Fiat będzie się trzymał Polski

Paweł Janas
opublikowano: 05-07-2010, 00:00

Włosi są zdziwieni negatywną aurą, jaka powstała wokół ich działań. Postanowili to wyjaśnić na łamach "PB".

Nie zwalniamy, nikogo nie szantażujemy, inwestujemy — mówi Enrico Pavoni, szef grupy Fiata w Polsce

Włosi są zdziwieni negatywną aurą, jaka powstała wokół ich działań. Postanowili to wyjaśnić na łamach "PB".

W ostatnich tygodniach Fiat stał się w Polsce bohaterem medialnych doniesień. Ba — nawet obiektem poważnych zarzutów. Choćby takich, że będzie zwalniał ludzi i że szantażuje polskie władze. Prapoczątkiem była decyzja włoskiej centrali o ulokowaniu produkcji nowej pandy w fabryce we Włoszech, a nie w Tychach. Powstało nawet wrażenie, że Włosi to niepewny i niegodny zaufania inwestor. Przeciw takiemu postrzeganiu koncernu protestuje Enrico Pavoni, prezes grupy Fiata w Polsce.

— Po pierwsze, Fiat w Polsce stale inwestuje i nie zamierza tego zmieniać. W czerwcu w nowym zakładzie Fiat Powertrain Technologies w Bielsku-Białej uruchomiono produkcję silników TwinAir. To kolejna inwestycja Fiata warta 300 mln USD. Po drugie, nie zwalniamy i nie zamierzamy nikogo zwalniać. Nawet gdyby sytuacja rynkowa się pogorszyła, będzie przemieszczać pracowników w ramach naszych fabryk motoryzacyjnych na Śląsku — obiecuje prezes Pavoni.

Niedawno Fiat zapewniał o tym przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki. Pokazywał stan zatrudnienia w spółkach grupy i pokazywał, jak dużo ludzi pracowało w polskich fabrykach w ostatnich latach. Enrico Pavoni podkreśla, że firma zatrudniała w Tychach nowe osoby nawet w kryzysowym 2009 r. Wtedy Włosi korzystali z koniunktury wywołanej dopłatami do zakupu nowych aut w kilkunastu europejskich krajach.

Lek na całe zło

Prezes Pavoni podkreśla także, że uruchomienie produkcji nowej pandy w Italii nie oznacza żadnej wyrwy w produkcji samochodów w Tychach.

— Nadal produkujemy 500., forda ka i co ważne — pandę. Nikt nie zadecydował, kiedy mamy zakończyć jej produkcję w Polsce. Nikt także nie mówił, że wraz z uruchomieniem produkcji nowej pandy we Włoszech mamy zaprzestać produkcji poprzedniej wersji w Polsce — mówi Enrico Pavoni.

Obecnie Fiat szykuje fabrykę do produkcji lancii ypsilon. Na miejsce docierają pierwsze maszyny. Czasu nie zostało wiele. Produkcja nowego samochodu ma ruszyć w marcu przyszłego roku. Inwestycje w nowego ypsilona w latach 2010-2011 to wydatki rzędu 1,4 mld zł. Pieniądze trafią zarówno do fabryki w Tychach, jak i do dostawców Fiata w Polsce. Dodatkowe 100 mln EUR Fiat przeznaczy na inwestycje u dostawców za granicą — na przykład w europejskich fabrykach Boscha.

Enrico Pavoni protestuje też przeciw określaniu wielkości produkcji ypsilona jako niszowej. Podkreśla, że od 2012 r. spółka będzie produkowała 120 tys. tych aut rocznie.

— To wielkość, której — jak sądzę — nie wstydzą się inne firmy produkujące samochody w Polsce, a nikt nie mówi, że mają niszową produkcję — podkreśla Enrico Pavoni.

W 2009 r. fabryka wyprodukowała ponad 600 tys. samochodów. Taka wielkość wymagała jednak nadzwyczajnej mobilizacji sił. Prezes obiecuje, że w kolejnych latach zakład ma w pełni wykorzystywać normalne moce na poziomie pół miliona sztuk rocznie.

Wielkie dementi

Szef Fiata dziwi się też medialnym zarzutom, że wniosek Fiata o dofinansowanie inwestycji w ypsilona kwotą 40 mln zł to rodzaj szantażu. Prasa sugerowała, że jeśli Włosi nie dostaną pomocy publicznej, mogą ją produkować poza Polską.

— To nie miałoby sensu, aby przy zaplanowanych ogromnych wydatkach rzędu 1,8 mld zł zrezygnować z inwestycji tylko dlatego, że nie dostaniemy 40 mln zł. Ale dlaczego mielibyśmy sami zrezygnować z tych pieniędzy, skoro jest możliwość ubiegania się o nie? Chcemy być tylko traktowani tak samo jak pozostali inwestorzy. Wielu naszych konkurentów otrzymywało rządowe wsparcie i nie było o to hałasu — podkreśla prezes Pavoni.

Jak podkreśla, nieprawdziwe są także doniesienia, jakoby Fiat chciał skorzystać z innej formy pomocy publicznej — rozciągnięcia specjalnej strefy ekonomicznej na teren tyskiej fabryki.

— Nie mamy takich planów, nie przymierzaliśmy się do tego, ani nawet o tym nie myśleliśmy — kwituje Enrico Pavoni.

Nie ma nic za darmo

Wojciech Drzewiecki, prezes Samaru

Nie porzuca się perełki, a zakład tyski wydaje się być dzisiaj perełką w aktywach Fiata. Dlatego też nie wydaje mi się, aby istniało zagrożenie wycofania Włochów z rynku polskiego. Oczywiście, jak każdy inwestor, również Fiat stara się wygrać jak najwięcej. Bo dlaczego nie? Co Polska może mu zaoferować poza dobrą jakością pracy i niższymi kosztami w porównaniu z krajami Europy Zachodniej? Rynkiem? Ten z punktu widzenia producenta nie jest atrakcyjny. Gdyby sprzedaż aut w Polsce wynosiła 500-600 tys., a sprzedaż samochodów Fiata z polskich zakładów 100 tys. — wtedy to my mielibyśmy argumenty. Tak więc dopóki koszty będą u nas rozsądne i jakość będzie przewyższała inne fabryki, Tychy będą odgrywały dużą rolę w grupie.

28

mld zł Takie przychody zanotowała grupa Fiata w Polsce w 2009 r....

14

tys. ..tylu ludzi zatrudniała...

606

tys. ...a tyle samochodów wyprodukowano w Tychach

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy