Finanse prywatnych uczelni pod lupą minister

Karol Jedliński
12-01-2010, 00:00

Eksperci radzą wprowadzenie przepisów o upadłości szkół wyższych. Niektóre ledwo zipią.

Eksperci radzą wprowadzenie przepisów o upadłości szkół wyższych. Niektóre ledwo zipią.

W zeszłym roku 325 prywatnych uczelni wyższych w Polsce miało 2,7 mld zł przychodów. Przez lata były maszynkami do zarabiania pieniędzy, otwierały oddziały, brały duże kredyty na budowę siedzib. Dziś przynajmniej kilkadziesiąt z nich ma kłopoty z płynnością finansową. Dlatego Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) szykuje się na masowe bankructwa uczelni. Od niedawna ma ekspertyzę ekspertów z Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ) dotyczącą upadłości takich szkół.

Wszyscy do monitora

Wnioski z analizy: ściślej monitorujmy finanse uczelni i dopasujmy przepisy, zanim ruszy lawina plajt. Tak, by tysiące studentów nie zostały z dnia na dzień na bruku. Część rozwiązań nakłada nowe obowiązki na szkoły wyższe.

— Niech każda taka szkoła, bez względu na liczbę zatrudnianych pracowników, ma obowiązek składania sprawozdań finansowych i publikowania ich w Monitorze Polskim B. Stwórzmy też centralne archiwum dokumentacji uczelni, by w razie bankructwa były one dostępne dla studentów — twierdzi zespół ekspercki z UJ.

— Dokument ma charakter ekspertyzy, z której możemy skorzystać lub nie — zastrzega Bartosz Loba z MNiSW.

Można jednak domniemywać, że nie po to ministerstwo wydało na raport ponad 120 tys. zł, by teraz ignorować wnioski.

— Szkół jest za dużo, najwięcej w Europie. Spadek zaczął się już w 2007 r. i z roku na rok uczelniom jest trudniej, szczególnie prywatnym — mówi dr hab. Małgorzata Dąbrowa-Szefler specjalizująca się w ekonomicznych problemach szkolnictwa.

Kto zapłaci

Eksperci z UJ chcą także wprowadzenia do prawa przepisów o upadłości uczelni. Apelują o zobowiązanie szkół do podpisywania umów z innymi uczelniami mającymi przejmować studentów w razie plajty.

— Dajmy ministrowi MNiSW wpływ na postępowanie upadłościowe, by plajtujące szkoły przejmowane były przez inne uczelnie — sugerują eksperci.

I dodają, że koszty czesnego studentów uczelni w upadłości mogłoby przez semestr pokrywać MNiSW. Szacują, że nawet 25 proc. wyłożonej sumy pozostałoby niespłacone przez syndyka. Przy uczelni liczącej 2 tys. studentów nieściągalne koszty sięgałyby nawet 1 mln zł. Takich przypadków może być całkiem sporo. Prognozy mówią, że z każdym nowym naborem będzie 60 tys. studentów mniej. Tyle zapełnia obecnie sale wykładowe 30 prywatnych szkół wyższych. Po letnim naborze pozostaną one puste.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Finanse prywatnych uczelni pod lupą minister