testów, słabe dane makro w USA i strefie euro, niejednoznaczne wskazania wskaźników wyprzedzających, zbyt powolną poprawę koniunktury i wiele rodzajów ryzyka, które czaiły się za rogiem. Obawy były tak duże, że na rynkach wschodzących w dniu publikacji wyników stress testów w USA zobaczyliśmy rekordową od połowy 2007 r. wartość krótkich pozycji. Nie zatrzymało to jednak hossy. W tym roku dane makro w USA czy strefie euro również nie są rewelacyjne, wskaźniki wyprzedzające nie są znów jednomyślne, ożywienie nie jest szczególnie silne, a konsumpcja czy rynek nieruchomości wciąż nie powstały z kolan. Grono pesymistów wzrosło, szczególnie po nagłośnieniu problemów fiskalnych Grecji i możliwego rozszerzenia się choroby deficytów.

Warto mieć świadomość, że stress testy to nie najważniejsza i niejedyna wskazówka dla racjonalnych inwestorów. Na przykład wyceny spółek przez rok wyraźnie już wzrosły. Mocno liczą się jednak wyniki finansowe i ich perspektywy. Te od kilku kwartałów wciąż pozytywnie zaskakują, co pomaga indeksom. Kluczem są oczekiwania rynkowe. Dopóki będą obniżane przez najwyżej przeciętne oczekiwania co do poprawy makro, łatwo będzie o pozytywne niespodzianki. Ważny będzie koniec roku, gdy powinno być już jwiadome, na jakie tempo globalnego ożywienia można liczyć oraz czy poszczególnym krajom grozi realne bankructwo ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami.

Analitycy: stress testy wzmocnią letnią hossę

Optymizm jest wskazany

Łukasz Wydra

makler UniCredit CAIB

Stress testy to temat numer jeden wśród traderów i zarządzających w kraju i za granicą. Wraz z dobrymi wynikami spółek z drugiego kwartału to właśnie stress testy sprawiły, że lipiec jest tak dobry na rynkach. Nowe szczyty na giełdach nie są jednak kwestią kilku tygodni. Naszym zdaniem, na nowe maksima indeksów trzeba poczekać do końcówki roku. W żadnym wypadku nie spodziewam się jednak do tego czasu mocnych spadków, ale również nie oczekuję silnych wzrostów po kilka procent dziennie. Wczorajsza reakcja rynków na wyniki stress testów to pierwsze kilka minut po otwarciu parkietów, po czym nastąpił normalny handel z realizacją zysków. Szczególnie było to widoczne na parkietach Europy Zachodniej. Trzeba jednak zauważyć, że w 2009 r., gdy na rynek trafiły wyniki amerykańskich stress testów, rynek był mocno wyprzedany, podczas gdy teraz — już nie. Zupełnie inne są również wartości indeksów. Mamy więc odmienną fazę rynku. Nie ma jednak zbytnich powodów, by nie być optymistą.

Korekta szykuje się na jesieni

Piotr Kuczyński

główny analityk Xeliona

Wyniki stress testów zostały już zdyskontowane przez rynek. Mała restrykcyjność założeń sprawia jednak, że można o nich zapomnieć. Podobnie, jak w 2009 r. w przypadku badania amerykańskich banków. Uważam, że stress testy nie były powodem późniejszych zwyżek indeksów w 2009 r. Jeśli teraz zobaczymy wzrosty, to również nie będzie to wynikiem opublikowanych stress testów. Już teraz widać bowiem grę pod polski sezon wyników z drugiego kwartału

(np. w przypadku PZU i KGHM).

Czy uda się przedłużyć wzro-

sty? Rynek chce rosnąć, a se-

zon wyników w Stanach Zjednoczonych dodał bykom animuszu. Technika mówi do tego, że indeksy rzeczywiście będą rosły. Niektóre wskaźniki wyprzedzające wysyłają jednak już sygnały ostrzegawcze. Dane makro w USA są słabe, miejscami nawet bardzo słabe i to one mogą być powodem strachu jesienią. Słabe dane obniżają jednak jednocześnie prognozy, więc odbiór publikowanych wskaźników nie musi być zły. Na razie sprawdza się mój scenariusz o korekcie w drugim kwartale i letniej

hossie, która doprowadzi

WIG20 przynajmniej do 2620

pkt. Nie zmieniam zdania i nadal

obstawiam też jesienne spadki.

Stress testy pomagają Europie

Andrzej Bowtruczuk

diler walutowy BRE Banku

Stress testy europejskich banków są miarodajne, bo zainicjowała je Komisja Europejska, a metodologia jest wynikiem kompromisu z instytucjami finansowymi. Dzięki lepszym niż prognozy wynikom badania poprawił się ogólny sentyment inwestycyjny do Europy. Potrzeby kapitałowe instytucji finansowych są znacznie niższe niż sądzono. W takiej sytuacji złoty wzmacnia się razem z euro. Średnioterminowy trend polepszania sytuacji w gospodarkach i stopniowy spadek niepewności (zmienności) to dobra wiadomość dla złotego, ale jednocześnie nie jest on inwestycyjnie szczególnie atrakcyjny. Dlatego w najbliższych trzech miesiącach kurs EUR/PLN powinien zakotwiczyć się w przedziale 3,8-4. Nie spodziewam się skokowej aprecjacji złotego. Krótkoterminowe negatywne impulsy mogą pochodzić z każdej strony świata.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Europejskie stress testy wsparły rynki