Fala upadłości zatapia firmy

  • Małgorzata Ciechanowska
12-09-2012, 00:00

W ciągu ośmiu miesięcy 2012 roku ogłoszono upadłość 623 polskich przedsiębiorstw, o 23 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku, kiedy zbankrutowało 507 firm

W samym sierpniu 2012 r. zbankrutowało 76 firm, podczas gdy rok wcześniej upadłości było „tylko” 56. To kolejny kiepski wynik. W lipcu liczba upadłości była podoba (75 firm). Drastycznego wzrostu bankructw nie ma, ale trudno mówić o poprawie sytuacji.

— Nic nie zapowiada pojawienia się w gospodarce pozytywnych bodźców, które mogłyby ją pobudzić, a w efekcie poprawić sytuację firm na tyle, aby liczba upadłości w porównaniu do roku ubiegłego zaczęła w dłuższym okresie spadać lub chociaż przestała trwale rosnąć. Pamiętajmy, że w Polsce liczba upadłości nieprzerwanie zwiększa się od 2009 r. Rosła nawet rok i dwa lata temu, czyli w okresie, gdy sytuacja gospodarcza była zdecydowanie lepsza niż dzisiaj — mówi Tomasz Starus, dyrektor biura oceny ryzyka oraz główny analityk w Euler Hermes.

Najbardziej poszkodowani

Najwięcej upadłości odnotowano wśród spółek budowlanych. Było ich 183.

— To już nie o 45, czy nawet o 60 proc. więcej niż w roku 2011 (jak było jeszcze w marcu-maju). Po sierpniu upadłości firm budowlanych liczonych od początku roku było o 73 proc. więcej niż w tym samym okresie 2011 roku — mówi Tomasz Starus.

Można zatem powiedzieć, że kryzys dotknął głównie sektor odpowiedzialny za przygotowania do Euro 2012. Dlaczego?

— Niewątpliwie jedną z głównych przyczyn problemów przedsiębiorstw budowlanych jest oparcie systemu przetargów publicznych na schemacie „cena ponad jakość”. Sprawiło to, że przedsiębiorcy zmuszeni zostali do konstruowania ofert w sposób, który nie mógł im zagwarantować utrzymania płynności i terminowego płacenia podwykonawcom. Szczególnie mocno odczuły to firmy znajdujące się niżej w łańcuchu powiązań — zleceniobiorcy dużych spółek — mówi Paweł Tobis, wiceprezes Coface Poland.

Z drugiej strony — nie tylko inwestycje infrastrukturalne związane z piłkarską imprezą stały się źródłem kłopotów branży budowlanej. Na pogorszenie kondycji firm wpłynęła także ograniczona dostępność kredytów i osłabienie złotego.

Niestety, problem nie dotyczy tylko wielkich spółek. Te bowiem ciągną za sobą firmy zaopatrzeniowe i wykonawcze współpracujące z budowlanką. Szczególnie dużą grupę stanowią producenci i dostawcy drewna oraz wyrobów betonowych, ale także firmy wykonujące instalacje elektryczne, prace ziemne czy transportowe. Niewypłacalność dużych firm negatywnie wpływa na wiarygodność podwykonawców.

— O ile największe firmy budowlane mają z reguły nie tylko lepszą pozycję przetargową w rozmowach z bankami, ale mogą zaoferować wierzycielom także w miarę pewne zabezpieczenia w postaci hipotek na nieruchomościach czy zastawu na majątku, to mniejsze spółki, które z nimi współpracują, nie mają z reguły takich atutów. Trudniej jest więc odzyskać od nich pieniądze w razie potencjalnych kłopotów, dlatego ich wierzyciele reagują bardziej nerwowo, starając się jak najszybciej zajmować ich konta czy majątek, co jest decydujące w krytycznych chwilach walki o utrzymanie działalności i płynności finansowej — mówi Grzegorz Hylewicz, dyrektor windykacji w Euler Hermes.

Inne branże

W czołówce branż, w których notuje się wiele upadłości, znajduje się także sektor poligraficzny, jednak są pierwsze oznaki poprawy. Liczba upadłości spadła w lipcu do 3,70 proc. wobec 3,76 proc. w lipcu 2011 r.

— Sytuacja w tej branży jest o tyle ciekawa, że jej wyniki finansowe są dobre. Problemy mają firmy małe o niezdywersyfikowanych portfelach zamówień. W okresie kryzysu przedsiębiorstwa w pierwszej kolejności obniżyły koszty marketingu i reklamy, co stało się przyczyną pogorszenia kondycji małych zakładów z branży poligraficznej — wyjaśnia Andrzej Kochman, ekonomista KUKE.

Kłopoty ma także handel detaliczny. Liczba upadłości sklepów wzrosła od początku 2012 r. o 65 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Działalność kończyły głównie sklepy spożywcze i drogeryjne, gdyż konsumenci szukając oszczędności, częściej kupują w dyskontach. Gorzej powodzi się także sklepom oferującym wyspecjalizowane produkty, których zakup można odłożyć na lepsze czasy, np. ze sprzętem sportowym czy komputerowym.

Upadłości w regionach

W kilku województwach liczba upadłości w sierpniu była minimalna lub nie było ich wcale. Należą do nich: warmińsko-mazurskie, podkarpackie, opolskie, lubuskie i podlaskie. Najlepiej jednak wypada łódzkie, w którym liczba upadłości nie rośnie tak dynamicznie jak w innych regionach. Od początku 2012 r. było ich 22, podczas gdy w tym samym okresie przed rokiem aż 29.

— Wynika to ze specyfiki biznesu w tym regionie. Łódzkie firmy są w nie mniejszym stopniu otwarte na eksport lub wymianę handlową poza swoim województwem niż te z najsilniejszych gospodarczo regionów. Ponadto są od nich mniejsze, a więc także bardziej elastyczne. Ponadto, łódzcy przedsiębiorcy często bazują na kapitale własnym — wyjaśnia Tomasz Starus.

Negatywne prognozy

Niestety, nic nie wskazuje na to, że w niedalekiej przyszłości sytuacja ulegnie poprawie. Wręcz przeciwnie. Przy założeniu obniżenia tempa wzrostu gospodarczego w tym roku do 2,7 proc. i spadku wskaźnika rentowności obrotu netto firm do 3,8 proc. spodziewany jest wzrost liczby upadłości przedsiębiorstw. W całym roku 2012 może upaść łącznie około 878 firm, czyli o 21,9 proc. więcej niż roku wcześniej.

— W tym roku działalność mogą zakończyć 203 firmy prowadzone na zasadzie indywidualnej działalności gospodarczej i 675 spółek prawa handlowego — przewiduje Andrzej Kochman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ciechanowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fala upadłości zatapia firmy