Firmy IT rezygnują z dostaw komputerów

Katarzyna Latek, współpraca Mariusz Zielke
opublikowano: 17-12-2008, 00:00

Przetargi na sprzęt IT stały się nieopłacalne. Największe firmy robią wszystko, żeby się z nich wywinąć.

Nie tylko opcje odbiją się czkawką polskim przedsiębiorcom

Przetargi na sprzęt IT stały się nieopłacalne. Największe firmy robią wszystko, żeby się z nich wywinąć.

Giełdowy Action, dystrybutor sprzętu IT, właśnie poinformował o ogromnej stracie spowodowanej przewalutowaniem zobowiązań. Straty mogłyby być jednak znacznie większe, gdyby firma wzięła się do realizacji wygranych przetargów. Dotyczy to nie tylko tej spółki, ale też innych dużych firm IT. Masowo rezygnują z części przychodów, by nie dopłacać do zleceń.

Według naszych danych, w ciągu ostatniego miesiąca kilka największych firm komputerowych wycofało się z kontraktów na blisko 50 mln zł. Sam Action podobno zrezygnował z projektów za 20 mln zł. W części przetargów doszło jednak do realizacji projektów, a firmy podjęły ryzyko realizacji mimo wzrostu kosztów.

— To może się źle skończyć, bo wzrost kosztów związany z podwyższeniem kursu dolara w przypadku niektórych projektów sięgał 30 proc. Do takich projektów zwycięzcy będą musieli dopłacić — mówi jeden z naszych informatorów.

— Niektóre firmy zdecydowały się na realizację przetargów, z których my zrezygnowaliśmy. Nie sądzę, żeby dobrze na tym wyszły — twierdzi Piotr Bieliński, prezes i współwłaściciel Action.

Za drogi dolar

Prezes Actiona twierdzi, że jego spółka nie straciła na niefortunnych przetargach ani grosza. Udało się jej wycofać bez płacenia kar. Według naszych informatorów Action wysłał do partnerów pismo z informacją, że muszą liczyć się z możliwością zmiany ceny. To przerzucało częściowo ryzyko związane z podwyższeniem kosztów na integratorów, którzy składali oferty. Inny notowany na giełdzie dystrybutor, Komputronik, też nie chce realizować takich zleceń.

— Firmy IT, w tym nasza, muszą rezygnować obecnie z niektórych przetargów, które wygrały. Są co najmniej dwa powody — mówi Wojciech Buczkowski, prezes Komputronika.

Pierwsza grupa przetargów to wygrane przed październikowym załamaniem kursu złotego. Kiedy dolar podrożał, firmom nie opłacało się ich realizować.

Mniejsze zło

Drugą grupę stanowią przetargi ogłaszane w październiku, listopadzie i grudniu.

— Są odwoływane, bo administracja publiczna miała budżety na ten cel ustalane znacznie wcześniej. Teraz oferty są zbyt wysokie w stosunku do oczekiwań organizatorów przetargu. Rozmijają się nawet o 15-20 proc. — wyjaśnia Wojciech Buczkowski.

Dodaje, że KEN — firma zależna Komputronika — zrezygnowała już z kilku przetargów, które ostatnio wygrała.

— Nie sądzę, żeby ktokolwiek zdecydował się na ich realizację. To po prostu nieopłacalne — mówi prezes Komputronika.

Firmom dostarczającym sprzęt bardziej opłaca się zrezygnować z przychodów, które mogłyby mieć z realizacji takich zleceń, a nawet zapłacić karę czy stracić wadium, niż dostarczać sprzęt poniżej własnych kosztów. To przełożyłoby się na realne straty finansowe.

— Wybieramy po prostu mniejsze zło — podsumowuje Wojciech Buczkowski.

Wpływ na wynik finansowy ma być niewielki.

— Na szczęście udział wygranych przetargów w przychodach grupy Komputronika był szacowany na nie więcej niż 5 proc. przychodów, dzięki czemu obecna sytuacja nie wpłynie istotnie na osiągane wyniki — dodaje prezes.

Duże problemy z realizacją projektów komputerowych w końcu roku może mieć Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) i Agencja Mienia Wojskowego (AMW). Ten pierwszy zaplanował na 2008 r. modernizację swojego sprzętu i zorganizował kilka przetargów. Część szczęśliwie udało się zakończyć przed kryzysem, ale część dostaw miała być realizowana właśnie teraz. Z kolei przetargi dla wojska tradycyjnie są przesuwane na koniec roku i w trudnej sytuacji rynkowej mogą zakończyć się fiaskiem.

Trupy w szafach

Część problemów firm może wciąż być tzw. trupami w szafach. Powód: firmy zamawiają towar z odroczonym terminem płatności — nawet do 90 dni. Jeśli kupowały towar w cenie 2,3 zł za 1 USD, a nie dokonały płatności, to będą musiały zapłacić za niego teraz znacznie drożej.

— I tu cwaniactwo niektórych firm może je pogrzebać. Bo jeśli towar kupiono po niższym kursie i sprzedano, nie płacąc jeszcze dostawcy, to ta odroczona płatność spowoduje, że w rzeczywistości sprzedano towar znacznie poniżej kosztu zakupu. Te firmy w I kwartale 2009 r. lawinowo będą upadać — mówi dyrektor handlowy jednej z firm komputerowych.

Okiem eksperta

Milena Olszewska

analityk ING Barings

Ryzyko dla wszystkich

Ryzyko walutowe firm handlowych, także dystrybutorów IT, znajduje się w ich podstawowym biznesie, gdyż kupują towary w walucie obcej, natomiast sprzedają w złotych. W rezultacie zobowiązania spó- łek w dużej części są w walucie, a należności w złotych. Firmom najtrudniej jest działać elastycznie, gdy zmiany kursów następują szybko. W sytuacji deprecjonującej waluty i nadchodzącego spowolnienia firmom handlowym może być ciężko przełożyć w całości rosnący koszt zakupu na klienta. To wymusi obniżenie marż. W dłuższym okresie firmy uaktualnią cenniki i koszty wzrostu cen walut poniosą ich odbiorcy. Należy też pamiętać, że ryzyko kursowe w podobny sposób dotyka wszystkie firmy z branży, szczególnie jeśli nie mają zabezpieczeń.

50

mln zł Z takiej wartości kontraktów wycofało się, według naszych danych, w ciągu ostatniego miesiąca kilka największych firm komputerowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Latek, współpraca Mariusz Zielke

Polecane