Finowie jeszcze słabo znają swoją atrakcyjną sąsiadkę

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 13-03-2008, 00:00

Finowie postrzegają Polskę jako ciekawy kraj do lokowania inwestycji. Narzekają na biurokrację i niejasne przepisy.

Mechanizmy kierujące naszym rynkiem wciąż są trudne do zrozumienia

Finowie postrzegają Polskę jako ciekawy kraj do lokowania inwestycji. Narzekają na biurokrację i niejasne przepisy.

Finlandia kojarzy się przeciętnemu polskiemu biznesmenowi z koncernem Nokia. I słusznie, bo jest to niewątpliwie najbardziej znana i rozpoznawalna fińska marka. Ale nie samą Nokią stoi fińska gospodarka. Żeby się o tym przekonać, wystarczy rozejrzeć się po polskim podwórku. Według GUS, pod koniec 2006 r. w Polsce były obecne 172 spółki z udziałem kapitału fińskiego. Wartość zainwestowanego przez nie kapitału wyniosła 935,5 mln zł, co stanowiło 0,76 proc. wszystkich inwestycji zagranicznych w naszym kraju. W 2008 r. koncern Stora Enso, jeden z największych na świecie producentów papieru, podjął decyzję o wybudowaniu w Ostrołęce nowej fabryki za blisko 1,2 mld zł. Docelowo w zakładzie ma znaleźć zatrudnienie 600 osób. Innym znaczącym fińskim inwestorem jest producent farb Tikkurila Polska. Firma ma fabrykę w Dębicy, centrum logistyczne w Łodzi oraz biuro handlowe w Warszawie. Zatrudnia 450 osób.

— Tikkurila Polska jest jedną z największych spółek córek należących do grupy Tikkurila. Nasz ubiegłoroczny obrót wyniósł 228 mln zł — mówi Tapio Saarela, prezes Tikkurila Polska.

Wśród innych dużych inwestorów są m.in. Nordkalk Group (producent wyrobów wapienniczych) czy Ruukki (wytwórca m.in. blachodachówek).

Krucho z wiedzą

Tyle mówią cyfry, a co o Polsce myślą fińscy inwestorzy?

— Polska to atrakcyjny kraj dla fińskiego biznesu ze względu na rosnący rynek, a także bliskość innych, nowych krajów Unii Europejskiej. Kraj jest dobrze położony pod względem logistycznym, a koszty pracy są wciąż dużo niższe niż w Finlandii. Siła robocza jest dobrze wykształcona, chociaż proces rekrutacji staje się coraz trudniejszy — mówi Anita Koskio, dyrektor generalny firmy konsultingowej ExpatHouse oraz członek Skandynawsko- -Polskiej Izby Gospodarczej.

Wydaje się jednak, że Polska przypomina Finom blondynkę mieszkającą po drugiej stronie ulicy. Co prawda, jest atrakcyjna, ale poza tym, jak się nazywa, wiadomo o niej niewiele.

— Ogólnie rzecz biorąc, zarówno ludzie biznesu, jak i reszta społeczeństwa fińskiego znają Polskę zaskakująco słabo. Dlaczego zaskakująco? Ano dlatego że przecież dzieli nas geograficznie jedynie niezbyt szeroki kawałek morza, a Finlandia promuje w UE politykę „północnego wymiaru” czy też „strategię basenu Morza Bałtyckiego”. Łączy nas historia i życie w pobliżu „wielkiego brata”, czyli Rosji — mówi Toni Hyyrylainen, znany z programu „Europa da się lubić”, twarz kampanii banku Nordea w Polsce.

Przyznaje on także, że w Finlandii myśli się o naszym kraju stereotypami. Wciąż jesteśmy wrzucani do worka z napisem „były blok wschodni”. Na postrzeganie Polski jako rynku inwestycyjnego wpływa także biznesowa tradycja Finów.

— Finowie, pomimo niewątpliwych sukcesów w wprowadzaniu firm do światowej czołówki wielu branż, pozostają ostrożni i nieufni. Wszystko jest wynikiem mozolnego planowania i konsekwentnej realizacji wyznaczonej drogi. Jako naród z małym rynkiem wewnętrznym, aby osiągnąć sukces, Finowie oparli swoją strategię na zdobywaniu rynków niszowych. Udaje się to dzięki specyficznej mentalności. Oprócz wytrwałości i pracowitości Finowie charakteryzują się bowiem skłonnością do ciągłego uczenia się, uznawania obiektywnych faktów i własnych słabości. Potrafią także podporządkować osobiste cele dobru wspólnemu — twierdzi Toni Hyyrylainen.

Finowie opierają działalność biznesową na budowaniu wieloletnich więzi z partnerami, na zaufaniu. Ciągle myślą przy tym, jak firma będzie działała w przyszłości. Jednocześnie zaufanie jest dla fińskich biznesmenów ważniejsze niż chwilowe korzyści, takie jak np. tańsza oferta od innego kontrahenta.

Wspólnota poglądów

Polska, której bliższe od skandynawskich są raczej amerykańskie wzory prowadzenia biznesu, może przypominać Finom Dziki Zachód. Należy o tym pamiętać, gdy rozmawia się z potencjalnym inwestorem z tamtego regionu Europy. Zwraca na to uwagę też Anita Koskio, która różnice kulturowe wymienia wśród najważniejszych problemów, z jakimi stykają się Finowie w Polsce.

— Fińscy biznesmeni powinni lepiej poznać lokalny rynek i mechanizmy, które nim kierują. Poziom znajomości stosowanych w Polsce praktyk, wyznawanych wartości, czynników motywacyjnych nie jest wśród nich zbyt wysoki. Obie strony dużo by skorzystały, gdyby lepiej poznały te niematerialne czynniki — przekonuje Anita Koskio.

Fińscy inwestorzy narzekają w Polsce przede wszystkim na opieszałość urzędów oraz biurokrację np. w organach kontroli. Liczą, podobnie jak wszyscy, na uproszczenie przepisów i ulepszenie infrastruktury. Jak widać, w tym punkcie, pomimo wszystkich kulturowych różnic, Polacy i Finowie są nadzwyczaj zgodni.

Wojciech Chmielarz

w.chmielarz@pb.pl % 022-333-99-35

172

Tyle spółek z udziałem kapitału fińskiego działa w Polsce...

935,5

mln zł...a na tyle szacuje się wartość inwestycji, których dokonali przedsiębiorcy z tego kraju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu