Firmy nie chcą walczyć ceną

Emil Górecki
opublikowano: 15-06-2011, 00:00

Branża budowlana chce zmiany ustawy o zamówieniach publicznych, posłowie też. Ale nie ma co liczyć, że szybko to się stanie.

Najtańsza oferta nie zawsze jest najlepsza

Branża budowlana chce zmiany ustawy o zamówieniach publicznych, posłowie też. Ale nie ma co liczyć, że szybko to się stanie.

Chińskie problemy na autostradzie A2, opóźnienia wykonawców Stadionu Narodowego i wyrzucenie z budowy autostrady A1 spółki Alpine-Bau to spektakularne dowody na to, że nie najniższa cena powinna decydować o wyborze oferty.

— Kryteria oceny ofert ustala zamawiający, ustawa nie wskazuje, że jedynym czy najbardziej ważącym musi być cena. Przepisy w tym zakresie nie wymagają zmiany — przekonuje Anita Wichniak-Olczak z Urzędu Zamówień Publicznych.

Praktyka jest inna.

— Urzędnicy boją się stosowania innego kryterium, żeby nie zostali oskarżeni o korupcję. Ten zakres wymaga uregulowania systemowego. Mimo ostatnich wydarzeń nadal nie ma woli politycznej, by wprowadzić zmiany — mówi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Proponuje prekwalifikacje, którym musiałyby się poddawać firmy starające się o publiczne zlecenie. Sprawdzeniu podlegałyby referencje, potencjał finansowy i wykonawczy. Kolejny pomysł to odrzucanie skrajnych cenowo ofert, jeśli różnią się od następnej o np. 20 proc.

— Oferta Chińczyków była o 23 proc. tańsza od kolejnej. Takie rozwiązanie by ich wykluczyło — przekonuje.

Wyłączyć ofertę z przetargu można, jeśli jej wartość jest rażąco niska. Jednak cena o połowę niższa od kosztorysu, jaką zaproponował COVEC, zdaniem drogowej dyrekcji taka nie była. Jest jednak postęp. Niedawno znowelizowane prawo zamówień publicznych pozwala urzędnikom do kolejnych przetargów nie dopuszczać nierzetelnych firm. To zapobiegnie sytuacji, jaka zaistniała rok temu na autostradzie A1, gdzie GDDKiA najpierw spektakularnie wyrzuciła Alpine-Bau z budowy, żeby wkrótce przyjąć jej ofertę na dokończenie prac.

— Musimy się zastanowić nad kolejnymi propozycjami, które zwiększą bezpieczeństwo przetargów — mówi Zbigniew Rynasiewicz, przewodniczący sejmowej komisji infrastruktury.

Konkretów nie podaje. Przekonuje jednak, że wakacje i zbliżający się koniec kadencji parlamentu nie przeszkodzą w prowadzeniu prac.

W tym tygodniu członkowie komisji Przyjazne Państwo mają się pochylić nad innym rozwiązaniem.

— Chcemy zaproponować, by w ofertach znajdowały się nie tylko dokładne wyliczenia dotyczące kosztu materiałów czy maszyn, ale także minimalne koszty wynagrodzenia pracowników, które będą określone zgodnie z prawem pracy — tłumaczy Adam Szejnfeld, przewodniczący komisji.

Europejskie rozwiązania dotyczące publicznych przetargów pozwalają stosować kryterium eliminujące próby dumpingu.

— Większość krajów skupia się na niskiej cenie, jednak te najbardziej rozwinięte stosują bardziej wyrafinowane techniki. We Włoszech za najkorzystniejszą uznaje się cenę średnią, jaka jest wyliczana po odrzuceniu skrajnych. Niemcy stawiają szczegółowe bariery, a pod koniec przetargu i tak odrzucają najtańszą i najwyższą — mówi Riccardo Viaggi, sekretarz generalny Europejskiej Konfederacji Budowlańców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Firmy nie chcą walczyć ceną