Fala bessy zatapia warszawskie indeksy

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 10-01-2008, 00:00

WIG20, dzięki obronnym zleceniom, zdołał się utrzymać powyżej 3300 pkt. Ale maluchów i średniaków nikt już nie chce bronić

Takie sesje jak wczorajsza boleśnie przypominają inwestorom o drugiej stronie giełdowego medalu — ryzyku straty kapitału. Przełamanie we wtorek przez amerykańskie indeksy ważnych poziomów wsparcia postawiło wczoraj posiadaczy akcji na straconej pozycji. Rynki w całej Europie zaczęły dzień od spadków, a GPW nie była wyjątkiem. Przeciwnie — przecena w Warszawie okazała się szczególnie duża.

Otwarcie notowań wypadło słabo, ale jak się potem okazało, była to dobra okazja do pozbycia się akcji, ponieważ indeksy szybko zaczęły się osuwać. Wyprzedaż nabierała tempa proporcjonalnie do słabnięcia wiary w silne odbicie na początku notowań w Nowym Jorku. WIG20 przełamał wyznaczone w sierpniu wsparcie przy 3330 pkt i — co gorsza — zszedł poniżej psychologicznej bariery 3300 pkt. Tym razem nie udzielił mu wsparcia KGHM, którego notowania nie reagowały na przedpołudniowy wzrost ceny miedzi.

Indeks blue chipów mimo to był uprzywilejowany, gdyż od czasu do czasu koszykowe zlecenia kupna hamowały zapędy strony podażowej. Na podobną pomoc nie mogły liczyć indeksy mniejszych spółek. W tym segmencie rynku rozegrał się prawdziwy dramat, a skala przeceny mogła budzić przerażenie. W momencie największego nasilenia podaży mWIG40 tracił ponad 5 proc., a sWIG80 radził sobie niewiele lepiej. Warto zauważyć, że po wczorajszym spadku mWig40 w skali 12 miesięcy notuje stratę.

Wodzirejem tej bezpardonowej wyprzedaży były banki, mające lwią część w kapitalizacji indeksu średnich spółek. Akcje Millennium, Handlowego i ING traciły nawet ponad 6 proc. Kiepsko radzili sobie też ich kuzyni z WIG20, gdzie najwięcej — ponad 5 proc. — taniały walory BZ WBK. Od pewnego czasu sektor bankowy jest czarną owcą giełdy. Wysokie wskaźniki wyceny, w porównaniu z bankami zagranicznymi, oraz niepewne wzrosty zysków w przyszłości zachęcają do upłynniania bankowych akcji.

Pod koniec sesji, dzięki korekcyjnemu odbiciu za oceanem, indeksy zdołały nieco się oddalić od swoich minimów, ale nie powetowało to inwestorom strat. Ostatecznie WIG20 obronił poziom 3300 pkt, a obroty przekroczyły 2,4 mld zł.

co dalej

Wypatrywanie dna

Po przełamaniu wsparć rynek amerykański z technicznego punktu widzenia jest w bessie. Z indeksów GPW jedynie WIG20 trzyma się ostatkiem sił. Fakty są zatem bezlitosne. Z drugiej strony rynki są mocno wyprzedane i nie jest wykluczone odreagowanie. Takimi nadziejami karmi się każda bessa. Na razie za odbiciem przemawia obiektywny czynnik. Przynajmniej na krótko przecenę może powstrzymać duża redukcja stóp procentowych w USA, o której coraz głośniej się mówi. Być może zatem ze sprzedażą akcji nie warto się spieszyć. Jednak dopóki nie poprawią się parametry techniczne rynku, o zakupach lepiej zapomnieć.

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy