Firmy kosmetyczne na diecie

AT
27-08-2012, 00:00

Trudna sytuacja na rynku zmusiła producentów kosmetyków do zaciśnięcia pasa i odchudzenia działów sprzedaży.

Złote czasy branża kosmetyczna ma za sobą. Dzisiaj rynek stoi w miejscu, sprzedaż dermokosmetyków leci na łeb na szyję i na domiar złego firmy zaczęły marketingową wojnę, która kosztuje je miliony złotych. W związku z tym część firm zaciska pasa. Według chcącego zachować anonimowość rozmówcy z branży, zwolnienia trwają w Unileverze, Coty oraz Nivei.

— W Unileverze pracę miało stracić około 70 handlowców — twierdzi nasz rozmówca.

Unilever potwierdza, że zmiany w dziale sprzedaży były, choć nie mówi o liczbie osób, które otrzymały wypowiedzenia. Jak informuje Anna Kozerska, dyrektor ds. komunikacji w Unileverze, bilans zatrudnionych jest na plusie, ponieważ koncern również zatrudniał pracowników, m.in. do nowego zespołu obsługującego drogerie. Przedstawiciele Nivei zaprzeczyli informacji o zwolnieniach, Coty jej nie skomentował, ale Jolanta Wierzgała—Engelmayer, dyrektor handlowa Coty Beauty & Prestige, potwierdziła, że od lipca dział sprzedaży jest reorganizowany. Zaznacza jednak, że za zmianami nie stoją zwolnienia grupowe. Przedstawiciele branży nie są zaskoczeni ruchami konkurentów.

— Firmy próbują dostosować się do tego, co się dzieje na rynku. Kanał tradycyjny, czyli małe sklepy, zaczyna się kurczyć [nawet o 10 proc. rok do roku — przyp. red.], więc nie jest już potrzebna tak duża liczba przedstawicieli w terenie. Drogerie, gdzie sprzedaż rozwija się bardzo dynamicznie, nie wymagają tak dużego wsparcia handlowców z firm kosmetycznych — twierdzi Henryk Orfinger, prezes Dr Ireny Eris. Nie widzi też powodów do obaw i drastycznych cięć, bo choć rynek nie odrobił spadków z ostatnich lat, to jest na lekkim plusie.

— Nie ma już dwucyfrowej dynamiki, do której producenci się przyzwyczaili, i być może dlatego takie ruchy w koncernach, które są nastawione na wyniki, również w krótkim okresie — uważa Henryk Orfinger.

Optymizm prezesa sięga aż dermokosmetyków sprzedawanych w aptekach. Te po ciężkim półroczu mają wrócić na ścieżkę wzrostów. Według danych firmy badawczej IMS Health, po pięciu miesiącach tego roku ich sprzedaż w aptekach spadła o 11 proc., czego głównym powodem jest ustawa refundacyjna. Skurczył się cały rynek apteczny — pacjenci rezygnowali z zakupów leków, tym samym również z dermokosmetyków, które są zazwyczaj kupowane przy okazji. Producenci, m.in. Nepentes i Floslek, na razie nie czują się zagrożeni i podobnie jak Dr Irena Eris liczą, że apteczny rynek dermokosmetyków wyjdzie na prostą. Nawet jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, to nie koniec ich zmartwień. Przedsiębiorcy będą musieli zmagać się ze spadkiem marż, za którym stoją oni sami.

— Sami się niszczymy. Kolejne obniżki, promocje doprowadzają do dalszego zmniejszenia marż, co w dłuższej perspektywie może okazać się dla nas najbardziej dotkliwe — twierdzi Henryk Orfinger.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AT

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Firmy kosmetyczne na diecie