Fibonacci zatrzymał spadki na GPW

Emil Szweda
opublikowano: 10-08-2011, 00:00

Wczorajsze sesje rozpoczęły się od zaskakującego wzrostu indeksów na wielu rynkach europejskich i próżno szukać uzasadnienia takiego zachowania w napływających danych. Wyższe ceny szybko zostały wykorzystane przez sprzedających i wzrostowy incydent został szybko zapomniany. Tymczasem mógł być też próbą testowania rynku, jego podatności na odbicie w warunkach skrajnego wyprzedania.

Jeszcze przed południem większość indeksów ustaliła dzienne minima i rozpoczęła się powolna wspinaczka. Na części parkietów europejskich indeksom udało się przejść na zieloną stronę (Paryż, Londyn, Moskwa), na kilku tylko ograniczyć straty (Frankfurt, Warszawa, Budapeszt). Była to jedna z najlepszych końcówek sesji w ostatnich dniach, które wcześniej przypominały wyrzucanie akcji jak konfetti. Notowania w USA rozpoczęły się od zwyżek, które w innym kontekście nazwać by można rakietowym wystrzałem optymizmu, ale w tym, który znamy, wzrost SP o 3 proc. jest tylko odbiciem zdechłego kota po wcześniejszej panicznej wyprzedaży.

Dobre i tyle, jeśli wziąć pod uwagę, że na cały pokład optymizmu inwestorów wystarcza nadzieja na bliżej niesprecyzowaną akcję Fedu. Oczywiście można liczyć na wsparcie "werbalne" w postaci gwarancji utrzymania stóp procentowych na rekordowo niskim poziomie przez długi czas, ale czy także na kolejną rundę zatopienia rynków w gotówce? Tutaj zdania są podzielone. Oczywiście może być i tak, że inwestorzy wcale nie liczą na Fed ani na nic innego — indeksy są wyprzedane tak bardzo, że odbicie musiało kiedyś nadejść z "czystej fizyki rynków". Czemu akurat wczoraj? Okoliczności są dogodne, by próbować wrócić z pieniędzmi na parkiety.

Jeżeli trzymać się analogii z październikiem 2008 r., to najostrzejsza faza spadków trwała wówczas trzy tygodnie i była przerywana maksymalnie trzema spokojniejszymi sesjami, które nie dawały wcale silnych zwyżek, lecz tylko okazję do nabrania oddechu. Korekta daje tę cenną wskazówkę, że pomaga określić rozkład sił na parkiecie. Jakikolwiek trwalszy wzrost i odbicie rzędu 10 proc. byłby w tych warunkach niebywałym sukcesem.

Jeżeli chodzi o nasz parkiet, trudno o wyróżnienia. Handlowy został przeceniony o ponad 8 proc. po publikacji słabszych, niż oczekiwano, wyników, TP po raz pierwszy w tych dniach sprostała mitowi spółki defensywnej, zyskując symbolicznie, ale nie poddając się wyprzedaży. Obroty akcjami WIG20 były bardzo wysokie, porównywalne tylko z nielicznymi sesjami w historii GPW (uwzględniając, że do 2010 r. były "podwajane"). Cała sekwencja spadkowa liczona od szczytu hossy zabrała już 38,2 proc. samej hossy, a więc została zatrzymana (jak dotąd) na jednej ze złotych proporcji Fibonacciego. Następna taka szansa na zatrzymanie spadków trafi się nieco poniżej 2100 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu