Faktoring lekarstwem na brak kredytów

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 21-04-2009, 00:00

Lekko nie jest, ale jak na tak trudne warunki branża faktoringowa w kryzysie radzi sobie bardzo dobrze. W większości przypadków.

Terminy płatności wydłużają się, choć o wielkich zatorach

nie ma mowy, rośnie liczba faktur, ale spada ich wartość

Lekko nie jest, ale jak na tak trudne warunki branża faktoringowa w kryzysie radzi sobie bardzo dobrze. W większości przypadków.

Spore zmiany w branży faktoringowej. Po I kw. pozycję lidera stracił ING Commercial Finance, który rok temu przebojem wdarł się na pierwsze miejsce, skokowo zwiększając obroty. W I kw. spadły one aż o 32 proc. 13-procentowy spadek odnotował też Pekao Faktoring. Obecnie stawce znowu przewodzi Raiffeisen Bank, dotychczasowy wicelider. Na podium, to kolejna nowość, wskoczył Coface Poland Factoring, osiągając największą dynamikę w branży — 74 proc. Na uwagę zasługują też wyniki Kredyt Banku, IFIS Finance czy SEB Commercial Finance.

— Największe spadki obrotów to skutek wykruszenia się kilku dużych transakcji z branż, które najbardziej ucierpiały w kryzysie, a stanowiły duży wolumen obrotów — wyjaśnia Krzysztof Kuniewicz, dyrektor zarządzający Bibby Financial Services.

W przypadku ING na obrotach zaważył kryzys w branży metalowej, z którym spółka była blisko związana. Spowolnienie w przemysłach motoryzacyjnym i meblarskim, które dość chętnie korzystały z faktoringu, odczuła cała branża. Nie na tyle jednak, żeby popsuć wyniki z I kw. Cała branża (zarówno banki, jak i spółki faktoringowe) skupiła w I kw. faktur za ponad 10 mld zł. To nieznacznie lepiej niż rok temu. Wyniki samego Polskiego Związku Faktorów (PZF), do którego nie należą banki, są jednak gorsze niż w 2007 r. Obroty firm faktoringowych wyniosły 7 mld zł i były o 6 proc. niższe niż przed rokiem.

Dobre lekarstwo

Słaby był styczeń. Paweł Kacprzak, szef faktoringu w Raiffeisen Banku, mówi, że obroty wzrosły tylko o 2 proc. W lutym było lepiej, a w marcu obroty wróciły do poziomu z ubiegłego roku.

— Pierwszy kwartał zawsze jest słabszy. Sądzimy, że w ciągu roku osiągniemy wyższe obroty niż w 2008 r. — mówi Paweł Kacprzak.

Firmy skupione w PZF spodziewają się, że wartość skupu faktur będzie o 10 proc. wyższa niż w 2008 r.

— Nawet jeśli uda nam się utrzymać poziom obrotów z ubiegłego roku, będzie to, na tle reszty sektora finansowego: banków, leasingu, znakomity wynik — mówi Piotr Konieczka, prezes BZ WBK Faktor i wiceszef PZF.

Rok temu wartość obrotów całego rynku faktoringowego sięgnęła 50 mld zł. Gdyby w tym roku obroty były na takim samym poziomie, do gospodarki trafiłby potężny strumień pieniądza. Branża wciąż podtrzymuje tezę, że faktoring jest bardzo dobrym lekarstwem w czasach kryzysu jako alternatywa dla trudno dostępnego kredytu bankowego.

— Faktoring jest produktem droższym niż kredyt w rachunku, ale łatwiej go dostać, ponieważ faktor nie wymaga zabezpieczeń i nie bada zdolności kredytowej klienta. Zwraca uwagę na jakość jego relacji z kontrahentami. Jeśli przepływy finansowe są zdrowe, a faktury spłacane na czas, nie powinien mieć żadnych problemów z uzyskaniem finansowania — mówi Jarosław Jaworski z Coface Poland Factoring.

Ceny faktoringu poszły w górę, ponieważ faktorzy cierpią na tę samą przypadłość jak cały rynek finansowy: rosnące koszty uzyskania pieniądza. Do tego trzeba doliczyć premię za ryzyko, które ostatnio wyraźnie wzrosło.

Dłuższe terminy

Niestety, jakość faktur zaczęła się pogarszać, choć o wielkich zatorach nie ma mowy. Wydłużyły się terminy płatności. W Raiffeisenie z 45 dni w IV kw. 2008 r. do 62 obecnie. Przybywa też faktur, które podlegają windykacji.

Znacznie gorzej jest z faktoringiem eksportowym, ale problemy przyszły z najmniej spodziewanej strony.

— Wszyscy zawsze bali się krajów na Wschodzie. Tymczasem to niemieckie i brytyjskie firmy przestały płacić. Potem dołączyli Holendrzy oraz Włosi. Należności ze Wschodu płyną natomiast bez większych zakłóceń — mówi Paweł Kacprzak.

Po obrotach widać jednak, że krajowe firmy szukają sposobów na rekompensatę spadku wpływów z eksportu oraz ograniczenie ryzyka. Rośnie zatem liczba faktur, ale spada ich wartość, ponieważ firmy dzielą większe dostawy na partie osobno fakturowane. Ponadto zamiast jednego kontrahenta szukają kilku mniejszych, oferując im promocje, ulgi czy obniżki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu